Tylko tyle usłyszałam, później nie rozmawiali już po angielsku. Byłam zła, że nic nie rozumiem, bo mój plan podsłuchiwania za drzwiami legł w gruzach. Miałam już tego dosyć. Koniec. Jak tylko spotkam, któregoś z nich będę musiała zażądać odpowiedzi. Jestem to już prawie dwa tygodnie, a nie wiem zupełnie nic. Przecież i tak na razie stąd nie ucieknę, potrzebny mi na to czas. Ale dobrze wiedziałam, co robić, żeby osiągnąć cel.
Musiałam zbliżyć się do Artana. Musiałam stać się dla niego tak ważna, że zrobiłby to o co go poproszę. Wtedy wszystko wróci już do normy, będę w domu...
W domu – prychnęłam w myślach. Nie mogłabym wrócić do ciotki i spojrzeć jej w twarz. Zdradziła i mnie i moją matkę, nigdy jej tego nie wybaczę, może być pewna. Tyle że ja tak bardzo chciałam się stąd wyrwać, że to gdzie trafię nie obchodziło mnie teraz tak bardzo. Choć nie byłam tu w żadnym stopniu traktowana źle, to wiedziałam, że wkrótce się to zmieni, czułam to.
Zeszłam w dół po schodach.
- Emma? - ktoś zawołał mnie z dołu.
Rozejrzałam się, a przede mną stał Artan uśmiechnięty jak chyba jeszcze nigdy. Zmarszczyłam czoło i odwzajemniłam delikatny uśmiech, bo po prostu inaczej nie umiałam, tak jakoś mi też zrobiło się weselej.
Stał za ladą, po stronie gdzie Martha zawsze piekła ciasto, usiadłam więc naprzeciw.
Ciągle coś mówił, obiecał, że specjalnie dla mnie przygotuje jedyne co potrafi czyli jogurt ze świeżych owoców.
Musiałam zbliżyć się do Artana. Musiałam stać się dla niego tak ważna, że zrobiłby to o co go poproszę. Wtedy wszystko wróci już do normy, będę w domu...
W domu – prychnęłam w myślach. Nie mogłabym wrócić do ciotki i spojrzeć jej w twarz. Zdradziła i mnie i moją matkę, nigdy jej tego nie wybaczę, może być pewna. Tyle że ja tak bardzo chciałam się stąd wyrwać, że to gdzie trafię nie obchodziło mnie teraz tak bardzo. Choć nie byłam tu w żadnym stopniu traktowana źle, to wiedziałam, że wkrótce się to zmieni, czułam to.
Zeszłam w dół po schodach.
- Emma? - ktoś zawołał mnie z dołu.
Rozejrzałam się, a przede mną stał Artan uśmiechnięty jak chyba jeszcze nigdy. Zmarszczyłam czoło i odwzajemniłam delikatny uśmiech, bo po prostu inaczej nie umiałam, tak jakoś mi też zrobiło się weselej.
Stał za ladą, po stronie gdzie Martha zawsze piekła ciasto, usiadłam więc naprzeciw.
Ciągle coś mówił, obiecał, że specjalnie dla mnie przygotuje jedyne co potrafi czyli jogurt ze świeżych owoców.
- Udało mi się w końcu namówić prezesa całkiem sporej firmy na sprzedaż udziałów - powiedział mi w końcu, kiedy ciągle wypytywałam o jego humor - A poza tym mam dla ciebie dwie niespodzianki. Jedna wisi w twojej szafie, a o drugiej dowiesz się wieczorem. - podwinął rękawy białej koszuli do łokci i umył ręce znikając na chwilę za szafką. Wziął nóż z szuflady i kroił powoli arbuza, a ja w skupieniu słuchałam - A jak w ogóle jest ci tu z taką temperaturą?
- Chyba się przyzwyczajam... - odpowiedziałam wzruszając ramionami, bo trochę za bardzo rozluźniłam się w jego towarzystwie, ale na szczęście tego nie zauważył - W domu jest dużo chłodniej - położył przede mną talerz z pokrojonym owocem i zabrał się za granat.
- Miesiąc przed twoim przyjazdem był najcieplejszy czas w roku i cała klimatyzacja padła - już miał powiedzieć coś więcej, otworzył nawet usta, ale do salonu wszedł Sahib stając obok mnie i pomagając mi opróżnić to całkiem spore naczynie.
- Jadę po Chrisa - spojrzałam na niego z dołu, później na Artana, który cicho się zaśmiał.
- A masz klucze? - nie podniósł nawet wzroku na chłopaka, który już odchodził.
Nagle stop. Stanął jak wryty w podłogę.
Odwrócił się powoli, a mina trochę mu zrzedła.
- Nie mam? - spytał robiąc znowu krok w naszą stronę, ukryłam rozbawienie napychając arbuza do buzi.
Wymownie spojrzał na swojego wuja, który w ciszy śmiał się z niego patrząc na jego zdziwioną minę tylko przez kilka sekund, ale uśmiech nie schodził mu z twarzy.
Choć tylko przelotnie to zauważyłam to bardzo mi się spodobało. Już wcześniej zauważyłam ten ładny kształt jego ust, tyle że właściwie cały czas widywałam go poważnego, no może na chwilę złamał się wtedy, gdy zabrał mnie na tę kolację. Do tego miał proste, białe zęby i te dołeczki w policzkach... Nie miałam kogo oszukiwać, Artan był bardzo przystojny, zauważyłam to na samym początku, a teraz wydawał mi się taki normalny... Jakby był MOIM wujkiem, a nie...
- No przestań... - podszedł do niego i jakby od razu zmienił ton - Nie będziemy się chyba bawić w szlabany, nie? Jesteśmy dorośli.
- Ja jestem - stwierdził obojętnie wrzucając owoce do miksera i wlewając jogurt.
- Chyba sobie żartujesz... Oddaj mi samochód!
- To przestań zachowywać się jak gówniarz - miałam wrażenie, że bardziej był zainteresowany tworzeniem szejka idealnego niż swoim bratankiem - Zaczynasz mnie poważnie wkurzać, więc albo się dostosujesz, albo będę dalej trzymał się swoich metod, które jak widzę już polubiłeś - znowu uśmiechnął się bezczelnie w jego stronę.
Mimowolnie wyobraziłam sobie pewną scenę i od razu ją sobie porównałam do tej sytuacji. Kiedyś wróciłam późno od koleżanki, zabrałyśmy z barku trochę rozpoczętego wina i wypiłyśmy po dwie lampki. Kiedy Dianah mnie zobaczyła myślałam, że mnie udusi, a kiedy rano wstałam sytuacja była bardzo podobna do tej, tyle że ja kłóciłam się o starego samsunga, a nie o wart tysiące dolarów samochód!
Spojrzał w naszą stronę z pogardą i wyjął prędko telefon z kieszeni zmykając się w tym pokoju po prawej stronie schodów...
Artan spojrzał na mnie przelotnie, ale kiedy zobaczył moją minę wrócił wzrokiem na dłużej, aż zrobiło się to dla mnie dość krępujące... Zdecydowanie za długo patrzył, już powinien się obrócić!
- Dobrze, że temu Głupkowi udało się cię rozśmieszyć - powiedział dalej gapiąc mi się w twarz - Pierwszy raz widzę cię tak szczerze uśmiechniętą.
- Chciałabym... - szepnęłam niepewnie, opuszczając głowę tak cicho, że sama się ledwo słyszałam.
Nie mogłam się przemóc, ale wiedziałam, że to jest ten moment. Teraz musiałam o wszystko pytać, nie byłam pewna kiedy znowu nadarzy się taka okazja, to było konieczne.
- Tak? - zapytał delikatnie dotykając mojego podbródka i unosząc go powoli w górę, dopóki nie byliśmy twarzą w twarz.
- Nic, nic.. - spojrzałam trochę z paniką na niego, ale nagle ogłupiałam, choć codziennie układałam sobie w głowie jak powinnam przeprowadzić tę rozmowę, żeby poskutkowało wszystko, co chciałam zacząć.
Odetchnął ciężko opierając dłonie o blat.
Przestraszyłam się.
- Chyba się przyzwyczajam... - odpowiedziałam wzruszając ramionami, bo trochę za bardzo rozluźniłam się w jego towarzystwie, ale na szczęście tego nie zauważył - W domu jest dużo chłodniej - położył przede mną talerz z pokrojonym owocem i zabrał się za granat.
- Miesiąc przed twoim przyjazdem był najcieplejszy czas w roku i cała klimatyzacja padła - już miał powiedzieć coś więcej, otworzył nawet usta, ale do salonu wszedł Sahib stając obok mnie i pomagając mi opróżnić to całkiem spore naczynie.
- Jadę po Chrisa - spojrzałam na niego z dołu, później na Artana, który cicho się zaśmiał.
- A masz klucze? - nie podniósł nawet wzroku na chłopaka, który już odchodził.
Nagle stop. Stanął jak wryty w podłogę.
Odwrócił się powoli, a mina trochę mu zrzedła.
- Nie mam? - spytał robiąc znowu krok w naszą stronę, ukryłam rozbawienie napychając arbuza do buzi.
Wymownie spojrzał na swojego wuja, który w ciszy śmiał się z niego patrząc na jego zdziwioną minę tylko przez kilka sekund, ale uśmiech nie schodził mu z twarzy.
Choć tylko przelotnie to zauważyłam to bardzo mi się spodobało. Już wcześniej zauważyłam ten ładny kształt jego ust, tyle że właściwie cały czas widywałam go poważnego, no może na chwilę złamał się wtedy, gdy zabrał mnie na tę kolację. Do tego miał proste, białe zęby i te dołeczki w policzkach... Nie miałam kogo oszukiwać, Artan był bardzo przystojny, zauważyłam to na samym początku, a teraz wydawał mi się taki normalny... Jakby był MOIM wujkiem, a nie...
- No przestań... - podszedł do niego i jakby od razu zmienił ton - Nie będziemy się chyba bawić w szlabany, nie? Jesteśmy dorośli.
- Ja jestem - stwierdził obojętnie wrzucając owoce do miksera i wlewając jogurt.
- Chyba sobie żartujesz... Oddaj mi samochód!
- To przestań zachowywać się jak gówniarz - miałam wrażenie, że bardziej był zainteresowany tworzeniem szejka idealnego niż swoim bratankiem - Zaczynasz mnie poważnie wkurzać, więc albo się dostosujesz, albo będę dalej trzymał się swoich metod, które jak widzę już polubiłeś - znowu uśmiechnął się bezczelnie w jego stronę.
Mimowolnie wyobraziłam sobie pewną scenę i od razu ją sobie porównałam do tej sytuacji. Kiedyś wróciłam późno od koleżanki, zabrałyśmy z barku trochę rozpoczętego wina i wypiłyśmy po dwie lampki. Kiedy Dianah mnie zobaczyła myślałam, że mnie udusi, a kiedy rano wstałam sytuacja była bardzo podobna do tej, tyle że ja kłóciłam się o starego samsunga, a nie o wart tysiące dolarów samochód!
Spojrzał w naszą stronę z pogardą i wyjął prędko telefon z kieszeni zmykając się w tym pokoju po prawej stronie schodów...
Artan spojrzał na mnie przelotnie, ale kiedy zobaczył moją minę wrócił wzrokiem na dłużej, aż zrobiło się to dla mnie dość krępujące... Zdecydowanie za długo patrzył, już powinien się obrócić!
- Dobrze, że temu Głupkowi udało się cię rozśmieszyć - powiedział dalej gapiąc mi się w twarz - Pierwszy raz widzę cię tak szczerze uśmiechniętą.
- Chciałabym... - szepnęłam niepewnie, opuszczając głowę tak cicho, że sama się ledwo słyszałam.
Nie mogłam się przemóc, ale wiedziałam, że to jest ten moment. Teraz musiałam o wszystko pytać, nie byłam pewna kiedy znowu nadarzy się taka okazja, to było konieczne.
- Tak? - zapytał delikatnie dotykając mojego podbródka i unosząc go powoli w górę, dopóki nie byliśmy twarzą w twarz.
- Nic, nic.. - spojrzałam trochę z paniką na niego, ale nagle ogłupiałam, choć codziennie układałam sobie w głowie jak powinnam przeprowadzić tę rozmowę, żeby poskutkowało wszystko, co chciałam zacząć.
Odetchnął ciężko opierając dłonie o blat.
Przestraszyłam się.
- Wszystko się skomplikowało - przyznał, ale znów zmienił się w tego poważnego mężczyznę, którego widywałam codziennie - Nie wiem, kiedy będę w stanie ci o tym wszystkim opowiedzieć, ale mieszkanie tutaj - zastanowił się chwilę, ale kontynuował - nie jest chwilowe. Emmo, jesteś teraz częścią tego świata, rozumiesz?
- Ale... - zaczęłam cicho i już czułam, że wzbierają się we mnie łzy - Dlaczego?
- Na to pytanie odpowiedź już dostałaś. - spojrzał na zegarek - przyspieszymy to, jesteś gotowa, żeby ruszyć za dwie godziny?
Podniosłam zmęczony wzrok i pokiwałam twierdząco głową.
Pociły mi się dłonie i to nie z powodu czterdziestu stopni na zewnątrz... Denerwowałam się. Zaczęłam kiedy tylko zobaczyłam co takiego mam na siebie włożyć.
Sukienka była bardzo długa, bordowa. Stopy miałam całkiem zasłonięte, więc nie było widać butów chyba najlepszych z całej tej boskiej kolekcji. Spojrzałam jeszcze raz w prawo, gdzie stało duże lustro. Włosy upięłam w dużego koka, wypuszczając z niego jedynie kilka pojedynczych pasm, które lekko podkręciłam lokówką. Delikatny naszyjnik prawie idealnie wpasowywał się w całość, jak i drobne kolczyki. Sukienka nie miała ramion, za to był całkiem spory dekolt, dlatego głównie spędzałam czas w doborze odpowiedniego stanika. Czułam się strasznie spięta.
Czekałam na Artana tutaj, w salonie. Czułam, że tak będzie najlepiej. Przeszłam kilka kroków ze zniecierpliwienia, choć wcale się nie spóźniał. To mi został jeszcze czas. Zastanawiało mnie tylko jedno... gdzie są wszyscy?
Odpowiedź przyszła natychmiast.
Najpierw słyszałam kroki, a później zobaczyłam do kogo należały. Artan i Sahib rozmawiali o czymś zawzięcie, a mężczyzna zapinał guzik koszuli w miejscu nadgarstka. Oboje nagle stanęli w miejscu nie domykając ust. Chyba było dobrze.
Stali koło siebie i chwile oboje nie mogli oderwać wzroku. Uśmiechnęłam się okropnie niepewnie, czekając na jakąś reakcję. Zrozumieli o co mi chodzi.
- Daj mi minutę - poprosił i wszedł szybko na górę.
Zostaliśmy z Sahibem sami, a mi zdenerwowanie ani trochę nie minęło. Podszedł te kilka kroków i wydusił z siebie tylko krótkie "wow". Wcale nie podniosło mi to samooceny...
- Trzymam kciuki - powiedział mierząc mnie wzrokiem - jak wytrzymasz z nim ten wieczór będziesz najtwardszą kobietą na świecie - zaśmiał się wymownie - To nudziarz.
- Na to pytanie odpowiedź już dostałaś. - spojrzał na zegarek - przyspieszymy to, jesteś gotowa, żeby ruszyć za dwie godziny?
Podniosłam zmęczony wzrok i pokiwałam twierdząco głową.
Pociły mi się dłonie i to nie z powodu czterdziestu stopni na zewnątrz... Denerwowałam się. Zaczęłam kiedy tylko zobaczyłam co takiego mam na siebie włożyć.
Sukienka była bardzo długa, bordowa. Stopy miałam całkiem zasłonięte, więc nie było widać butów chyba najlepszych z całej tej boskiej kolekcji. Spojrzałam jeszcze raz w prawo, gdzie stało duże lustro. Włosy upięłam w dużego koka, wypuszczając z niego jedynie kilka pojedynczych pasm, które lekko podkręciłam lokówką. Delikatny naszyjnik prawie idealnie wpasowywał się w całość, jak i drobne kolczyki. Sukienka nie miała ramion, za to był całkiem spory dekolt, dlatego głównie spędzałam czas w doborze odpowiedniego stanika. Czułam się strasznie spięta.
Czekałam na Artana tutaj, w salonie. Czułam, że tak będzie najlepiej. Przeszłam kilka kroków ze zniecierpliwienia, choć wcale się nie spóźniał. To mi został jeszcze czas. Zastanawiało mnie tylko jedno... gdzie są wszyscy?
Odpowiedź przyszła natychmiast.
Najpierw słyszałam kroki, a później zobaczyłam do kogo należały. Artan i Sahib rozmawiali o czymś zawzięcie, a mężczyzna zapinał guzik koszuli w miejscu nadgarstka. Oboje nagle stanęli w miejscu nie domykając ust. Chyba było dobrze.
Stali koło siebie i chwile oboje nie mogli oderwać wzroku. Uśmiechnęłam się okropnie niepewnie, czekając na jakąś reakcję. Zrozumieli o co mi chodzi.
- Daj mi minutę - poprosił i wszedł szybko na górę.
Zostaliśmy z Sahibem sami, a mi zdenerwowanie ani trochę nie minęło. Podszedł te kilka kroków i wydusił z siebie tylko krótkie "wow". Wcale nie podniosło mi to samooceny...
- Trzymam kciuki - powiedział mierząc mnie wzrokiem - jak wytrzymasz z nim ten wieczór będziesz najtwardszą kobietą na świecie - zaśmiał się wymownie - To nudziarz.
- Nie zauważyłam - odpowiedziałam poprawiając naszyjnik - Ale dzięki.
- Więc dobrej zabawy - pochylił się i pocałował mnie delikatnie w policzek, jeszcze przez chwilę spoglądając mi w oczy.
Kiedy w końcu się odsunął zobaczyłam, że wcale nie byliśmy sami.
_______
A według was... tak z ciekawości zapytam :D do którego z nich Emmie jest bliżej? Macie jakieś swoje teorie? :) Bo mam dość kontrowersyjny plan i nie wiem co o nim sądzić ;p
Następny na początku weekendu - piątek tak sądzę ;)
- Więc dobrej zabawy - pochylił się i pocałował mnie delikatnie w policzek, jeszcze przez chwilę spoglądając mi w oczy.
Kiedy w końcu się odsunął zobaczyłam, że wcale nie byliśmy sami.
_______
A według was... tak z ciekawości zapytam :D do którego z nich Emmie jest bliżej? Macie jakieś swoje teorie? :) Bo mam dość kontrowersyjny plan i nie wiem co o nim sądzić ;p
Następny na początku weekendu - piątek tak sądzę ;)
hmm myślę,że Emma do Shaiba bardziej pasuje ;P
OdpowiedzUsuńJezu, dziwie sie, że to piszę, ale jakoś tak Artan mi do niej bardziej pasuje ;p
OdpowiedzUsuńAhhhh, ja chcę Arthana! <3 :D
OdpowiedzUsuń