Rano, kiedy weszłam pod prysznic doszło do mnie co stało się wczoraj. Mimowolnie od razu przed oczami miałam kilka nieciekawych wizji. Spojrzałam w lustro umieszczone w kabinie i przyjrzałam się sobie. Już w głowie roiło mi się, że wkrótce może okazać się, że jestem tutaj tylko dla któregoś z nich. Że będę przyszłą kobietą Sahiba, albo kochanką Artana, że będę przymuszana do związku z jednym z tej dwójki… Nie wiedziałam tylko, który z nich się złamał, kto przekroczył granicę. Bo wątpię by ojciec z synem byliby w stanie dzielić się jedną kobietą. Boże…
Ta rasa – Arabowie – zawsze będzie kojarzyć nam się z cudzołóstwem, bigamią czy innymi modyfikacjami dla normalnych ludzi niepojętymi, ale to byłaby już przesada. Obejrzałam się dokładnie i przeraziłam, że być może to ostatni dzień, kiedy moje ciało w taki sposób widzę tylko ja…
Obie wersje mi się zgadzały. Sahib z początku był oschły, unikał mnie, traktował jak wroga, ale przecież… Byłam tu właściwie parę dni, żadnego z nich nie poznałam wystarczająco. Artan natomiast… Wczoraj całował mnie czterdziestolatek…
Najchętniej zamknęłabym się w tym pokoju i nie wychodziła dobrych kilka dni. Tak jak mi obiecano to przecież było moje miejsce, nikt bez mojej zgody nie mógł tu wejść…
Ale to nie było dobrym pomysłem. Bałabym się tego, co stałoby się kiedy wyjdę i czy w ogóle ta przysięga zostałaby spełniona…
Ubrałam się szybko. Wczoraj z tego natłoku myśli ułożyłam dwa zestawy. To lubiłam. Bawić się tymi ubraniami, przeglądać te wszystkie czasopisma, jedząc przy tym świeżo pokrojonego ananasa i wygrzewając się w słońcu, które wpadało przez wielkie okna.
Miałam wrażenie, że dziś będzie dużo goręcej niż do tej pory i wcale nie chodziło mi o pogodę…
Ubrałam turkusową sukienkę, przejrzałam się w lustrze, zrobiłam delikatny makijaż i zeszłam na dół. To wszystko działo się za szybko…
Chciałam właśnie wbiec z powrotem na górę, ale w moją stronę… No właśnie.
Przy ladzie przy której zwykle jadałam siedziało dwoje ludzi, młodych mężczyzn, chłopców jak się chwilę po tym domyśliłam. Jednego znałam, drugiego widziałam drugi raz w życiu, blondyn. Właśnie ten patrzył na mnie swobodnie i lekko, dość nieśmiało się uśmiechnął. Drugi odwrócony był plecami, ale odwrócił się widząc reakcje przyjaciela i szepnął cicho moje imię. Jasnowłosy zerwał się z krzesła kiedy opuściłam już najniższy schodek.
- Emma, tak? Jestem Chris – podeszłam niepewnie i uścisnęłam jego dłoń.
- Chris? – zaciekawiło mnie zdecydowanie niearabskie imię i wygląd.
- Jestem z Ohio – uśmiechnął się znowu, wszystko wyjaśniając – Mieszkam tu od czterech lat.
- Skończyłeś już? – odezwał się nagle Sahib obracając się w naszą stronę, ale nawet na mnie nie spoglądając.
- Zamknij się – zaśmiał się blondyn i zdał mi relacje w jakich okolicznościach przeniósł się tutaj.
Przyznaję się, że słuchałam tylko trochę. Choć Chris wydawał się być miłym chłopakiem bardziej byłam zainteresowana obojętnością araba, jeszcze wczoraj przecież był taki chętny do rozmów…
Jego historia była typowa, rodzice wybudowali sieć jakiś hurtowni i postanowili przenieść się tutaj, bo to najkorzystniejsze. Banał.
- Wszyscy jesteście tutaj? – za nami kolejny niski głos.
Boże, miałam tego dość.
Artan odstawił aktówkę na stolik w przedpokoju i podszedł do nas. Stanął bardzo blisko mnie i rozglądał się przez chwilę, a potem spojrzał wymownie na swojego syna i słuchał uważnie rozmowy.
Zrobiło się jeszcze bardziej sztywno. Sahib pogonił kumpla i oboje zniknęli po dwóch minutach zostawiając mnie sam na sam z … nim.
Podniosłam niepewnie wzrok i zmierzyłam go spojrzeniem.
Tak strasznie pasował mi na jakiegoś modela, który reklamuje perfumy dla facetów po trzydziestce. Był zadbany i dostojny. Te jego garnitury, krawaty, torby, idealna fryzura… Przerastało mnie wszystko.
- Jak minęła ci noc? – zapytał ciągle mi się przyglądając, co straszliwie mnie peszyło.
Jakoś tak bezwiednie popatrzyłam na jego usta. Pełne i takie miękkie…
- Nie najgorzej.
Zniżyłam trochę głowę, sama nie wiedziałam czemu. Chciałam się chyba ukryć z tym całym zawstydzeniem, ale ani trochę mi się to nie udało… Artan delikatnie, dwoma palcami które położył na mojej brodzie uniósł moją twarz.
- Wszystko w porządku? – zapytał nawet się nie odsuwając.
Teraz zdałam sobie sprawę jaki był wysoki. Na pewno miał ponad metr dziewięćdziesiąt tak jak jego syn, tyle że on był masywniejszy, ale nie gruby. Po prostu czułam się przy nim taka maleńka i bezbronna…
- Tak, po prostu jestem zmęczona – odpowiedziałam natychmiast – Niedługo mi przejdzie.
- W porządku – cofnął się pół kroku – Chciałbym z Tobą porozmawiać, pójdziesz ze mną na górę?
Ta rasa – Arabowie – zawsze będzie kojarzyć nam się z cudzołóstwem, bigamią czy innymi modyfikacjami dla normalnych ludzi niepojętymi, ale to byłaby już przesada. Obejrzałam się dokładnie i przeraziłam, że być może to ostatni dzień, kiedy moje ciało w taki sposób widzę tylko ja…
Obie wersje mi się zgadzały. Sahib z początku był oschły, unikał mnie, traktował jak wroga, ale przecież… Byłam tu właściwie parę dni, żadnego z nich nie poznałam wystarczająco. Artan natomiast… Wczoraj całował mnie czterdziestolatek…
Najchętniej zamknęłabym się w tym pokoju i nie wychodziła dobrych kilka dni. Tak jak mi obiecano to przecież było moje miejsce, nikt bez mojej zgody nie mógł tu wejść…
Ale to nie było dobrym pomysłem. Bałabym się tego, co stałoby się kiedy wyjdę i czy w ogóle ta przysięga zostałaby spełniona…
Ubrałam się szybko. Wczoraj z tego natłoku myśli ułożyłam dwa zestawy. To lubiłam. Bawić się tymi ubraniami, przeglądać te wszystkie czasopisma, jedząc przy tym świeżo pokrojonego ananasa i wygrzewając się w słońcu, które wpadało przez wielkie okna.
Miałam wrażenie, że dziś będzie dużo goręcej niż do tej pory i wcale nie chodziło mi o pogodę…
Ubrałam turkusową sukienkę, przejrzałam się w lustrze, zrobiłam delikatny makijaż i zeszłam na dół. To wszystko działo się za szybko…
Chciałam właśnie wbiec z powrotem na górę, ale w moją stronę… No właśnie.
Przy ladzie przy której zwykle jadałam siedziało dwoje ludzi, młodych mężczyzn, chłopców jak się chwilę po tym domyśliłam. Jednego znałam, drugiego widziałam drugi raz w życiu, blondyn. Właśnie ten patrzył na mnie swobodnie i lekko, dość nieśmiało się uśmiechnął. Drugi odwrócony był plecami, ale odwrócił się widząc reakcje przyjaciela i szepnął cicho moje imię. Jasnowłosy zerwał się z krzesła kiedy opuściłam już najniższy schodek.
- Emma, tak? Jestem Chris – podeszłam niepewnie i uścisnęłam jego dłoń.
- Chris? – zaciekawiło mnie zdecydowanie niearabskie imię i wygląd.
- Jestem z Ohio – uśmiechnął się znowu, wszystko wyjaśniając – Mieszkam tu od czterech lat.
- Skończyłeś już? – odezwał się nagle Sahib obracając się w naszą stronę, ale nawet na mnie nie spoglądając.
- Zamknij się – zaśmiał się blondyn i zdał mi relacje w jakich okolicznościach przeniósł się tutaj.
Przyznaję się, że słuchałam tylko trochę. Choć Chris wydawał się być miłym chłopakiem bardziej byłam zainteresowana obojętnością araba, jeszcze wczoraj przecież był taki chętny do rozmów…
Jego historia była typowa, rodzice wybudowali sieć jakiś hurtowni i postanowili przenieść się tutaj, bo to najkorzystniejsze. Banał.
- Wszyscy jesteście tutaj? – za nami kolejny niski głos.
Boże, miałam tego dość.
Artan odstawił aktówkę na stolik w przedpokoju i podszedł do nas. Stanął bardzo blisko mnie i rozglądał się przez chwilę, a potem spojrzał wymownie na swojego syna i słuchał uważnie rozmowy.
Zrobiło się jeszcze bardziej sztywno. Sahib pogonił kumpla i oboje zniknęli po dwóch minutach zostawiając mnie sam na sam z … nim.
Podniosłam niepewnie wzrok i zmierzyłam go spojrzeniem.
Tak strasznie pasował mi na jakiegoś modela, który reklamuje perfumy dla facetów po trzydziestce. Był zadbany i dostojny. Te jego garnitury, krawaty, torby, idealna fryzura… Przerastało mnie wszystko.
- Jak minęła ci noc? – zapytał ciągle mi się przyglądając, co straszliwie mnie peszyło.
Jakoś tak bezwiednie popatrzyłam na jego usta. Pełne i takie miękkie…
- Nie najgorzej.
Zniżyłam trochę głowę, sama nie wiedziałam czemu. Chciałam się chyba ukryć z tym całym zawstydzeniem, ale ani trochę mi się to nie udało… Artan delikatnie, dwoma palcami które położył na mojej brodzie uniósł moją twarz.
- Wszystko w porządku? – zapytał nawet się nie odsuwając.
Teraz zdałam sobie sprawę jaki był wysoki. Na pewno miał ponad metr dziewięćdziesiąt tak jak jego syn, tyle że on był masywniejszy, ale nie gruby. Po prostu czułam się przy nim taka maleńka i bezbronna…
- Tak, po prostu jestem zmęczona – odpowiedziałam natychmiast – Niedługo mi przejdzie.
- W porządku – cofnął się pół kroku – Chciałbym z Tobą porozmawiać, pójdziesz ze mną na górę?
***
Kiedy machałam potwierdzająco głową nawet nie zdawałam sobie sprawy jak wiele nerwów będzie mnie to kosztować. Już na samą myśl o spędzeniu czasu z Nim w jednym, odosobnionym wręcz pomieszczeniu powinna dać mi do myślenia. Co mną kierowało, kiedy się do cholery zgadzałam?!
Jak nigdy zaczęły pocić mi się dłonie. Siedziałam spięta na kanapie w jego gabinecie, ściskając do siebie kolana i zagryzając nerwowo wargę. Co jakiś czas bezwiednie poprawiałam włosy byleby tylko się czymś zająć. Naprawdę niewiele brakowało, żebym zaczęła się trząść, za nic nie mogłam się uspokoić, choć Artan już od dobrych dziesięciu minut rozmawiał z kimś przez telefon. Nie wiedziałam o czym chciał ze mną pogadać, ale wystraszyłam się. Kiedy po raz pierwszy weszłam do tego pokoju siedziałam przy tym ogromnym biurku, a on znajdował się po drugiej stronie wyraźnie czymś przejęty, poza tym Martha krążyła gdzieś wokół. Tutaj… Teraz było inaczej.
Jak nigdy zaczęły pocić mi się dłonie. Siedziałam spięta na kanapie w jego gabinecie, ściskając do siebie kolana i zagryzając nerwowo wargę. Co jakiś czas bezwiednie poprawiałam włosy byleby tylko się czymś zająć. Naprawdę niewiele brakowało, żebym zaczęła się trząść, za nic nie mogłam się uspokoić, choć Artan już od dobrych dziesięciu minut rozmawiał z kimś przez telefon. Nie wiedziałam o czym chciał ze mną pogadać, ale wystraszyłam się. Kiedy po raz pierwszy weszłam do tego pokoju siedziałam przy tym ogromnym biurku, a on znajdował się po drugiej stronie wyraźnie czymś przejęty, poza tym Martha krążyła gdzieś wokół. Tutaj… Teraz było inaczej.
- Musiałem to załatwić – w końcu odezwał się do mnie odkładając komórkę na szafkę tuż obok drzwi. Spokojnym krokiem usiadł obok. Nie za blisko, ale też nie tak daleko żebym poczuła się w pełni bezpiecznie. Zmarszczył czoło i ściągnął brwi uważnie mi się przyglądając.
- Denerwujesz się? – zapytał poważnie, ale nie odpowiedziałam – Spokojnie, przecież tylko rozmawiamy – ruszył dłonią, ale chwilę później położył ją tak samo jak wcześniej.
- Wiem – odpowiedziałam szybko.
Westchnął ciężko i znowu zaczął.
- Jak Ci się tutaj mieszka? – dociekał, ale nie mogłam wykrztusić z siebie zdania – Chcę, żebyś czuła się tutaj swobodnie… – zapewnił kładąc dłoń wysoko na moim udzie.
- Denerwujesz się? – zapytał poważnie, ale nie odpowiedziałam – Spokojnie, przecież tylko rozmawiamy – ruszył dłonią, ale chwilę później położył ją tak samo jak wcześniej.
- Wiem – odpowiedziałam szybko.
Westchnął ciężko i znowu zaczął.
- Jak Ci się tutaj mieszka? – dociekał, ale nie mogłam wykrztusić z siebie zdania – Chcę, żebyś czuła się tutaj swobodnie… – zapewnił kładąc dłoń wysoko na moim udzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz