czwartek, 1 listopada 2012

Prolog: Kiedy za mrokiem kryje się coś więcej.

 Wszystko mieszało mi się w głowie, było tak cholernie dziwne. Najpierw czułam coś na kształt paraliżu, nie mogłam się ruszyć i za nic nie mogłam przypomnieć sobie co działo się przed tym wszystkim.
Nic nie widziałam. Obraz mi się rozmazywał, wiedziałam jednak, że samochód, na którego tylnym siedzeniu leżałam zatrzymywał się powoli. Czułam słodko-gorzki smak na języku i moja buzia wydawała się jakaś sterylna, jak przed większym zabiegiem u dentysty. Podniosłam leniwie głowę, nie miałam na nic sił. Nic nie czułam kiedy ruszałam ręką czy wykręcałam szyję. Nic, a nic.
Ktoś kilka razy trzasnął drzwiami pojazdu. Kiedy miałam już zatopić się znów we śnie poczułam przyjemny powiew ciepłego wiatru na twarzy i domyśliłam się, że drzwi i z mojej strony są otwarte.
- Emmo? - usłyszałam cichy szept w okolicach ucha, ale nie byłam w stanie na to odpowiedzieć. Otworzyłam za to lekko oczy i zobaczyłam młodego chłopaka, na oko dwa, czy trzy lata starszego ode mnie.
Nachylił się nade mną i łapiąc moją rękę, którą owinął sobie wokół szyi podniósł mnie na wysokość swoich ramion. Momentalnie zrobiło mi się niedobrze od takiego gwałtownego ruchu, choć brunet był delikatny. Poczułam jak w moim brzuchu wszystko zmienia swoje miejsce, głównie żołądek, który miałam wrażenie odda za moment całą swoją zawartość na światło dzienne.
Słońce, ciepłe choć nie gorące grzało mi w twarz. Najmocniej czułam to na przymkniętych powiekach, tylko że w tym stanie trochę mi to jednak przeszkadzało.
Byłam w jakimś transie, nie byłam sobą, nie kontrolowałam się. Moja głowa wydawała się być jakieś pięćset mil od reszty ciała. Czułam wciąż ten nieprzyjemny posmak w ustach, ale nic nie mogłam na to poradzić, bo nawet nie wiedziałam jak poruszyć językiem. Nie wiedziałam przez ten moment kim jestem, dlaczego słońce wyszło teraz na horyzont, skoro ostatnio byłam w...
- Sahib, zanieś ją na górę, powinna tam dojść do siebie - usłyszałam jakiś przytłumiony, niski, niezwykle głęboki męski głos.
- Nie mogliśmy poczekać?! Przecież to tylko tydzień! - ktoś wykłócał się z mojej lewej strony kobiecym głosem.
I nagle, jakby z opóźnieniem doszedł do mojego nosa przyjemny zapach. Delikatny, jakby trochę już wywietrzały jednak bardzo pobudzający. Pociągnęłam automatycznie nosem, wciągając więcej powietrza. Dotarł do mnie bardziej intensywnie, nie potrafiłam go zidentyfikować, ale nagle zapragnęłam, żeby świat stanął na kilka chwil, żebym mogła napawać się tą przyjemnością.
- Potrzebowałem jej teraz - wciąż spokojny głos mężczyzny - Ktoś powinien z nią zostać, rano może nie do końca być sobą. Chcę być ostrożny.
- Poczekam, aż się wybudzi - zarejestrowałam tuż obok mojego ucha...





- Palisz? - jasnowłosy chłopak przysunął się do dziewczyny i podsunął jej pod nos paczkę papierosów uśmiechając się przy tym lekko.
- Nie, dzięki - blondynka odwzajemniła uroczo uśmiech.
- Ja też nie, ale liczyłem, że ze mną wyjdziesz - teraz kiedy był dosłownie centymetr od niej postanowiła intensywniej mu się przyjrzeć.
Mike.
Zaciekawił ją całkiem niedawno, nowy kumpel jej koleżanki - Tiny. Znała go tylko kilka dni, ale widziała jak na nią patrzył i zdawała sobie sprawę, że jest nią zainteresowany zupełnie tak samo jak ona nim. Choć była nieśmiała, dla tego chłopaka była w stanie przełamać swój strach. Jakoś tak zaczęło jej zależeć, nawet mimo tego, że wcale go prawie nie znała. Miała tylko ogólne pojęcie, gdzie się uczy, w której klasie, jak zachowuje się przy znajomych i ile potrafi wypić jednego wieczoru.
- Czemu miałabym się zgodzić? - zagadnęła unosząc przy tym jedną brew.
Zauważyła, że całkiem dobrze rozmawia się jej z nim, kiedy był już pod wpływem. Nie był pijany, ale wódka już zaczynała robić swoje w jego głowie.
- Mogę zaproponować ci romantyczną rozmowę na balkonie - zaśmiał się cicho.
- Czyli ja będę mówić, a ty wlepisz wzrok w moje cycki?
- Mniej więcej - uśmiechając się wstał z miejsca i chwytając blondynkę za rękę pociągnął w górę do siebie i poprowadził w stronę drzwi wyjściowych przez które wyszli chwilę później na zaśnieżone podwórze. - Poczekaj chwilę, zapomniałem telefonu - rzucił całując ją delikatnie w policzek.
Stanęła w małej kupce śniegu, obejmując się ramionami z zimna, kiedy na podjazd wjechał nagle z zawrotną prędkością czarny mercedes. Ktoś prędko z niego wysiadł i złapał ją w mocny uścisk, prowadząc siłą do wozu.
To było ostatnie, co zapamiętała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz