Jeżeli Christiana Greya zagra Ian Somerhalder, Ryan Gosling albo Robert Pattinson to zbieram ekipę na zamach na autorkę/reżysera. Proszę stawiać na Matta Bomera!
FILM
Zareklamowałam się, teraz mogę śmiało wstawiać nowy ;))
+Uwierzycie, że skręciłam palca? Wskazującego? PRAWEJ dłoni?
______________
Ani Sahiba, ani Galiji nie widziałam jeszcze. Nie dziwiłam się nawet w końcu było chwilę po dziewiątej rano. Spodziewałam się, że wyłonią się z pokoi około dwunastej, może nawet później.
Przeszukiwałam szuflady komody, żeby znaleźć ładowarkę do telefonu. Dostałam go zaraz po przyjęciu oświadczyn Artana, co mnie niezwykle wtedy podniosło na duchu, że potrafił mi tak zaufać. Tyle, że ten kabel ciągle mi się gdzieś gubił!
Zatrzymałam się przy jednej z szuflad, której nigdy nie otwierałam. Nic swojego w niej nie trzymałam, a nie chciałam mieszać tam narzeczonemu. Chociaż może, włożył ją tam przez przypadek? Albo Martha?
Czułam jakbym robiła coś złego. Artan siedział w salonie kilka metrów dalej, czekając aż wrócę. Przełknęłam głośno ślinę, nie miałam pojęcia dlaczego tak się tym denerwowałam.
Otworzyłam ją.
Moim oczom ukazały się jakieś dokumenty i otwarta teczka. Wyglądała, jakby włożył ją tam tak prędko, że nie przejął się tym, że przy odrobinie nieszczęścia jej zawartość ukaże się innej parze oczu. Tak jak teraz... Jakby ją chował.
Czułam krople potu na czole.
Uchyliłam jej wieko i... Boże.
Zasłoniłam dłonią usta. I podniosłam pierwsze zdjęcie drżącymi rękami.
Na fotografii był chłopiec, około czterech lat. Uśmiechał się zadowolony w obiektyw i trzymał coś w ręce. Chyba kocyk, albo małego jaśka. Odwróciłam niepewnie zdjęcie. Nisbah, 2005. Następne, ten samo czarnowłosy chłopiec tyle że trochę starszy. Nisbah, 2009. I ten znajomy kształt nosa i kolor oczu...
Łzy napłynęły mi do oczu, ale żadna z nich nie spłynęła po gładkim policzku. Byłam w szoku! Co to miało znaczyć?! Błagam, niech to nie będzie prawda...
Wstałam, ale nogi się pode mną uginały. Zaczęło mi się kręcić w głowie i opadłam zmęczona na łóżko. Siedziałam, wpatrując się ślepo w ścianę i próbowałam to jakoś przyjąć do wiadomości.
Oszukał mnie.
Mogę to w ogóle tak nazwać? Przemilczał tę kwestię. Boże, jedyny człowiek, któremu tutaj ufałam bezgranicznie prowadził podwójne życie. O co tutaj chodzi? Te wszystkie delegacje, te "zostaję dłużej w pracy" to... Wciągnęłam głośniej powietrze. Miałam najprawdziwsze wrażenie, że pęka mi serce.
Słyszałam kroki, a chwilę później roześmiany głos mężczyzny.
- Przykleję ci ją do telefonu. - spojrzałam na niego z uchylonymi ustami, a jemu mina stopniowo rzedła. - Źle się czujesz? - zaniepokoił się, siadając tuż obok.
Potem wszystko działo się bardzo szybko. Objął mnie ramieniem i zauważył wysuniętą najniższą szufladę komody, zieloną teczkę i wszystko co było w środku. Przyciągnął mnie mocniej do siebie, tak, że nogi miałam przełożone przez jego kolana, a twarz oparłam o męskie ramię.
- Co tam znalazłaś? - zapytał gniewnie, unosząc głowę.
Pociągnęłam nosem, ale nie odpowiedziałam na to pytanie. Bałam się, że głos zacznie mi się łamać.
Wciągnął głośno powietrze i chwilę zastanawiał się co powiedzieć.
Każdy stres przy zagrożonej ciąży jest niepotrzebnie podejmowanym ryzykiem. W zależności od stopnia rozwoju płodu jest on proporcjonalny. Najmniejsze szanse mają dzieci w wieku do 30 tygodni, kiedy to ich rozwój jeszcze nie osiągnął stadium, które zapewnia przeżycie poza łonem matki. Czasem stres, który przeżywała kobieta odbija się w późniejszym terminie, czasami dwa-trzy tygodnie przed planowanym porodem.
sobota, 27 kwietnia 2013
niedziela, 14 kwietnia 2013
INFO
Nie wiem nawet czy zdążycie to przeczytać, haha ;). Rozdział pojawi się dzisiaj wieczorem, albo w ciągu najbliższych 3 dni. Chodzi o to, że teraz mam taki zapieprz w szkole, że po prostu miazga. Czeka mnie przeprowadzka za granicę, więc jak na razie, kiedy nie kuję na zaliczeniowe testy tutaj w Polsce, to wychodzę ze znajomymi albo dodatkowo szlifuję język. Właśnie leży przede mną wos, historia i repetytorium z niemieckiego. Wszystko właściwie na wczoraj... :<
Ale rozdział mam już w połowie napisany, na upartego mogłabym go tutaj wstawić, ale chcę żeby był dłuższy. Poza tym jak już się wyniosę stąd jestem pewna, że będę mieć więcej czasu dla was. :)
Ale rozdział mam już w połowie napisany, na upartego mogłabym go tutaj wstawić, ale chcę żeby był dłuższy. Poza tym jak już się wyniosę stąd jestem pewna, że będę mieć więcej czasu dla was. :)
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
5: To nie ty jesteś ofiarą.
Tak sobie tutaj weszłam i jak sobie o was pomyślałam to mi się ciepło na sercu zrobiło ;). I mimo tego, że powinnam siedzieć na dupie i uczyć się z geografii wolałam napisać dla was rozdział! :)
_______________________
Sahib i Galija nie wracali bitych kilka godzin. Chłopak pojechał po nią kilka chwil po siedemnastej, a niedawno zegar wybił dwudziestą trzecią. Choć żadne z nich nie miało godziny policyjnej to ja i Martha denerwowałyśmy się niesamowicie. Galija nowy telefon miała odebrać dopiero jutro, a Sahib wyłączył swój. Byłam zmęczona. Z jednej strony chciałam być pierwszą osobą, która się na nich wyżyje, ale z drugiej byłam zbyt zmęczona, żeby trwać na tej kanapie kolejnych kilka godzin. Artan właśnie wracał do domu, ale mimo mojego oczekiwania czarne audi nie pojawiało się na podjeździe.
Wstałam w końcu z miejsca. Tyłek zaczął mnie już pobolewać od całodziennego siedzenia w jednej pozycji, a do tego miałam wrażenie, że jak za chwilę czymś się nie zajmę, oszaleję. Weszłam do sypialni, którą dzieliłam obecnie z... narzeczonym. Tak, to słowo dalej z trudem przychodziło mi na myśl. Weszłam do ogromnej garderoby i kucając, otworzyłam najniższą szufladę i wyciągnęłam z niej pierwszą lepszą piżamę. Niedługo przestanę mieścić się nawet w dres...
Zamknęłam się w łazience, choć od dawna tego nie robiłam. Przestałam, kiedy zaczęłam czuć się tu coraz swobodniej. Położyłam na półce ubrania i zaczęłam zmywać niezwykle delikatny makijaż.
Chyba właśnie taka podobałam się Artanowi najbardziej. Naturalna. I tego nigdy nie potrafiłam zrozumieć. Jedyne co teraz znajdowało się na mojej twarzy to korektor na dolnych powiekach i odrobina tuszu do rzęs. Nawet z włosami rzadko kiedy coś robiłam...
Wpadłam w jakiś melancholijny nastrój. Nie chcąc dłużej zagłębiać się w tym wszystkim weszłam pod gorący prysznic. Upiąwszy wcześniej włosy na samym czubku głowy, pozwoliłam by ciepła woda obmywała mi plecy. Byłam na siebie zła i obwiniałam się za całą tę sprawę, która teraz męczyła całą naszą trójkę. A co jeśli przez to coś im się stało? Sahib był taki impulsywny... Nie zachowałam się w stosunku do niego uczciwie, można by to nawet podciągnąć pod kłamstwo. To wszystko była moja wina...
Z rozmyślań wyrwało mnie natarczywe pukanie do drzwi. Artan.
Nawet nie zorientowałam się, że zaczęłam szlochać. Woda już dawno przestała lecieć, a ja byłam już w piżamie, otulona milutkim szlafrokiem. Pospiesznie otarłam twarz i otworzyłam drzwi.
Chciałam go wyminąć i jak najszybciej znaleźć się pod ciepłą kołdrą, ale zatrzymał mnie, obejmując jedną ręką moją talię. Nie potrafiłam tego zignorować. Uśmiechnęłam się blado i stając na palcach, przytuliłam twarz do jego szyi i pozwoliłam objąć się bardzo delikatnie. Dłonie położyłam wysoko na jego karku, jedną z nich wsuwając w gęste, czarne włosy. Bezwiednie wzięłam głębszy oddech i poczułam przyciągający mnie zapach męskich perfum i proszku do prania albo żelu pod prysznic.
- Sahib wie... - wyszeptałam, nie odsuwając się nawet na krok - Po co ja siedziałam w tym salonie... Jakbym nie mogła się zamknąć tutaj z tymi swoimi lekturami. Mogłam od razu napisać sobie termin na czole. Jak mogłam być taka głupia...
- Spokojnie! - powiedział cicho, ale stanowczo, a w jego głosie wyczułam odrobinę rozbawienia i większą część troski.
Musnął ustami moje czoło.
- Kiedy to naprawdę moja... - urwałam, widząc jego spojrzenie, kiedy odsunęłam się kilka centymetrów, wciąż jednak trwając w jego ramionach - Miałeś rację, że lepiej poczekać z tym aż sytuacja w domu się polepszy. Teraz nie wiadomo co się z nim dzieje!
- Poczekamy jeszcze godzinę, później... - urwał - Lepiej dla niego, żeby jednak wrócił w tym czasie. - uśmiechnął się i przyciągnął mnie do siebie.
- Jest bardzo porywczy. - przyznałam, wzruszając ramionami i tłumiąc ziewnięcie.
- Późno już. - przypomniał, odsuwając mnie i kładąc dłoń nisko na moich plecach.
- Nie zasnę teraz.
- Więc włączę ci jakiś nieprzetłumaczony, nudny film i padniesz szybciej niż skończy się wstęp.
Okej, okej, okej. To był Marley czy Jake? Percy, Derek? A może Chris? Tak, chyba Chris. W każdym razie Amerykanin. Oni wszyscy wyglądają przecież tak samo. A ten wyglądał jak skwarka z jasnymi włosami. Ciekawe ile czasu już tu mieszkał, skoro zdążył zaprzyjaźnić się z Sahibem. Siedziałam z przodu i pochylałam się nad radiem, pogłaśniając lecącą własnie piosenkę. Znałam tekst tylko trochę, ale śpiewałam własną wersję. Arab dołączył do mnie wers później.
Chris, Patrick, czy jak mu tam śmiał się z nas i co chwilę ściszał muzykę. Ciągle nalegał, żebyśmy zostali na noc u niego, coś mrucząc pod nosem o Artanie, ale Sahib zapewniał, że nie ma ochoty się dziś z nim przespać. Cokolwiek to znaczyło. Trochę zaczęli się w pewnym momencie kłócić, ale sprawa ucichła, kiedy znów zaczęłam swoje przedstawienie.
- Czemu dajesz mu prowadzić swój samochód? - zaśmiałam się, niemal wywracając, ale złapał mnie za ramię w ostatniej chwili, samemu prawie nie lądując tuż przed moimi butami.
- Jak ty możesz w tym chodzić?! - nachylił się nieporadnie z uwagą oglądając moje stopy.
- Urodziłam się w tych butach. - uśmiechnęłam się i pociągnęłam za kołnierz jego koszuli. - A teraz poważnie. Jak mówię "poważnie" to masz się uspokajać, a nie! - wybuchłam śmiechem, widząc jak chłopak nieporadnie stawia kolejne kroki. - Zjadłabym coś... - marudziłam.
Chociaż nie piłam często, zawsze kończyło się to jakąś gastrofazą. Jadłam i jadłam. Całą noc, albo cały poranek, a później tydzień walczyłam z odstającym brzuchem. Teraz było to samo. Właśnie zbliżał się moment, kiedy mój żołądek wydawał te słynne bełkoty.
Chris wrócił po nas, twierdząc, że chyba wszyscy śpią, bo nigdzie nie zauważył palącego się światła. Dobrze się złożyło, nie miałam ochoty na awantury w środku nocy, a Artana znałam naprawdę krótko i trudno byłoby mi jego reakcję przewidzieć.
Wszyscy weszliśmy po cichu do środka. Wyglądało to trochę jak dodatkowa scena w "Mission Impossible" tyle że w głównej roli zabrakło sławnego Toma, ale zamiast niego pojawiły się trzy niedołęgi w tym dwie w stanie upojenia alkoholowego. Tak, to mogłoby być ciekawe na wielkim ekranie...
Jak tylko Chris zamknął za sobą drzwi, a my dorwaliśmy się do aneksu kuchennego od razu rzuciłam się na Marthowe ciasto z jabłkami i banany. Sahib długo czegoś szukał, ale tak naprawdę średnio mnie to właściwie obchodziło. Jak tylko stanął obok, chciałam to wykorzystać i łapiąc się jego niestabilnego ramienia schyliłam się zdejmując buta z jednej nogi. Kiedy już brałam drugiego moja równowaga zawiodła i poleciałam na chłopaka, prawie wywracając nas oboje na podłogę. W ostatniej chwili jednak złapałam się lady i zatrzymałam, Sahib jednak popchnął tyłkiem hoker, który upadł na kafelki, robiąc przy tym niesamowity huk.
Minutę później zza drzwi wyszedł Artan. Kiedy tylko otworzył usta zobaczyłam tuż za nim JĄ. Dziewczynę, która to wszystko ukartowała. Problem, od którego wszystko się zaczęło.
Subskrybuj:
Posty (Atom)