niedziela, 31 marca 2013

Próba

Ha-ha-ha :( Co za kiepszczyzna :( Już nie umiem :(
to tylko taka proba, chce wiedziec czy ktos nadal jest zainteresowany


____
- Matko, co on robi po tej stronie ogrodu?! - przestraszyłam się, od razu zabierając z ramion Sahiba grubego, szarego persa.
Przytulając do siebie zwierzę, obrzuciłam chłopaka zaintrygowanym spojrzeniem. Wyraźnie rano mówił, że znika aż do wieczora...
- Trzeba coś z tym zrobić, a co jeśli kiedyś potrąci go któryś z was?! Albo ktokolwiek?! Zgubi się, łażąc po chodniku albo...
- Spokojnie! - podniósł głos, trochę się ze mnie śmiejąc - Żyje już tyle lat i jakoś przetrwał. Swoją drogą wierzysz, żeby to leniwe bydle odeszło od miski dalej niż na odległość kilkunastu metrów?
Odwróciłam się gwałtownie i poprawiając kota w swoich ramionach wróciłam na swoje miejsce. Położyłam się na boku, przyciągając go do siebie, a on rozciągnął się i przymknął oczy, pozwalając mi głaskać się po brzuchu i cicho przy tym mrucząc. Okryłam się kocem i sięgnęłam po lekturę, którą chwilę wcześniej musiałam porzucić. Sahib kręcił się gdzieś za mną, w kuchni i byłam pewna, że za moment sobie pójdzie. Jak zawsze. Zwierze zaczęło już spokojnie, miarowo oddychać.
- Czytasz? - spytał nagle.
I choć nie widziałam jego twarzy, wyraźnie wyczułam zaskoczenie. Nasze stosunki się ochłodziły w ciągu ostatnich kilku tygodni, a nasze rozmowy sprowadzały się do zwykłego "Cześć, co słychać?", krótkiej odpowiedzi i pożegnaniach. Nie byłam w stanie jednak zapomnieć tych wszystkich kłótni i awantur, tego jak mówił za dużo i nie przepraszał za błędy. A teraz? Jakby nic się nie stało?
- Bystry jesteś. - odburknęłam, nie odrywając wzroku od książki.
- Słaby dzień? - zaśmiał się, znów próbując utrzymać rozmowę, a kiedy nie odpowiedziałam dodał szybko - O co ci chodzi, hm?
- Dasz mi w końcu spokój? Miło, że masz ochotę na pogawędkę, ale jak widać jestem zajęta. - uniosłam książkę, ostentacyjnie mu ją pokazując, a dopiero chwilę później karcąc się w myślach, że gdyby tylko zobaczył jej tytuł...
- Uspokój się! - podniósł odrobinę głos - Staram się zakopać topór wojenny, a ty na mnie naskakujesz. Coś się stało? Kim jesteś i gdzie jest prawdziwa Emma?!
- Poważnie... - mruknęłam, bo zrobiło mi się głupio.
- Zjadłaś ją?! - przerwał mi, udając przerażonego i unosząc dłoń do otwartych ust.
- Sahib!
Mimo starań nie mogłam powstrzymać śmiechu. Trochę go to rozluźniło i sam uśmiechnął się szeroko, gapiąc się bezczelnie prosto na mnie. Nie przeszkadzało mi to, tylko zaciekawiło, co ma na celu, skoro tak się stara?
- Słuchaj... - zaczął niepewnie, wprowadzając sukcesywnie z każdym słowem coraz to większe napięcie - Mam do ciebie prośbę. Drobiazg. - zapewnił. - Chodzi o Galiję... Przyjechała wczoraj, w południe. Pogadała ze mną chwilę i zmyła się do siebie, nie wychodząc już z pokoju. Rano się minęliśmy i zdążyłem zauważyć, że chyba nie jest jej tu najlepiej. Nie wiem, może to początki, ale... Co? - zmarszczył brwi, widząc moją minę.
Starałam się nieporadnie ukryć, wkradający się na moje usta uśmiech.
- Ty się o nią martwisz?! - otworzyłam szerzej oczy, cicho się śmiejąc - No coś ty! Kto jeszcze niedawno mówił "jest prawie dorosła, da sobie radę", "co to ma być? Przytułek dla bezdomnych?" - próbowałam naśladować jego głos.
- Staram się zachowywać dorośle! Ty i Artan powinniście wstać i zacząć bić brawo.
Zrzuciłam prędko koc z pleców, na co kot zareagował pomrukiem niezadowolenia i zeskokiem z kanapy i stanęłam tuż obok, leniwie klaskając.
- Dobry początek. - pochwaliłam - Więc co wymyśliłeś?
- Nic konkretnego, ale... - wstał z miejsca, widząc podręcznik, który teraz spoczywał otwarty na podłodze i podnosząc go, omiótł go wzrokiem. Mina powoli mu rzedła.
Przygryzłam wargę z nerwów i obserwowałam z przerażeniem jego reakcję. Boże, Boże... Nie tak miał się o wszystkim dowiedzieć! Przeczesałam prędko dłonią włosy, kiedy znów spojrzał na przedmiot trzymany teraz w rękach.
Uniósł niemal czterystustronnicowy plik kartek i otwierając usta, chwycił łapczywie powietrze.
- Kiedy miałem się dowiedzieć? - zapytał ostro, a mi momentalnie pojawiła się wata w kolanach.
- Sahib... - zaczęłam łagodnie.
- Pytam KIEDY?! Jutro? Za miesiąc? Aż sam zauważę?!
- Nie krzycz... - poprosiłam, a on zaśmiał się cicho i ironicznie.
- Jadę po Galiję - burknął, rzucając "Poradnik przyszłych rodziców" tuż przed moje stopy.

środa, 13 marca 2013

Książka dla osób bez uprzedzeń i otwartych na nowości.

Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie napisać czegoś o tej trylogii. Kto z was czytał już "Pięćdziesiąt Odcieni"? Ja jestem w połowie drugiego tomu.
Zaczynałam "Twarze" chyba z dziesięć razy. Jak dla mnie bardzo słaby styl, brak opisów i moja znienawidzona narracja pierwszoosobowa i o, zgrozo! W czasie teraźniejszym. "Rozpinam koszulę", "nakładam pastę na szczoteczkę", "wstaję z łóżka", "robię kupę". E.L. James była zafascynowana "Zmierzchem" (kolejne omg) i bardzo wyraźnie wklepała pewne elementy do swojej powieści. Nie przemawia do mnie historia Belli i Edwarda, co też mnie odpychało od odcieni. W końcu załatwiłam sobie audiobooka, pewnego razu nie mogłam zasnąć i włączyłam czytającą Joannę Koroniewską. Przesłuchałam jednej nocy prawie 7 rozdziałów, dodam, że jeden trwa prawie godzinę. Fabuła i pomysł na książkę rekompensuje brak talentu pisarskiego.
Christian Grey jest chyba najbardziej lubianą przeze mnie osobą-tajemnicą, jaką poznałam w literaturze. Pomijając obsesję i zafascynowanie BDSM główny bohater jest typowym nietypowcem. Skrzywdzony w dzieciństwie, po traumatycznych przeżyciach w pierwszych czterech latach życia i bliznach na jego ciele, które nieustannie mu o tym przypominają jest - jak to lubią mawiać psycholodzy - małym chłopcem zamkniętym w ciele dorosłego, nieziemsko przystojnego faceta. Oczywiście to tylko moje odczucia.
Anastasia za to, choć jest młodsza całe sześć lat, znowu jest tą dojrzałą. Również kobieta po przejściach, mająca całą serię tatusiów i mamę, która nigdy nie dorosła. Są całkowitym przeciwieństwem. Ona - ciapowata, bellowata, wiecznie wywracająca się i nieudolna brunetka i on - zaradny, pewny siebie i skazany na sukces. Interesująca umowa, która ich połączyła i kłody, które rzucają się im pod nogi, kiedy tylko odnoszą jakiś wspólny sukces.
Charlie Tango, waniliowy seks, bdsm, płacz, Leila (Bóg wie jak się to pisze), pani Elena Robinson... To wszystko sprawia, że pragnę, żeby w moim życiu było coś takiego. Żeby było tak prosto. Żeby moimi jedynymi problemami była za mała ilość gumek w spodniach, głupkowata zazdrość i szukanie przeciwności na siłę. Christian ma tendencję do szukania dziury w całym. Strasznie mnie to drażni i cholernie nie pasuje do jego twardego wizerunku. Hartowany przez lata mężczyzna rozpływa się jak masło przy Anie, która wystarczy, że lekko uniesie nogę, a on już klęczy tuż obok. Ona natomiast niepewna swojej pozycji i nie potrafiąca wykorzystać tego, jak działa na Greya.
A najlepszym jest to... A nie powiem wam co, przeczytajcie sami :P
Ogółem. To nie związek Christiana i Any jest tu priorytetem. Jest nim wszystko, co dzieje się wkoło. I dlatego tak bardzo polecam tę trylogię.
"50 twarzy Greya"
"Ciemniejsza strona Greya"
"Nowe oblicze Greya"

Nie wyszła to dobra recenzja, ale pisałam na szybko :). W weekend nadrobię zaległości na blogach. Rozdział pojawi się w święta, bo w niedziele w nocy wyjeżdżam do Niemiec na niecały tydzień - wracam i zaczynam nadrabiać zaległości szkolne. O Emmie znów zaczęłam pisać, może do tego wrócę. Dam znać.
I dziękuję wam :)

czwartek, 7 marca 2013

Prywatność już taka jednak nie do końca. Własne dygresje od życia mnie przerastają. Wylewam... cokolwiek.

Myślałam, że jestem silniejsza... Śmieję się z siebie. Czy takie wylewanie kłębiących się w człowieku myśli ma jakikolwiek sens? Nie chcę o tym rozmawiać, nie chcę żeby ktokolwiek dowiedział się, że sobie z tym nie radzę. Bo do kurwy nędzy nie radzę. I tak jest chyba lepiej. Tu, gdzie nikt mnie nie zna.
Nie jestem żałosna. Moje zachowanie nie prowokuje do litości. Mam prawo do takich huśtawek nastrojów i do codziennego płaczu w poduszkę. Nie minęło dużo czasu, dziś mijają dwa tygodnie. A jak dla mnie wieki, kiedy już cię nie widzę...
Czas cholernie przyspiesza. Pędzi jak szalony. Zupełnie tak samo jak my jeszcze przed nowym rokiem w twoim cudownie nowym-używanym Peugeocie. Boże, jak ja uwielbiam to wspominać. Mój krzyk, żebyś w końcu zwolnił to cholerstwo, ale w duchu ciesząc się, że nie używałeś mózgu w pewnych sytuacjach. Pamiętam swój strach na zakrętach i adrenalinę, którą wywoływały we mnie cyfry na liczniku. A ty tak spokojnie położyłeś dłoń na moim udzie i uspokajałeś, nie zdejmując nogi z gazu. Wypominałeś, że jestem strachliwa... Nawet nie wiesz, jak wiele oddałabym, żebyś w końcu odpowiedział mi na pytanie jak miałam się nie bać faceta, który tydzień wcześniej odebrał prawko, a wtedy przekraczał wszelkie normy. W wyobraźni wybuchasz śmiechem i przytulasz mnie, trącając nosem mój zimny policzek. Po kilkudziesięciu minutach zatrzymujesz się przed swoim domem i wyciągasz mnie całkiem zszokowaną z samochodu, znów się ze mnie śmiejąc. Tak uwielbiałam wtedy na ciebie patrzeć... Nawet kiedy byłeś czule wredny, złośliwy, jak się drażniłeś.
W ten sam dzień się kłóciliśmy, jak tylko doszłam do siebie. Nie zdążyliśmy wejść do środka, a już zaczęliśmy na siebie krzyczeć. Takie starcia też lubiłam. Zawsze się godziliśmy, a ty przepraszałeś, nawet jeśli nie miałam racji.
Zawsze zadziwiałeś mnie swoimi dziecinnymi pomysłami, kiedy to zbliżał się dzień kobiet rok temu, a do moich drzwi puka chłopak z bukietem porów i pseudo-miłosną karteczką dołączoną do czerwonej wstążki. Tłusty czwartek, jak piekliśmy pączki w twojej kuchni, a potem zaproponowałeś konkurs kto bardziej upieprzy się dżemem... Jesteś niesamowity. Byłeś... Nie wiem czy mnie widzisz, ale znasz mnie na tyle, że zdajesz sobie sprawę, że siedzę zapłakana przed komputerem, otulona kocem i... tęsknię. Najzwyczajniej w świecie. Łapię się na tym, że kiedy jest mi naprawdę źle, chcę do ciebie napisać i czekać, aż zapukasz do moich drzwi i wejdziesz do mojego łóżka, przytulając się słodko do moich pleców i zaczniesz oddychać do mojego ucha, dopóki emocje nie opadną.
Chyba nie umiem już być sobą, kiedy odszedłeś tak nagle. Nie przygotowałam się, nie chciałam. Chciałam, żebyś został tutaj ze mną. Już na zawsze.
Kocham Cię. I tak strasznie żałuję, że powiedziałam to dopiero wtedy... Na samym końcu.

środa, 6 marca 2013

Wracać? Ktoś jeszcze czeka?

To wychodzi, kiedy naprawdę się postaram:
  Kiedy nocna mżawka zdążyła zamienić się w poranek, a ten w bezchmurne, słoneczne południe niemal każdy wychodził z domu, chcąc zasmakować czystych promieni słońca jakie były dziś dane mieszkańcom Texasu. Dallas zawsze słynęło z wysokich temperatur i przejrzystej aury. 
     Była niedziela, alejki przedmieść zalała fala spacerujących wspólnie rodzin, a restauracje w centrum pękały w szwach. Zmachani kelnerzy przyjmowali kolejne zamówienia, starając się zapewnić najlepsze warunki swoim klientom, proponując coraz to insze urozmaicenia, a załoga w kuchni dbała o ich kubki smakowe, serwując dania z najwyższych i tych całkiem przyziemnych półek. Nawet Ci zwyczajni pracoholicy, Ci którzy to nigdy nie rozstają się ze swoją aktówką, znaleźli kilka godzin dla bliskich. Dziś był wyjątkowy dzień – Wigilia.
     Większość od rana krzątała się po mieszkaniu, przygotowując je dla gości i magii, która miała się ujawnić w ich zwykłych, najprostszych uczynkach, jak czyniła to co roku. Zawsze mówiono, że to niezwykły czas, rodzinny, upragniony. Łagodzenie sporów i kłótni przy ogromnym, zastawionym smakołykami stole i siankiem pod obrusem, któremu nieodzownie towarzyszyła ustrojona bombkami i lampkami choinka. 
     W bloku tuż obok tej słynnej, azjatyckiej knajpy, na pierwszym piętrze przy otwartym na oścież oknie leżąca na łóżku postać oddychała równomiernie i głęboko, zupełnie odcinając się od zewnątrz. Przedświąteczny zgiełk nie potrafił bezpośrednio oddziaływać na dziewczynę. Spała. Mimo że właśnie za ścianą rozszczekał się pies, który zbudził niemowlę śpiące na niższym piętrze.
     Brązowe ściany pokoju, rozświetlane przez słoneczne światło dnia nabierały sytości koloru, a biały sufit nadawał wnętrzu jasności. Duże łóżko, ugięte delikatnie pod ciężarem właścicielki było dobrane jak z katalogu, w pakiecie z biurkiem, szafą, komodą i kilkoma półkami. W pokoju panował porządek, jedynie sterta papierów, długopisów i innych dziwnych przedmiotów pozostawionych na biurku psuła cały wystrój.
    Blondynka przebudziła się, kiedy jej telefon nagle się rozdzwonił. Z zamkniętymi wciąż oczami sięgnęła pod poduszkę i wyjęła spod niej komórkę. Spojrzawszy na ekran oraz nazwę kontaktu, który się dobijał zaakceptowała połączenie.



To rzecz jasna sam początek, może kiedyś coś z tego sklecę.

+ Wiem, że pragniesz nadal dla mnie jak najlepiej, nawet jeśli już cię nie ma. Wiem, że chciałeś, żebym dążyła do tego, co mnie napędza. Dlatego znowu piszę to, co tak bardzo zawsze ci się podobało. Nadal jesteś dla mnie oparciem, nawet jeśli nie mogę cię usłyszeć, dotknąć, ani spojrzeć na twoją cudowną, uśmiechniętą twarz.
Kocham Cię, naprawdę bardzo mocno. I nigdy o tobie nie zapomnę.
Dziękuję ci za wszystko.