niedziela, 27 stycznia 2013

31: Stabilizacja to coś czego najbardziej pożądam.

Z góry przepraszam, że taki pociachany, no ale musiał taki być :)
_____


Zupełnie straciłam rachubę. Jutro Wigilia?! Pierwszy raz nie cieszyłam się z własnych urodzin.
- Co z moją prośbą? - zapytałam, kiedy już wracaliśmy do samochodu.
Zaczynało świtać. Nie miałam pojęcia ile czasu tam byliśmy, ale tak naprawdę nawet nie chciałam się nad tym głębiej zastanawiać. Trzymałam w jednej ręce buty, drugą ściskałam dłoń Artana i patrzyłam pod nogi, żeby nie widzieć jego niezadowolonego wyrazu twarzy. Nie podobał mu się fakt, że chciałam go zobaczyć, ale po prostu czułam, że muszę to zrobić.
- Nie chcę, żebyś z nim rozmawiała. - odparł.
- Nigdy go nawet nie widziałam... - powiedziałam ciszej.
- Wsiadaj - otworzył przede mną drzwi, a ja zaczęłam obmyślać nowy plan jak przekonać go do mojego pomysłu.
- To zwykła ciekawość! - zapewniłam, kiedy usiadł obok - Chcę po prostu wiedzieć coś więcej oprócz jego imienia. Naprawdę nie zamierzam pałać do niego miłością po tym wszystkim.
- Tu nie chodzi o to co zaczniesz czuć. Wydaje mi się, że nic dobrego z takiego spotkania nie wyniknie. Jemu na tym nie zależy, powinnaś mi uwierzyć.





  Sahib wrócił z wujem godzinę temu. Żadnego z nich jeszcze nie widziałam, ale dobrze wiedziałam, że czekają aż zejdę. Spojrzałam w lustro. Serce waliło mi jak młotem, bałam się jak chłopak przyjmie taki natłok informacji, ale skoro Artan zapewnił, że najlepiej wyznać mu wszystko od razu to ja także byłam do tego przekonana. Wydawało mi się, że sporej części zdążył się domyśleć, część też za bardzo nie wpłynie na  niego i jego przyszłość, ale parę aspektów...
Spojrzałam ostatni raz na swoją prawą dłoń i wyszłam z pokoju.
Po schodach głupio uważałam, żeby nie zrobić hałasu. To dziecinne, ale chciałam wiedzieć o czym rozmawiają, coś podsłuchać. Poznać w jakim humorze jest Sahib i na co liczyć podczas tej zapewne gorącej konfrontacji. Wzięłam kilka głębszych wdechów i wkroczyłam pewnie do salonu.
Mężczyźni siedzieli naprzeciw siebie. Zajęłam miejsce obok Artana, uważając na dzielącą nas odległość. Wbiłam w niego wzrok.
- Osiemnaście lat kończysz za trzy dni - przypomniał chłopakowi - Więc chyba najwyższy czas porozmawiać o całej tej... Sytuacji.
Młodszy słuchał uważnie, marszcząc przy tym czoło, choć wyglądał na rozluźnionego. Nie spojrzał na mnie ani razu, co znaczyło, że dalej obwinia mnie o wszystko. Spuściłam wzrok na swoje kolana i denerwując się założyłam nogę na nogę i grzecznie położyłam splecione dłonie na udzie. Oddychałam nierówno, co chwilę myśląc o tym, żeby nie zapomnieć o wdechach i mruganiu. To była chyba jedna z najbardziej stresujących chwil w moim życiu. Tak, zdecydowanie.
- Jakiej sytuacji? - spytał, opierając łokieć o brzeg fotela. - Tak jak ustaliłeś wszystko z ojcem, za te cholerne trzy dni zaczynam się usamodzielniać.
- Pierwsza sprawa... - mówił Artan spokojnie - A raczej prośba. - poprawił się - Chcę, żebyś został w tym domu do czasu, dopóki nie zdecydujesz się na operację i dopóki nie poczujesz się po niej lepiej. Muszę mieć pewność.
- Co? - zaśmiał się ironicznie, widocznie z góry się nie zgadzając - Dobrze wiesz kiedy do tego dojdzie. Mam tu siedzieć kolejny rok albo dwa?! Przecież termin nie jest jasny i zdajesz sobie sprawę, że może się jeszcze bardziej przeciągnąć.
- Dlatego tu zostaniesz. - o dziwo nawet się nie zdenerwował - Jesteś mi to winny, nie zapominaj. Poza tym nie robię tego, żebyś dalej był ode mnie w jakimś stopniu zależny. Po prostu muszę mieć nad tym kontrolę. Jesteś zbyt impulsywny, żebym w tej kwestii ci zaufał. Nie pozwolę, żebyś sam się zniszczył.
Choć Artan o wszystkim mi opowiedział teraz jak tego słuchałam każde słowo było dla mnie zaskoczeniem. To te nerwy, ta niepewność...
- Do rzeczy - zarządził - Kiedy dostanę ten udział? To jedyne na czym mi teraz zależy.
- Sahib...
- O tamtym porozmawiam z tobą na osobności - zaznaczył wyraźnie ostatnie słowo, a mnie momentalnie zamurowało, jednak tylko na chwilę - Tak będzie najlepiej. Rozumiem wszystko co dotyczy Emmy, ale pewnych kwestii nie chcę przy niej poruszać. Więc możesz, proszę, przejść do sedna? - wyczekująco spojrzał na wuja, który już szykował się do obrony, ale prędko z niej zrezygnował. - Albo poprosić ją grzecznie, żeby wyszła.
- Powtarzam ci ostatni raz, że nie mówisz o byle kim. Zastanawiaj się dwa razy zanim coś takiego jeszcze raz powiesz. Traktuję cie poważnie, więc oczekuję tego samego. - odczekał chwilę - Sprawy się skomplikowały, dlatego mam ci do zaproponowania pewną ugodę.
- Ugodę?! - Sahib podciągnął się na swoim miejscu i nie ukrywał swojego niezrozumienia - Jaką ugodę? Co znowu jest nie tak? Artan, cholera, to była jedyna rzecz jaką...
- Nic nie stracisz. - przerwał mu - Ta firma dopiero co się rozwija, przygotowuje do otwarcia drugiej fili, to nie jest coś na czym zarobisz pieniądze o jakich rozmawialiśmy wcześniej. Dlatego jestem w stanie odstąpić ci połowę udziałów w pierwszej działalności ojca i oddać własną. Tą, na której dorobiłem się najwięcej.
- Chyba sobie żartujesz. - zaśmiał się znów, nie dowierzając - Myślisz, że zdołam poprowadzić coś tak wielkiego?! Tak z miejsca?!
- Masz na to czas, nie rzucę cię od razu na głęboką wodę. Sahib, skoro i tak zostaniesz tu w najbliższym czasie zajmiesz się działalnością, którą odziedziczyłem po twoim ojcu, a kiedy uznam, że jesteś gotowy dostaniesz... Moją własną. Ale musisz zdać sobie sprawę, jakie czekają cię poświęcenia. To nie szefowanie w jakimś zieleniaku, musisz być odpowiedzialny. Dowieść, że sobie poradzisz. Dobrze wiesz, że zyskasz w ten sposób więcej niż z początkującym przedsiębiorstwem, które tak bez przygotowania doprowadziłoby cię zapewne do upadku. Nie masz doświadczenia.
- Czemu nagle zacząłeś się tym tak przejmować, co? Jakoś wcześniej nic nie wspominałeś - sprowokował.
- Bo i tak miałem ci w tym pomóc.
- Jeśli się zgodzę, co z tamtym? Masz zamiar sobie ot tak z tego zrezygnować? - kiedy już myślałam, że mogę odetchnąć z ulgą, bo zauważyłam, że Sahibowi ta opcja dużo bardziej się podobała to musiał wyskoczyć z tym pytaniem. Poczułam jak robi mi się gorąco.
- Nikt nie będzie z tego rezygnował, to kilka dobrych lat starań twojego ojca.
- Więc co? - zapytał dobitnie.
- Ja podpiszę tę umowę.
I wtedy chłopak po raz pierwszy obrzucił mnie wrogim spojrzeniem.
- Nigdy nie miałam nawet fajerwerków - uśmiechnęła się blondynka, nie mogąc oderwać wzroku od świateł na czarnym niebie - Wygląda cudownie - skomentowała.
- Do niczego cię nie zmuszam, pamiętaj - powiedział cicho, na co niemal od razu odwróciła się z niezrozumieniem wymalowanym na opalonej twarzy.
Mężczyzna sięgnął za siebie, a ona uważnie obserwowała każdy jego ruch. Siedziała oparta bokiem, o jego klatkę piersiową, stopy chowając w ciepły piasek i poprawiając na sobie męską marynarkę, którą dostała, gdy temperatura zaczynała spadać.
Chwycił jej drobną dłoń, drugą ręką dotykając jej brody, przez co zmuszając ją, żeby spojrzała w czarne oczy. Położył coś niewielkiego, a kilka sekund później spojrzała w dół.
Otworzył złote pudełeczko, a jej oczom ukazał się srebrny, delikatny, piękny pierścionek, który po doznaniu całej euforii włożyła z lubością na serdeczny palec.





____________
Do zobaczenia w środę! :)
Mam pewien pomysł, mianowicie...
Po zakończeniu opowiadania nie chciałabym zostawiać Emmy i reszty bohaterów samym sobie. Jeszcze mi się spod kontroli wymkną :P. Myślałam nad stworzeniem nowej historii, jednak powiązanej z tą obecną, chociaż nie trzeba będzie znać tej żeby rozumieć tamtą, nadążacie? :) Jednak zmienię głównych bohaterów, paru dodam, ale... Emma, Artan i Sahib pozostaną nadal. Co o tym myślicie?

środa, 23 stycznia 2013

30: Sprawiasz, że staję się lepszą. To co dobre zostaje w moim wnętrzu.

Czekałam na niego prawie godzinę. Gdyby nie stres, który ciągle mi towarzyszył chyba bym się zanudziła, a tak przynajmniej do głowy co sekundę przychodziły mi nowe wizje tej rozmowy. Zdążyło się ściemnić. Kiedy w końcu otworzył drzwi wyraźnie zdziwiony moją wizytą, odłożył torbę na podłogę i ostrożnie zamknął za sobą. Siedziałam za biurkiem na jego wygodnym, skórzanym fotelu i założyłam nogę na nogę. Ostatnie, co mogłam zrobić to tworzyć nowe komplikacje.
Milczał i tylko się we mnie wpatrywał, więc wstałam w końcu z miejsca i stając obok splotłam ręce na brzuchu.
- Przyszłam ci powiedzieć, że nie spałam z tobą w celu osiągnięcia jakiś chorych planów. - powiedziałam spokojnie, zdążyłam już wszystko przećwiczyć w myślach - Nawet mi do głowy nie przyszło, żeby to jakoś wykorzystać.
- Rozumiem - odparł też spokojnie, podchodząc bliżej.
- Także w razie jakiś wątpliwości zamiast oskarżać mnie i psuć jeden z najlepszych dni w życiu lepiej zapytać. - nie wiedziałam skąd we mnie ta pewność siebie, ale postanowiłam jej użyć.
- W porządku - odpowiedział, uśmiechając się delikatnie, a ja zmarszczyłam czoło.
Nie ukrywałam, że przygotowałam się na awanturę, albo chociaż ostrą dyskusję, a nie takie proste przyznanie się do błędu. Patrzyłam uważnie, jak podchodzi pewnie do mnie i jak chwyta moją dłoń. Uniosłam wzrok, żeby spojrzeć w jego twarz, ale był teraz tak blisko, że nijak mi to nie wychodziło.
- Musisz gdzieś ze mną pojechać - szepnął, a ja miałam wrażenie jak moja szyja pokrywa się gęsią skórką.
Boże, pierwszy raz ktoś tak na mnie działał.
Położył drugą rękę w okolicach mojej talii, a ja oparłam się tyłkiem o biurko.
- Teraz? - zapytałam równie cicho - To chyba nie jest...
- Chodź - w sekundę odsunął się ciągnąc mnie za sobą w stronę wyjścia.
- Poczekaj! - poprosiłam trochę wystraszona - Naprawdę teraz? Dzisiaj? Już późno... - nie ukrywałam zdenerwowania - Poważnie wolałabym najpierw przejrzeć się chociaż w lustrze, poprawić makijaż albo się przebrać...
- Emma. - zatrzymał się i odwrócił, przyciągając mnie do siebie i delikatnie obejmując - Jest ciemno - zaśmiał się cicho wprost do mojego ucha.










Miałam jakieś kiepskie przeczucia. Siedziałam z nim w tym samochodzie i denerwowałam się za dwoje. Swoją drogą ten samochód to jakiś żart. Nawet bałam się w nim usiąść, żeby niczego nie pognieść ani nie pobrudzić. I chociaż Artan całą drogę coś mówił ja myślałam tylko dokąd w końcu jedziemy. Przyszedł nagle, przeprosił, a raczej przyznał się do złego i wywoził mnie Bóg wie gdzie.
Niby mu ufałam, niby się nie bałam, ale jednak kiedy zatrzymał wóz i otworzył przede mną drzwi czułam się jak pierwszego dnia. Starałam się to nieporadnie ukryć - chyba na marne.
Objął mnie i rozejrzałam się wkoło. Plaża.
Małe fale rozmywały brzeg. Zdjęłam wysokie buty i poczułam na stopach bardzo drobny piasek, delikatny i miękki i jakby od razu się rozluźniłam. Raczej perspektywa Artana topiącego mnie w morzu zupełnie do mnie nie przemawiała. Słońce już zaszło. Z daleka widziałam jakiś ogień i... Boże, to chyba nie było to, o czym myślałam...
Plaża była pusta, a im dalej szliśmy tym kształt ognia robił się wyraźniejszy. Dojrzałam stąd duży koc, coś jakby koszyk i wiaderko pełne lodu.
- Jak przepraszasz to z klasą - zaśmiałam się zajmując swoje miejsce - Jestem pod wrażeniem. Tylko... Gdzie są ludzie? - spytałam opierając się plecami o niego.
- Powiedzmy, że wybrali inną plażę - podał mi kieliszek.
Też wybrałabym inną, gdybyś mi za to płacił.
Upiłam łyk napoju.
- Sok?! - zaśmiałam się przyglądając kieliszkowi.
W takiej ciemności nie mogłam dojrzeć czy faktycznie nie widać bąbelków, ale naprawdę nastawiłam się na smak szampana.
- Za dużo ostatnio pijesz - stwierdził, a ja postanowiłam szybko zmienić temat.
Dotknęłam jego dłoni, która leżała na moim brzuchu i wpatrywałam się w nią kilka chwil, dopóki nie wziął głębszego oddechu, a ja nie mogłam dłużej bezczynnie patrzeć na morze.
- Martha mi opowiedziała, co dla niej zrobiłeś - powiedziałam cicho, wygodniej się na nim kładąc - Zaimponowało mi to.
- Każdy na moim miejscu zrobiłby to samo. Martha to dobra kobieta, to co zrobił mój brat nie było jej winą. Uznałem, że nie powinna za to płacić.
- Bardzo szlachetne - pochwaliłam - Nie wiem czy mnie byłoby na coś takiego stać. Chodzi mi o Sahiba, traktujesz go jak syna.
Chwilę milczał, a ja naprawdę chciałam poznać jego odpowiedź, co o tym myśli. Wziął głębszy oddech i w końcu się odezwał.
- To nie kwestia szlachetności. W takich chwilach nawet o sobie nie myślisz. Kiedy tam przyszedłem siedział skulony na podłodze i płakał, wołając matkę. Sahiba widziałem wtedy chyba czwarty czy piąty raz w życiu, ale nie wyobrażałem sobie, że mógłbym go tam zostawić. Z Marthą, która na pewno nie dałaby rady zapewnić mu dobrego życia.
- Właśnie o tym mówię - kontynuowałam - Dopiero co sam zacząłeś dorosłe życie, a tu... pełno komplikacji. Nie każdy by sobie z tym poradził.
- To zależy od podejścia. - wyjawił - Też nie miałem najlepszego dzieciństwa razem z bratem, dlatego tak bardzo wtedy odczuwałem sytuację tego gówniarza - tutaj się uśmiechnęłam - Do tej pory nie rozumiem jak mógł to zrobić. Fahad chyba sam nie zdawał sobie z tego sprawy.
- Mogłabym cię o coś poprosić? - spontanicznie przyszło mi coś do głowy i postanowiłam o tym powiedzieć. Nie odpowiadał - Chciałabym zobaczyć ojca. Nie chce się z nim spotykać w żadnym razie - od razu zastrzegłam - chcę po prostu zobaczyć jak wygląda. Nigdy nie miałam okazji...
- Nie wiem czy to dobry pomysł.
- Proszę - odwróciłam się do niego bokiem, a kiedy miałam zbliżyć twarz coś jakby huknęło od strony morza.
Od razu spojrzałam w tamtą stronę.
Na czarnym niebie pojawiły się jakby dziesiątki spadających gwiazd. Oczywiście widać było od razu, że były sztuczne, ale aż otworzyłam usta ze zdziwienia.
Mężczyzna objął mnie mocniej i szepnął.
- Wszystkiego najlepszego, Emmo.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

29: Nigdy nie jest za późno na walkę o własne szczęście.

- Emma... - odezwał się trochę zrezygnowany.
- Odpowiedz mi - powiedziałam stanowczo za co od razu się pochwaliłam.
Wstałam z łóżka i stanęłam przed nim krzyżując ręce na brzuchu. Wpatrywałam się w jego twarz, oczekując jakiejś zmiany albo przejęcia niestety na marne. Mężczyzna także opuścił miejsce i podszedł do mnie, tak że ta odległość była mniejsza od kroku.
- A co mam sobie myśleć? - otworzyłam szerzej oczy - Dziwnym trafem po twojej wizycie w szpitalu nagle stałaś się bardzo chętna i ten twój stres, który zawsze u ciebie widziałem gdzieś zniknął. I nie - dodał - Nie dlatego, że byłaś pijana. Wiedziałaś co robisz.
- Sugerujesz, że robię to dla zysku? - zdenerwowałam się i miałam ochotę uciec.
Nie spodziewałam się tego. Nawet nie pomyślałam, że mógł to tak odebrać, jakoś wcześniej się nie sprzeciwiał. Nie wiem co się stało, ale to na pewno nie było moją winą. To przecież ja byłam tutaj ofiarą.
- Właśnie tego chcę się od ciebie dowiedzieć.
- Nie wiem jak możesz mi to robić - załamał mi się głos, dlatego wzięłam głęboki oddech i powiedziałam szybko - Wiesz o mnie wszystko. Dosłownie wszystko. Przygotowałeś się do mojego przyjazdu idealnie, znałeś każdy szczegół, wiedziałeś jaka jestem. Dlatego nie mam pojęcia jak możesz mi to zarzucać. Byłam zagubiona, robiłam mnóstwo głupich rzeczy. Czego oczekiwałeś? Że przyjadę tutaj i nagle stanę się doskonałą Emmą jaką sobie wyobrażaliście? Ja długo nie wiedziałam nawet po co tu jestem! Dlaczego akurat ja. W końcu łaskawie to od ciebie wyciągnęłam, a teraz się okazuje, że to wszystko ma jakieś drugie dno. Nie rozumiem jak świat może być aż tak niesprawiedliwy.
Obróciłam się na pięcie i wyszłam spokojnie z jego sypialni. Weszłam na górę, tamując w sobie uczucia dopóki nie zatrzasnęłam drzwi swojego pokoju. Byłam z siebie dumna, że wszystko mu powiedziałam, że nie stchórzyłam, jednak z drugiej strony... Zaczęłam się poważnie zastanawiać czy nie dałam mu powodu do takiego myślenia. Faktycznie z początku ja i Sahib byliśmy dość blisko, wciąż rozpamiętywałam to co mi powiedział - Naprawdę sądzisz, że jest zainteresowany twoim losem? Naprawdę myślisz, że znaczysz dla niego coś więcej niż kolejne zyski? 
Nie potrafiłam mu w to uwierzyć. Artan był dla mnie naprawdę dobry. Przynajmniej nie starał się stawiać mnie w ciężkich sytuacjach, to znaczy... do tej pory się starał. Robił wszystko, żebym poczuła się wyjątkowo, a to tak wiele dla mnie znaczyło. Traktował mnie jak kogoś bardzo ważnego, szanował mnie jak nikt dotąd. Boże... To było takie wspaniałe. Obracać się w takim świecie w takim towarzystwie, poznawać takie zwyczaje...
A Sahib we wszystkim mieszał. Mieszał w mojej głowie, w moim sercu i w całym życiu. Nie umiałam go rozgryźć. W pierwszej chwili, wtedy przy Chrisie, kiedy dawał mi do zrozumienia, że wie co dzieje się między mną, a jego wujem wydawało mi się, że to zazdrość, ale teraz... Teraz nie miałam pojęcia o co chodzi.
- Emmo, otwórz proszę - usłyszałam kobiecy głos zza drzwi.
Martha.
Ta kobieta potrafiła znaleźć się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Od razu wstałam z łóżka i wycierając łzy z policzków pobiegłam jej otworzyć.
Uśmiechała się dobrotliwie jak to miała w zwyczaju i spytała wzrokiem czy może wejść. Zaprosiłam ją i jak tylko weszłyśmy w głąb pomieszczenia pozwoliła mi się do siebie przytulić. Głaskała mnie po włosach i czekała cierpliwie aż się uspokoję. Usiadłyśmy na kanapie.
Martha była kobietą po czterdziestce. Szczupłą, zadbaną i ładnie było jej w turkusie. Krótkie, brązowe włosy dziś spięła i nie nałożyła makijażu.
- Kochanie, nie wiem co się dzieje, ale widząc Artana, zatrzaskującego za sobą drzwi i tak szybko idącego do samochodu nie widziałam wieki - uśmiechnęła się.
Milczałam.
- Mogę się tylko domyślać, ale chcę powiedzieć ci jedno. To naprawdę nie jest zły człowiek, mimo że z początku można odnieść takie wrażenie. On po prostu jest... specyficzny.
- Chyba nie w tym przypadku - szepnęłam, spuszczając spojrzenie na swoje kolana i pociągając cicho nosem.
- Pewnego dnia rodzice Sahiba po prostu zniknęli. Zostawili wszystko łącznie z synem i uciekli. Nie pytaj mnie dlaczego, nie znam szczegółów, ale wyobraź sobie co czuł ten jedenastoletni dzieciak, któremu matka i ojciec nawet nie powiedzieli "do widzenia". Obudził mnie jego płacz. Wyleciałam od razu do salonu i przeszukawszy cały dom zrozumiałam co się stało. W tej rodzinie od dawna się nie układało, związek się rozlatywał, ojciec Sahiba miał drugą żonę, o której istnieniu Marien dowiedziała się w przeddzień wyjazdu. Co miałam zrobić? Tłumaczyłam, że to tylko chwilowe, że rodzice wcale go nie zostawili, że za kilka dni wszystko wróci do normy. Zadzwoniłam do Artana. On z bratem byli w okropnej kłótni, chyba nigdy się nie pogodzili, ale przyjechał. Pierwsze co zrobił to spakował wszystkie rzeczy chłopca i zabrał go do siebie. Rozumiesz? Facet chwilę po dwudziestce bez zastanowienia wziął na siebie taką odpowiedzialność. Zrezygnował z większości swoich planów i osiedlił się w jednym miejscu załatwiając mu najlepszą szkołę i jak najlepsze życie. Nie miałam dokąd pójść, nie mam tutaj rodziny. Pozwolił mi zatrzymać dom, a mnie najzwyczajniej w świecie po prostu nie było na niego stać. Zostałam tam ostatnią noc i obmyślałam plan na przyszłość. Nie mam wykształcenia, skończyłam tylko dwie szkoły. Z zarobionych pieniędzy w tej rodzinie stać mnie było na parę tygodni w hotelu, a co później? Rano dopakowywałam resztę rzeczy. Rozmawiałam z Artanem, ale nie wyjaśniłam dlaczego nie chcę mieszkać w tym miejscu. Wyszłam z mieszkania, a na podjeździe stał jego samochód. Dalej dziękuję Bogu za niego. Nie znał mnie, kiedy przyjechał po dziecko widział mnie po raz pierwszy, a przyjął mnie pod swój dach i zatrudnił. - chwyciła mnie za dłoń, widząc moje zdziwienie - On wszystko ci wyjaśni. Nie byłby sobą gdyby zostawiał niedokończone sprawy.
- Oskarżył mnie o intrygę. Po prostu... - zacięłam się na chwilę - Nie wiem jak mógł tak pomyśleć. Martha, on mnie przecież dobrze zna, wie kim jestem. Nie potrafię tego zrozumieć on...
- On ma teraz naprawdę wiele problemów. - przerwała mi - Jeszcze ta choroba Sahiba... On go traktuje jak syna. Wszystko spadło mu na głowę, ja i tak go podziwiam, że sobie z tym radzi. Każdemu człowiekowi trzeba wybaczyć i przeczekać trudne momenty. Tobie nie zdarza się chwilowe załamanie? Masz niewiele lat, ale przeszłaś naprawdę bardzo dużo, dlatego właśnie ty powinnaś to rozumieć najlepiej. - spojrzała na zegarek - Muszę uciekać, ale Emmo... Trzymaj się. - uśmiechnęła się znów - Wyjaśnij to.
Po jej wyjściu długo nie czekałam. Ubrałam sweter i wyszłam z pokoju.




_______________
Do środy! :) Znów krótko, ale zrozumcie... ;<

czwartek, 17 stycznia 2013

28: Ten ciąg chyba nigdy się nie przerwie.

Wiedziałam kto przyszedł, nawet nie musiałam się domyślać. Martha uśmiechnęła się gdzieś nad moim ramieniem i wyszła z powrotem do ogrodu. Zacisnęłam powieki i czekałam na jakąś jego reakcję. Wiedziałam, że nie powinnam się tak krępować, ale nie potrafiłam nad tym zapanować. Stałam tyłem do niego i liczyłam, że kobieta za moment do mnie wróci, zajmując go rozmową. Chciałam to wykorzystać i wpaść do swojego pokoju.
- Emma - powiedział spokojnie, a ja słyszałam jak podchodzi w moją stronę.
Obracałam się powoli, ze sztucznym uśmiechem przyklejonym do twarzy. Na pewno zauważył moje zmieszanie, bo zrobił jeszcze jeden krok i teraz dzieliło nas jakieś dziesięć centymetrów, a ja czułam jak spinają mi się wszystkie mięśnie.
Położył dłoń na mojej szyi i machinalnie uniosłam głowę, a mężczyzna pochylił się całując mnie naprawdę bardzo delikatnie.
Cały stres gdzieś zniknął. Stanęłam na palcach i oddałam drugi pocałunek równie niewinny. Położył dłoń na moim biodrze, a ja swoje na męskim karku.
- Znajdziesz dla mnie chwilę? - jakbym miała inne wyjście...
- Dopiero wstałam - przyznałam cicho - Muszę najpierw...
- W takim razie zaczekam - przerwał mi i dotykając ustami mojego czoła w końcu mnie puścił.
Weszłam szybko na górę.

Spieszyłam się jak rzadko kiedy. Sama nie wiedziałam dlaczego, bo nie miałam specjalnej ochoty schodzić do niego. Nie wiedziałam czego może chcieć, a ostatnim co byłabym w stanie teraz znieść była jakaś gorąca konfrontacja. Byłam zmęczona i nie czułam się najlepiej. Głowa w skroniach mi pulsowała, byłam całkiem nie do życia i czułam się jakby ktoś wyjął mnie własnie z pralki. Jedyne czego tak naprawdę chciałam to zatopić się w mojej miękkiej pościeli i po prostu zasnąć. Na resztę roku.
Tyle że nie miałam za bardzo możliwości sprzeciwu. Trochę jeszcze się bałam buntować przeciw zasadom albo prośbom, rozkazom, czy czymkolwiek, co do mnie docierało. Kiedy tylko skończyłam upinać włosy po prawej stronie głowy, a na całą lewą układać niesforne kosmyki spojrzałam w lustro po raz ostatni i szybko wyszłam z pokoju, żebym przypadkiem nie stchórzyła, co byłoby bardzo prawdopodobne. Jeśli codziennie będę chodzić w tak wysokich butach, ciekawe jak będą wyglądać moje łydki za dziesięć lat... Nie miałam na sobie makijażu z wyjątkiem małej warstwy tuszu do rzęs, a sukienka była na mnie troszkę za luźna. Idealny worek.
Zapukałam cicho do drzwi jego gabinetu, który był na tym samym piętrze, na którym mieściła się moja sypialnia. Cisza. Nacisnęłam delikatnie na klamkę i uchylając drzwi stwierdziłam, że nikogo w środku nie ma.
Trochę się zdziwiłam, bo to zazwyczaj jedyne miejsce, gdzie można było spotkać Artana jeśli w ogóle był w domu. Schodziłam powoli po schodach, zaglądając przez poręcz do salonu, ale tam również cisza.
Niestety.
Stanęłam przed drzwiami jego sypialni, a w kolanach nagle poczułam watę. Kto wiedział jak mogłaby się skończyć moja wizyta tam, ale prędzej czy później i tak by mnie to czekało. Weszłam, nie pukając.
Mężczyzna wyraźnie czegoś szukał, przeglądając najwyższą z szuflad komody. Odwrócił się niemal od razu, zamykając ją jedną ręką i robiąc krok w moją stronę.
- Usiądziesz? - spytał, spoglądając na kanapę tuż przy drzwiach, a kiedy już do niej podchodziłam odezwał się znowu - Chociaż mam lepszy pomysł. Podejdź. - wyciągnął dłoń w moją stronę i czekał aż się ruszę - Przecież nic ci nie zrobię! - uśmiechnął się, widząc moje zmieszanie.
Sama nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Wczoraj nie czułam przy nim żadnego skrępowania, a dzisiaj robię jakieś przedstawienie. Przeszłam prędko tych kilka kroków i podałam mu dłoń. Usiadł na łóżku, ciągnąc mnie za sobą tak, że opierałam się plecami o jego klatkę piersiową i brzuch, układając głowę gdzieś na jego prawej piersi. Położyliśmy się, a on chwycił między palce kosmyk moich włosów. Swoją drogą naprawdę sporo tutaj urosły. Spływały gdzieś do okolic środka kręgosłupa.
Było mi naprawdę wygodnie i dobrze się tak czułam. Obejmował mnie, a mi robiło się coraz cieplej.
- Chciałem wiedzieć jak się tu teraz czujesz - powiedział cicho jakby do mojego ucha - Minęło już trochę czasu.
- Przywykam - przyznałam szczerze, chcąc uniknąć tego tematu, ale on dalej mówił.
- Dajesz sobie radę? - naciskał.
- Muszę - wzruszyłam ramionami, co na pewno poczuł - Odnajduję się tu chyba. Nie masz się czym martwić, naprawdę. Czasem tylko... - urwałam, gryząc się w język.
- Czasem tylko... co?
Odetchnęłam ciężko i kładąc swoją dłoń na jego postanowiłam mówić.
- Zazwyczaj staram się tego nie robić - jaka byłam zadowolona, że nie był w stanie zobaczyć mojej miny - I właściwie rzadko kiedy już teraz tak mam. Po prostu wiesz... Czasami jak już leżę w łóżku wieczorem, albo kiedy dopiero się budzę, wyobrażam sobie co by było gdyby...
- I jak to wygląda? - ton jego głosu, o dziwo się nie zmienił, choć wydawało mi się, że będzie trochę zły.
- Nie wygląda - odpowiedziałam szybko - Jakoś nie potrafię sobie już tego jakoś no nie wiem... - szukałam słowa - Umiejscowić. Nie mam pojęcia jak wyglądałoby teraz moje życie w Kanadzie. Nie widzę się tam.
Za to dużo częściej przypominam sobie jak zabrałeś mnie na tę kolację. - kontynuowałam - Jak mimo mojego wrodzonego lęku wysokości nie bałam się patrzeć w dół kilkaset metrów nad ziemią. Albo teatr i tę sztukę, która trafiła w moje serce od razu, później te kwiaty na mojej pościeli, choć wspomniałam o nich tylko raz, żeby zabić tę ciszę między nami - uśmiechnęłam się do siebie - To było cudowne. Czułam, że komuś na mnie zależało, raczej nieczęsto mi się to wcześniej zdarzało, a tutaj... Tu jest całkiem inaczej.
- Inaczej?
- Nie dziwie się czemu Ameryka jest oddzielona ogromnym oceanem - zaśmiałam się - To są dwa zupełnie inne światy! Tam byłam taka zwyczajna, szara myszka, zawsze stałam z boku. Nie wyróżniałam się z tłumu, ot taka Emma Butler, trochę pływa, a poza tym całkiem dobra uczennica, która nie sprawia większych kłopotów. A tutaj... Wszystko mnie z początku przerażało, ale teraz jest dużo łatwiej. Tu cały czas czuję się wyjątkowa, wiem, że nie jestem obojętna, jestem nawet... pożądana. - tutaj trochę się zawstydziłam więc musiałam skończyć wywód.
- Znasz sprawę Sahiba. - przypomniał, a ze mnie opadły nagle wszystkie miłe emocje - Wiesz o całej umowie i o tym dlaczego cię tu ściągnęliśmy. - ton jego głosu był przeraźliwie poważny - Jutro wraca i czeka nas wszystkich poważna rozmowa - ostrzegł - Musimy skończyć te podchody. Wiem o wszystkich waszych wspólnych... - zamilkł na sekundę - momentach. Dlatego oczekuję jasnej odpowiedzi.
Podniosłam się, z uchylonymi ustami, siadając i odwracając się w końcu w jego stronę i lustrując jego kamienny wyraz twarzy.
- Ty chyba nie myślisz, że udaję? Że to wszystko jest grą? - zapytałam głośniej, ale odpowiedziała mi cisza.




_____________
Z góry was przepraszam za ten rozdział, ale nie jestem teraz w stanie napisać czegoś lepszego. Kolejny jakoś przed końcem tygodnia.

wtorek, 15 stycznia 2013

SPOZNIE SIE

Rozdział będzie dopiero jutro albo pojutrze, internet w domu mi padł ;< korzystam z tego w telefonie jedynie.

piątek, 11 stycznia 2013

27: Poczucie złego ruchu, jest dużo gorsze od najgłębszej rany.

     Musiało minąć kilka dobrych minut, żebym zebrała w sobie siły i w końcu wstała z podłogi. Śmiałam się z siebie, że przewróciłam się na równej podłodze, ale szybko wróciłam do tańca. Wzięłam ze stolika butelkę wina i upiłam kilka łyków. Zostało w niej napoju na jakieś dwie lampki.
     Było mi naprawdę dobrze, o niczym właściwie nie myślałam. Już nawet moja samotność mi nie przeszkadzała, przyzwyczaiłam się. Nie obchodziło mnie, że ktoś może za chwilę przyjść. Skupiłam się na sobie i muzyce. I to było najlepszym, co mogłam w tym momencie zrobić.
     Kot spał na fotelu. Wielki, gruby, szarawy pers zajmował tyle miejsca ile mniej więcej jedna z grubszych osób. Ogon zwisał mu w dół. Cały dzień tak leniuchował, jakby zupełnie nie przeszkadzał mu hałas, który chyba obudziłby zmarłego.
     Zamknęłam oczy i tańcząc wyobrażałam sobie, co by było gdyby cały ten dom był tylko mój, gdybym mieszkała tu z kimś, kogo naprawdę bym kochała, albo gdyby żyła mama. Może nawet jedno z moich dzieci zajmowałoby mój pokój, trzymało małe ubranka tam gdzie cała ta kolekcja sukien i butów. Piaskownicę zrobiłabym daleko od basenu i zlikwidowała te kaktusy...
     Byłam pewna, że z całkiem sporym opóźnieniem zorientowałam się, że nie jestem już sama. Poczułam zdecydowaną, męską dłoń na dole pleców i odwróciłam się, otwierając w końcu oczy. I choć nie chciałam widzieć przed sobą Artana, to uśmiech nie schodził mi z twarzy.
     Podniosłam wzrok dopiero, kiedy znów przyssałam się do butelki i upiłam kolejnych kilka małych łyków. Mężczyzna ciągle spokojnie na mnie patrzył, jakby wydawał się wcale nie wzruszony tą sytuacją, jakby się spodziewał, Sahib coś mu powiedział?
Rozejrzałam się wkoło czy razem z nim nie wróciła też Martha. To jedyna osoba w tym domu, która wywoływała u mnie same pozytywne emocje, dlatego nie chciałabym, żeby widziała mnie w takim stanie. Nikogo jednak nie było.
- Pozwoliłam sobie - powiedziałam, pokazując wino, ale dopiero po chwili zorientowałam się, że mógł mnie nie usłyszeć.
Stanęłam na palcach i zrobiłam krok w jego stronę.
- Miałam nadzieję, że mnie nie przyłapiesz - szepnęłam, starając się mówić mu prosto d ucha, przytrzymując się jego ramienia, żeby przypadkiem nie stracić równowagi.
Czułam jak jego ręka błądzi po moich plecach, co chwilę zsuwając się na tyłek, tylko po to żeby za moment znów wrócić w okolice haftek czarnego stanika. Pilnował się, widziałam to. Nie odsuwałam się nawet na krok.
- Przestańmy bawić się w kotka i myszkę - mówiłam dalej - Zawsze ktoś nam przerywa, a później ze wstydu nie mogę z tobą normalnie rozmawiać. - chwyciłam za jego drugą dłoń i położyłam ją sobie na plecach - Mam tego dość.
- Jesteś pijana - odezwał się w końcu - Idź do siebie.
Nie mogłam wyczuć, czy był jednak na mnie zły czy nie, ale nie miałam siły się teraz nad tym zastanawiać. Chciałam w końcu wszystko wyprostować, tak jak sobie to obaj wcześniej zaplanowali.
- Nie przeszkadza mi to - wzruszyłam ramionami, stając normalnie, bo palce u stóp zaczynały mnie już pobolewać.
- Ale mi przeszkadza - odpowiedział prędko - Idź do siebie.
- Nie chcę iść do siebie! - sprzeciwiłam się, stawiając na swoim.
- Emma...
- Pij ze mną - wzruszyłam ramionami, a kiedy już chciał coś odpowiedzieć znowu się odezwałam - mogę podpisać ci oświadczenie. Widzisz? Nie jestem schlana, powiedziałam słowo "oświadczenie" bez zająknięcia.
     Uśmiechnął się, co odwzajemniłam i poprowadziłam go pokazując, żeby usiadł na kanapie.
Kucnęłam przy barku i otwierając małą szafkę, wyjęłam z niej kieliszek do wina i jedną szklankę.
Wzięłam pilot i ściszyłam trochę muzykę.
- Ubierz się - odezwał się znów, podchodząc w moją stronę i biorąc jakąś zieloną wódkę.
- Dobrze - zgodziłam się, idąc powoli już w stronę porzuconej sukienki.
     Miała zamek z przodu, co postanowiłam wykorzystać. Włożyłam ją jak kamizelkę, starając się nie poplątać ramiączek, bo chyba nie dałabym sobie z nimi rady, gdyby nagle się poplątały. Spojrzałam na mężczyznę, który opróżnił swoją szklankę już do połowy. Butów nie wkładałam, bo nie miałam pewności czy w tym stanie się w nich nie zabiję, skoro nawet na trzeźwo ledwo w nich chodziłam.
      Zapięłam ją tylko mniej więcej do połowy brzucha. Nie lubiłam jej, bo ograniczała moje kroki, zdecydowanie niewygodne... Ale była naprawdę świetna. Biało-srebrna spódnica i czarny top. Moje kolory.
     Stanęłam obok niego i zabrałam lampkę wypełnioną trunkiem do niecałej połowy. Chciałam wypić znacznie więcej.
- Sahib mówił, że masz mocną głowę - uśmiechnęłam się siadając na kanapie i czekając aż do mnie dołączy.
- To absynt - odpowiedział - nawet ja nie dam mu rady.
- Jak on się czuje? - spytałam, przygryzając dolną wargę, bo przecież wcale nie chciałam o nim rozmawiać.
- Lepiej, jest całkiem nieźle. Niedługo wyjdzie ze szpitala - upił spory łyk, krzywiąc się przy tym.
     Spojrzał na mnie, unosząc jedną brew i zaśmiał się pod nosem, podając mi swoją szklankę. Zmarszczyłam czoło i czekałam, uważnie obserwując co robi.
     Przysunął się bliżej i jedną rękę kładąc w mojej talii przytrzymał materiał sukienki na chwilę, żeby dopiąć zamek do końca.
- Nie prowokuj mnie - wziął ode mnie swój alkohol i opróżnił zawartość szklanki prawie do dna.
- Przecież nic nie robię - wzruszyłam ramionami i podniosłam nogi do góry, przekładając je przez jego kolana.
     Nadal siedząc, wychylił się po butelkę i dolał wódki, a ja nadal ciągnęłam swoje wino. Z każdym łykiem w głowie kręciło mi się odrobinę bardziej. Dobrze, to bardzo dobrze.
     Ileż można uciekać? Miałam dość chowania się po kątach, albo tego przerywania, kiedy w końcu stanęliśmy przed sobą całkiem sami. I nie chodziło mi o to, że koniecznie muszę spędzić z nim noc, choć tak mogło wyglądać to z boku. Ja po prostu chciałam wiedzieć na czym stoję. Miałam dość przejmowania się albo Sahibem, albo Nim... Musiałam zadbać o własną wygodę, nawet jeśli to znaczyło takie wyrzeczenia.
Artan wydawał się idealny. Delikatny i łagodny kiedy trzeba i stanowczy, kiedy sytuacja tego wymaga. Coś mnie do niego ciągnęło, więc to powinien być dobry znak.
Położył dłoń na moim kolanie i z początku nią nie poruszał. To było naprawdę miłe, że mogłam z nim teraz swobodnie rozmawiać i dobrze się czułam. Żadnego skrępowania, żadnych czarnych myśli...
      Zaczął coś mówić, ale nie wiedziałam nawet o czym. Po prostu oparłam łokieć o prawe udo i udawałam zaangażowanie w rozmowę, coś czasami odburkując, albo wydawać z siebie zduszone, zdawkowe "tak", "nie". Wyłączyłam się, już raz tak miałam, kiedy Sahib i Chris zabrali mnie do tego baru... Nie mogłam o tym myśleć, ta noc skończyła się niemal tragicznie...
     W tym stanie nie miałam problemów, żeby szybko zmienić tok rozumowania i nastrój. Kiedy na dłużej zatrzymywał na mnie wzrok, nagle milknąc uśmiechałam się z dołu, albo zakrywałam usta kieliszkiem. Parę razy się speszyłam, ale to było niezwykle sympatyczne.
- Przytulisz mnie? - trochę się zawstydziłam tym pytaniem, nawet nie kontrolowałam już tego, że wyszło to z moich ust.
      Trochę żałowałam, że zapytałam, ale tylko do momentu, w którym uśmiechnął się i zabrał rękę z mojej nogi, wyciągając do mnie dłoń, żebym mogła podciągnąć się na jego kolana.
     Odłożyłam wino na podłogę i z małą pomocą w końcu znalazłam się na miejscu. Przyciągnął mnie ramieniem do siebie tak, że całym bokiem dotykałam jego klatki piersiowej i brzucha, obejmując ręką jego szyję. Wrócił do sunięcia dłonią po moim udzie, tyle że teraz już dużo bardziej stanowczo, ale trzymał się granicy, jaką wyznaczała moja czarna sukienka. Dotykałam delikatnie palcami jego szyi i karku i tak siedzieliśmy w ciszy jakiś czas. Nawet nie potrafiłam określić jak długo...
     Kiedy zaczęłam przymykać oczy nagle wkroczył do naszej chwili dzwonek telefonu. Odetchnęłam, trochę się denerwując, dlaczego go nie wyłączył. Pochylił się w stronę stolika i jedną ręką otworzył tylną część telefonu i wyjął z niej baterię, odrzucając wszystko gdzieś w okolice samej komórki. Uśmiechnęłam się do siebie.
- Nie jest ci gorąco? - zapytałam, unosząc jednoznacznie brew i przesuwając się, tak, że teraz siedziałam do niego przodem, a obie jego dłonie zeszły do moich pośladków, przysuwając mnie do siebie tak blisko, że na swoim brzuchu czułam jego ciało.
- To pytanie? - uśmiechnął się, chyba już alkohol zaczął w nim działać, choć na pewno nie był pijany.
     Zaśmiałam się i szarpnęłam za supeł szarego krawata i rozpięłam trzy pierwsze guziki białej koszuli. Położyłam otwartą dłoń na jego klatce piersiowej i czekałam na reakcje. Wziął jedynie głębszy oddech, dlatego postanowiłam działać dalej.
     Wiedziałam, że teraz muszę liczyć jedynie na siebie, bo Artan widocznie trzymał się zasady, żeby trzymać się z daleka, kiedy piłam. Uniosłam ręce i chwytając wszystkie włosy z tyłu, przełożyłam je na lewe ramię. Rozpinałam powoli zamek sukienki i patrzyłam jak jego wzrok zniża się razem z moją dłonią. Kiedy znów spojrzał na moją twarz, położyłam się na nim i znów dotykając jego szyi, zbliżyłam usta, tak, że wystarczyłby jego minimalny ruch i byłby w stanie mnie pocałować. Tak też zrobił...
    Nie był to nie wiadomo jak brutalny i przesadnie namiętny pocałunek. Nawet nie dotknął mojego języka, chyba nadal starał się pilnować, ale doszłam już za daleko, żeby teraz się wycofywać. Poruszyłam kilka razy biodrami, żeby jakoś go zachęcić i okazało się, że wcale nie musiałam długo czekać. Kiedy mocniej mnie objął, sięgnęłam do zapięcia stanika.
Tej nocy nikt nam nie przeszkodził.






Otwierałam oczy chyba z minutę. Słońce, które wpadało do pokoju nie pozwalało mi dłużej leżeć w takiej pozycji. Przeciągnęłam się, łapiąc się jedną ręką za głowę, która trochę mnie pobolewała, kiedy zorientowałam się, że nie jestem u siebie. Brązowe ściany, całkiem inne łóżko. Podniosłam się szybko do pozycji siedzącej.
Rozejrzałam się, byłam w tym pokoju tylko raz. Spałam na środku dwuosobowego materaca. Całkiem sama.
Pamiętałam wszystko. Od momentu sięgnięcia po wino do Artana i kanapy...
Zerwałam się z łóżka, poczułam się okropnie leżąc tutaj samotnie. Widziałam swoje wczorajsze ubrania na komodzie i szybko je na siebie włożyłam. Starałam się nie myśleć.
Wyszłam z tego pokoju niemal biegiem. Czy właśnie stało się...?
- Emma? - z ogrodu usłyszałam wołanie Marthy - Emma, to ty? Tak strasznie się martwiłam... - podeszła do mnie szybkim krokiem, a ja nie potrafiłam ogarnąć co się dzieje - Dlaczego mi nie otwierałaś? Chciałam rano przekazać ci... - zamilkła, kiedy usłyszałyśmy, że ktoś wchodził do domu.



_______________
W ramach czekania - napisałam ten moment! Przyznam szczerze, że sama na to czekałam :P. Właśnie zabieram się za opis bohatera, także około 20 powinien już się pojawić kolejny! Nie wiem czy uda mi się dodać dwóch, ale jeden będzie na 1000000000000000%. I na drugiego też nie trzeba będzie czekać, bo wiem co mam zawrzeć w tych opisach! Miłego weekendu i ferii! Ja własnie dzisiaj zaczęłam! :P Idę uczyć się  Poloneza. Brrrr.... Trzymajcie jutro wieczorem kciuki!

wtorek, 8 stycznia 2013

Trochę spóźnienia.

Z racji tego iż jestem zagrożona z fizyki i na dzień dzisiejszy czeka mnie poprawka w marcu, tak więc liczę na to, że mnie zrozumiecie. W czwartek mam decydujący sprawdzian. Dlatego nie chcę się teraz rozpraszać, wybaczcie, ale fakt czy zdam jest dla mnie dużo ważniejszy. Nie, nie jestem nieukiem, średnią mam prawie na pasek - w roli ścisłości, co nie jest takie proste, o dziwo. Przynajmniej dla mnie.
Nie rzucę wam dnia, godziny, natomiast pojawi się coś do końca tygodnia, raczej przed sobotą, ale nic nie obiecuję. Bohaterowie pojawią się w następnym tygodniu - prawdopodobnie cała reszta, którą mam w planach, bo... cóż, trzeba zacząć żegnać się z tym światem :).

sobota, 5 stycznia 2013

26: Mrok nadchodzi kiedy ktoś boleśnie rani.

- Wiem, że nie chciałeś mnie widzieć, ale zmusiłam Artana, żeby pozwolił mi tu wejść - powiedziałam stojąc chwilę w progu.
Nie spodziewałam się takiego widoku. Od operacji minął tydzień, Sahib odzyskał przytomność, ale dalej był bardzo osłabiony. Blady, zmęczony i wypłukany z emocji. Patrzył po prostu na mnie nic nie ukazując. Weszłam wgłąb sali.
- Jak się czujesz? - szepnęłam zajmując miejsce tuż obok łóżka.
W życiu nie nazwałabym tego miejsca szpitalem. Duży telewizor, kanapy i fotele pod oknami oraz niebieskie ściany, zamiast tej przytłaczającej bieli.
Chłopak podniósł się trochę, tak że teraz w połowie siedział, opierając głowę o ścianę tuż za nim. Skrępowałam się.
- Nie jest źle - odpowiedział krótko - Po co przyszłaś?
Chwila ciszy.
- Chciałam porozmawiać... - odpowiedziałam niepewnie unikając jego spojrzenia.
Wzrok wlepiłam w swoje kolana.
- Mów.
Przełknęłam głośno ślinę. Całe dwa dni myślałam jak mu o wszystkim powiedzieć. Czułam, że muszę opowiedzieć mu o tym jak się czuję, co o tym wszystkim myślę i zapytać go o to samo. Sama nie wiedziałam dlaczego, wydawało mi się, że jestem winna. Namieszałam, ale nie sądziłam, że potraktuje mnie tak obcesowo.
Nie miałam pojęcia od czego zacząć, a ta gęsta atmosfera między nami zaczynała mnie ponaglać. Dłonie mi się pociły, już zaczynałam wierzyć, że popełniam błąd.
- Nie potrafię cię zrozumieć - wyznałam - Chcę wiedzieć na czym stoję. Posłuchaj mnie, bardzo się starałam tu odnaleźć, ale żaden z was nie chce wejść w moją sytuację. Widzę to teraz dużo wyraźniej. Stoicie obok, czasem próbowaliście mnie pocieszyć, ale to tylko mnie dołowało.
Milczał, a ja musiałam poukładać sobie w głowie kolejną wypowiedź.
- Jeśli ci o wszystkim powiem będzie mi łatwiej - szepnęłam - Pamiętasz, kiedy znalazłeś mnie zapłakaną w ogrodzie? Ten pocałunek... - przerwałam na kilka chwil - Z początku nie był dla mnie niczym szczególnym, nic nie znaczył, ale im więcej czasu z tobą spędzałam tym coraz bardziej się zbliżałam. Później poznałam Summithę, a ty się odwróciłeś. Artan pojawił się w najbardziej odpowiednim dla tej sytuacji czasie. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo mi pomógł. Poczułam się kimś wyjątkowym... Ty nie wiesz jak to jest, ale ja zawsze żyłam w cieniu, gdzieś na uboczu. Nikt nie traktował mnie tak jak on tutaj, to mnie przyciągało. Sahib musisz wiedzieć, że nie jesteś mi obojętny i źle mi, kiedy się odwracasz. Możesz to odebrać w różny sposób, ale wiesz jak się czułam, gdy dałeś mi wyraźnie do zrozumienia wtedy przy Chrisie, że widziałeś mnie z Artanem tamtej nocy w ogrodzie?
- Po co to wszystko? - spytał neutralnie, jakby nic z moich słów do niego nie trafiało - Ośmieszasz się. Próbujesz mi wcisnąć kim to dla ciebie nie jestem, a za chwilę wyjdziesz stąd, lepiąc się do niego i lądując w jednym łóżku? Próbujesz mnie upokorzyć?
- Skąd!
- Więc po co to robisz?
- Nawet nie wiesz jak denerwowałam się, kiedy zobaczyłam jak nieprzytomny leżysz na dywanie w salonie. Od razu przed oczami stanęła mi mama - postanowiłam lekceważyć jego wtrącenia, musiałam się wygadać - Miałam sześć lat, kiedy zginęła, ale to na pewno wiesz. Zawsze się o to obwiniam, gdybym tak nie naciskała na te zajęcia... - przymknęłam oczy, bo czułam, że jeśli tego nie zrobię łzy spłyną mi po policzkach - Dlatego jestem tak bardzo wyczulona na podobne sytuacje. Rozumiesz o co mi chodzi? W jednej chwili wiedziałam już, że stałeś się dla mnie kimś bliskim. Nie wiem jak to wytłumaczyć, nawet nie wiem jak się z tym czuje. Pogubiłam się w tym wszystkim, jestem rozdarta.
Zaśmiał się.
- Skoro rozdarciem nazywasz kłamstwa i intrygę to jak najbardziej się zgodzę. Przestań się tu poniżać, wiem wszystko. Wiem, że zatailiście przede mną fakty o moim ojcu, o matce i tych śmiesznych planach jakie Artan poukładał sobie w głowie. Wiem też, że dla każdego z nas jesteś całkiem inna. Oddajesz mu się, żeby wkraść się w łaski, nawet nie zdajesz sobie sprawy jak on to wykorzystuje. Naprawdę sądzisz, że jest zainteresowany twoim losem? Naprawdę myślisz, że znaczysz dla niego coś więcej niż kolejne zyski, które owocują na jego koncie?
- Sahib...
- Wyjdź, niepotrzebnie tu przyszłaś. Nie chcę więcej widzieć cie w swoim życiu, wystarczająco namieszałaś. 
- O czym ty... - zszokowana starałam się dowiedzieć o co mu chodzi. 
- Im szybciej zdechnę, tym prędzej twój plan wejdzie w życie, ale mimo to jestem ponad tobą, powinnaś to zapamiętać.






Do jasnej cholery, gdzie jest ta apteczka?! Jeszcze niedawno... Jest.
Zawsze wiedziałam, że nie jest to najlepszym pomysłem, ale brak obecności Artana i Marthy równocześnie pierwszy raz od siedmiu dni mnie kusił. Wyjęłam wszystko na ladę i obejrzałam dokładnie z bliska. Były tylko dwa opakowania z jakimiś tabletkami, jednak jeden z nich był chyba czymś w rodzaju zwykłego rutinoscorbinu, wzmacniającego odporność i dostarczającego kilku ważnych witamin.
Otworzyłam pudełka i chwilę zastanawiałam się, które pigułki wyglądają ładniej. Byłam już trochę wstawiona, znalazłam barek i wyjęłam jedno otwarte wino. Zawsze miałam słabą głowę.
Kręciło mi się w głowie i zdecydowałam się na niewielkie, zielonkawe kółeczka.
Wzięłam dwie do ręki i śmiejąc się do samej siebie połknęłam je bardzo szybko. Nie miałam pojęcia ile lekoman powinien wziąć tego świństwa, żeby poczuć jakąkolwiek ulgę, ale wolałam robić to stopniowo.
Znalazłam jeden z programów muzycznych i podgłośniłam telewizor tak, że byłam pewna nerwów sąsiadów.
Zdjęłam z siebie sukienkę i odrzuciłam ją za kanapę razem z wysokimi butami. Rozpuściłam włosy i lekko podtapirowałam, ruszyłam wgłąb pomieszczenia czując jak całe moje ciało wczuwa się w lecącą w tle muzykę.
Później cisza.




________________________
Krótko, wiem wieeeeeeem, ale ten tydzień i następny to okropieństwo! Na szczęście mam ferie w pierwszym terminie to się zrekompensuję, bo cały pierwszy tydzień jestem w domu ;), a w drugim i tak będę mieć dostęp do internetu także... :)
Przepraszam za tych bohaterów! Ale zrozumcie... Ja teraz nie mam na nich czasu, ale obiecuję, obiecuję, że niedługo coś się pojawi! Dam od razu dwóch!
Następny jakoś we wtorek.

czwartek, 3 stycznia 2013

25: Strach kryje się wyjątkowo głęboko.

Nie potrafiłam rozgryźć co takiego było w tym mężczyźnie. Był czternaście lat ode mnie starszy, może właśnie to jest przyczyną. Wychowałam się bez ojca, zawsze brakowało mi ciepłego spojrzenia kogoś kto mógłby nim zostać. W tym  przypadku jednak Artan był na to zdecydowanie za młody, ale... idealny do tej roli. Dlaczego więc szukałam w nim kogoś więcej niż członka rodziny czy przyjaciela? To było jeszcze większą zagadką, ale coś mnie do niego ciągnęło. Imponowała mi jego dojrzałość.
Pozwoliłam mu się objąć i przez chwilę zastanowiłam się, czy rozmawiał o tym z Sahibem. O całej tej sytuacji, o tym jak oboje czują się, odkąd tutaj mieszkam, jak będzie wyglądała przyszłość...
Nawet się nie zorientowałam kiedy znów jego usta dotykały moich, a jedna z męskich dłoni leżała wysoko na moim udzie. Wsunęłam swoją w jego włosy i przysunęłam się całkiem.
Tak będzie mi lepiej.
Rozpięłam sama zamek krótkiej sukienki. Chciałam mieć to jak najszybciej za sobą, miałam wrażenie, że to tak wiele ułatwi... Że w końcu coś zrozumiem.
Trochę bałam się go dotknąć w taki sposób. Czekałam więc cierpliwie aż sam zrozumie o co mi chodzi. Mężczyzna jednak miał własny plan. Powoli zsuwał ze mnie ubranie, śledząc wzrokiem prawą rękę, która wodziła wolno gdzieś po moim ciele.
Znów jakiś problem.
Coś na dole huknęło, coś jakby zleciało z lady. Odsunął mnie od siebie na dosłownie sekundę. Wytężyliśmy słuch, chcieliśmy zorientować się czy kto nie był przypadkiem kot Marthy, którym musiała się zajmować i czy są jakiekolwiek powody do zmartwień.
Później krótki, głośny, przeraźliwy krzyk.
Kobieta wołała Artana.
Spojrzał na mnie i momentalnie wybiegł z mojego pokoju. Włożyłam szybko i trochę niechlujnie leżącą na ziemi sukienkę. Wybiegłam za nim.
Prawie przewróciłam się na schodach, więc zdjęłam prędko buty i odrzuciłam je gdzieś na któryś stopień. To co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Martha coś niewyraźnie, bardzo zdenerwowana tłumaczyła do telefonu. Chodziła w kółko i żywo gestykulowała niemal krzycząc do słuchawki. Artan kucał na podłodze przy... Boże.
Sahib leżał płasko na dywanie, nieprzytomny i przeraźliwie blady. Mężczyzna coś szeptał, dotknął dłonią jego nadgarstka, wzrokiem pilnując sekundnika na swoim zegarku. Kiedy kobieta odłożyła wreszcie komórkę coś jej nakazał, ale z tego wywodu usłyszałam tylko jej imię.
Stałam jak wryta. Jedyne na co było mnie stać to zakrycie ust. Nie potrafiłam o niczym myśleć, po prostu stałam przytrzymując się poręczy schodów i patrzyłam na bezradnych domowników.
- Emma, poszukaj w tej szafce apteczki i wyjmij z niej... - poprosił i podniósł wzrok dosłownie na sekundę, a ja nie mogłam ruszyć się z miejsca - Weź głęboki oddech i zrób do jasnej cholery to co mówię! - krzyknął.
Ten wrzask mnie powalił. Od razu dostałam jakiejś siły i poleciałam do wskazanych szuflad za ladą. Nie mogłam jednak powstrzymać się od obarczania leżącego bezwładnie chłopaka przestraszonym spojrzeniem. Czy on...?
- Co z niej wyjąć?! - mówiłam spanikowana, wyrzucając z niej wszystko po kolei.
- Niebieskie opakowanie. - to już wyraził spokojniej.
Zauważyłam, że teraz jego ręka dotykała szyi Sahiba. Pospieszyłam się.
Podałam mu opakowanie i przyklęknęłam tuż obok.
Kiedy zobaczyłam z bliska wyraz jego twarzy łzy zaczęły lecieć mi po policzkach strumieniami. Wyglądał zupełnie jak mama, kiedy...
Zmierzwiłam jego włosy, to głupie, ale za wszelką cenę chciałam sprawdzić czy jego skóra nie jest chłodna. Nie była, wręcz przeciwnie. Chyba miał gorączkę, albo ja dostawałam na głowę.
Martha ciągle gdzieś biegała, ale nie podniosłam głowy. Modliłam się w duchu, żeby otworzył oczy.
Ktoś szybko szarpnął klamką i kilku ludzi w czerwonych strojach wbiegło do salonu przenosząc chłopaka na nosze.








Poczułam jak ktoś delikatnie dotyka mojego ramienia. Podniosłam zmęczony wzrok i wzięłam od Artana papierowy kubek, który mi podawał. Kawa, jakie to typowe...
Byliśmy tu siedem godzin. Siedem! No sześć i pół... Pierwsze dwie były męczarnią, oboje byliśmy tak zdenerwowani, że nawet na siebie nie patrzyliśmy, kolejne dwie "dlaczego nikt się nie odzywa?!" teraz byliśmy w fazie cierpliwości.
Upiłam pierwszy łyk.
- Odwiozę cię - powiedział chyba po raz dwudziesty tego dnia.
- Nie chcę stąd wychodzić. Muszę wiedzieć czy wszystko z nim w porządku.
- Emma... - ten zwrot był nowością.
Do tej pory każda taka nasza rozmowa kończyła się na moim sprzeciwie, teraz wyraźnie chciał mi coś powiedzieć.
- Słucham - szepnęłam nie będąc pewną, czy nie popełniam błędy przerywając mu.
- Ja nawet nie wiem co mam ci powiedzieć - położył dłonie na policzkach i oparł łokcie na kolanach - Sahib na pewno ci nie powiedział, ale oboje znamy przyczynę tej sytuacji.
- Chciałam o to zapytać - przyznałam gapiąc się w kubek - te zastrzyki w apteczce, twoje opanowanie...
Ścisnęłam w dłoniach mocniej gorący napój. Byłam pewna czerwonych śladów, kiedy tylko odsunę ręce.
- Sahib jest chory, bardzo poważnie. - popatrzył na mnie - Żadnych więcej tajemnic, prawda? Zostałaś członkiem tej rodziny.
Milczałam, więc kontynuował.
- To wada wrodzona, operacja jest bardzo niebezpieczna stąd to zwlekanie, nie chciał się zgodzić. To co właśnie się stało jest skutkiem tego czekania... To się będzie powtarzać, musimy się na to przygotować. To nie będzie prosty czas.
- Co mu jest? - starałam się zachować spokój.
- Niedomykalność zastawki, stąd migotanie przedsionków.
Czym do cholery jest migotanie przedsionków?! Niech on mówi do mnie po ludzku!
- Czym grozi to migotanie? Długo to trwa? - dopytywałam, biorąc głębszy oddech.
Chwilę zastanawiał się, co ma mi odpowiedzieć. Oparł się na krześle.
- Niewydolnością serca.
- ŚMIERCIĄ?!





______________________
Jak nowy rok? :) Widzimy się w sobotę!

Wieczorem

Wieczorem nowość, jestem już w domu! :)