Z góry przepraszam, że taki pociachany, no ale musiał taki być :)
_____
Zupełnie straciłam rachubę. Jutro Wigilia?! Pierwszy raz nie cieszyłam się z własnych urodzin.
- Co z moją prośbą? - zapytałam, kiedy już wracaliśmy do samochodu.
Zaczynało świtać. Nie miałam pojęcia ile czasu tam byliśmy, ale tak naprawdę nawet nie chciałam się nad tym głębiej zastanawiać. Trzymałam w jednej ręce buty, drugą ściskałam dłoń Artana i patrzyłam pod nogi, żeby nie widzieć jego niezadowolonego wyrazu twarzy. Nie podobał mu się fakt, że chciałam go zobaczyć, ale po prostu czułam, że muszę to zrobić.
- Nie chcę, żebyś z nim rozmawiała. - odparł.
- Nigdy go nawet nie widziałam... - powiedziałam ciszej.
- Wsiadaj - otworzył przede mną drzwi, a ja zaczęłam obmyślać nowy plan jak przekonać go do mojego pomysłu.
- To zwykła ciekawość! - zapewniłam, kiedy usiadł obok - Chcę po prostu wiedzieć coś więcej oprócz jego imienia. Naprawdę nie zamierzam pałać do niego miłością po tym wszystkim.
- Tu nie chodzi o to co zaczniesz czuć. Wydaje mi się, że nic dobrego z takiego spotkania nie wyniknie. Jemu na tym nie zależy, powinnaś mi uwierzyć.
Sahib wrócił z wujem godzinę temu. Żadnego z nich jeszcze nie widziałam, ale dobrze wiedziałam, że czekają aż zejdę. Spojrzałam w lustro. Serce waliło mi jak młotem, bałam się jak chłopak przyjmie taki natłok informacji, ale skoro Artan zapewnił, że najlepiej wyznać mu wszystko od razu to ja także byłam do tego przekonana. Wydawało mi się, że sporej części zdążył się domyśleć, część też za bardzo nie wpłynie na niego i jego przyszłość, ale parę aspektów...
Spojrzałam ostatni raz na swoją prawą dłoń i wyszłam z pokoju.
Po schodach głupio uważałam, żeby nie zrobić hałasu. To dziecinne, ale chciałam wiedzieć o czym rozmawiają, coś podsłuchać. Poznać w jakim humorze jest Sahib i na co liczyć podczas tej zapewne gorącej konfrontacji. Wzięłam kilka głębszych wdechów i wkroczyłam pewnie do salonu.
Mężczyźni siedzieli naprzeciw siebie. Zajęłam miejsce obok Artana, uważając na dzielącą nas odległość. Wbiłam w niego wzrok.
- Osiemnaście lat kończysz za trzy dni - przypomniał chłopakowi - Więc chyba najwyższy czas porozmawiać o całej tej... Sytuacji.
Młodszy słuchał uważnie, marszcząc przy tym czoło, choć wyglądał na rozluźnionego. Nie spojrzał na mnie ani razu, co znaczyło, że dalej obwinia mnie o wszystko. Spuściłam wzrok na swoje kolana i denerwując się założyłam nogę na nogę i grzecznie położyłam splecione dłonie na udzie. Oddychałam nierówno, co chwilę myśląc o tym, żeby nie zapomnieć o wdechach i mruganiu. To była chyba jedna z najbardziej stresujących chwil w moim życiu. Tak, zdecydowanie.
- Jakiej sytuacji? - spytał, opierając łokieć o brzeg fotela. - Tak jak ustaliłeś wszystko z ojcem, za te cholerne trzy dni zaczynam się usamodzielniać.
- Pierwsza sprawa... - mówił Artan spokojnie - A raczej prośba. - poprawił się - Chcę, żebyś został w tym domu do czasu, dopóki nie zdecydujesz się na operację i dopóki nie poczujesz się po niej lepiej. Muszę mieć pewność.
- Co? - zaśmiał się ironicznie, widocznie z góry się nie zgadzając - Dobrze wiesz kiedy do tego dojdzie. Mam tu siedzieć kolejny rok albo dwa?! Przecież termin nie jest jasny i zdajesz sobie sprawę, że może się jeszcze bardziej przeciągnąć.
- Dlatego tu zostaniesz. - o dziwo nawet się nie zdenerwował - Jesteś mi to winny, nie zapominaj. Poza tym nie robię tego, żebyś dalej był ode mnie w jakimś stopniu zależny. Po prostu muszę mieć nad tym kontrolę. Jesteś zbyt impulsywny, żebym w tej kwestii ci zaufał. Nie pozwolę, żebyś sam się zniszczył.
Choć Artan o wszystkim mi opowiedział teraz jak tego słuchałam każde słowo było dla mnie zaskoczeniem. To te nerwy, ta niepewność...
- Do rzeczy - zarządził - Kiedy dostanę ten udział? To jedyne na czym mi teraz zależy.
- Sahib...
- O tamtym porozmawiam z tobą na osobności - zaznaczył wyraźnie ostatnie słowo, a mnie momentalnie zamurowało, jednak tylko na chwilę - Tak będzie najlepiej. Rozumiem wszystko co dotyczy Emmy, ale pewnych kwestii nie chcę przy niej poruszać. Więc możesz, proszę, przejść do sedna? - wyczekująco spojrzał na wuja, który już szykował się do obrony, ale prędko z niej zrezygnował. - Albo poprosić ją grzecznie, żeby wyszła.
- Powtarzam ci ostatni raz, że nie mówisz o byle kim. Zastanawiaj się dwa razy zanim coś takiego jeszcze raz powiesz. Traktuję cie poważnie, więc oczekuję tego samego. - odczekał chwilę - Sprawy się skomplikowały, dlatego mam ci do zaproponowania pewną ugodę.
- Ugodę?! - Sahib podciągnął się na swoim miejscu i nie ukrywał swojego niezrozumienia - Jaką ugodę? Co znowu jest nie tak? Artan, cholera, to była jedyna rzecz jaką...
- Nic nie stracisz. - przerwał mu - Ta firma dopiero co się rozwija, przygotowuje do otwarcia drugiej fili, to nie jest coś na czym zarobisz pieniądze o jakich rozmawialiśmy wcześniej. Dlatego jestem w stanie odstąpić ci połowę udziałów w pierwszej działalności ojca i oddać własną. Tą, na której dorobiłem się najwięcej.
- Chyba sobie żartujesz. - zaśmiał się znów, nie dowierzając - Myślisz, że zdołam poprowadzić coś tak wielkiego?! Tak z miejsca?!
- Masz na to czas, nie rzucę cię od razu na głęboką wodę. Sahib, skoro i tak zostaniesz tu w najbliższym czasie zajmiesz się działalnością, którą odziedziczyłem po twoim ojcu, a kiedy uznam, że jesteś gotowy dostaniesz... Moją własną. Ale musisz zdać sobie sprawę, jakie czekają cię poświęcenia. To nie szefowanie w jakimś zieleniaku, musisz być odpowiedzialny. Dowieść, że sobie poradzisz. Dobrze wiesz, że zyskasz w ten sposób więcej niż z początkującym przedsiębiorstwem, które tak bez przygotowania doprowadziłoby cię zapewne do upadku. Nie masz doświadczenia.
- Czemu nagle zacząłeś się tym tak przejmować, co? Jakoś wcześniej nic nie wspominałeś - sprowokował.
- Bo i tak miałem ci w tym pomóc.
- Jeśli się zgodzę, co z tamtym? Masz zamiar sobie ot tak z tego zrezygnować? - kiedy już myślałam, że mogę odetchnąć z ulgą, bo zauważyłam, że Sahibowi ta opcja dużo bardziej się podobała to musiał wyskoczyć z tym pytaniem. Poczułam jak robi mi się gorąco.
- Nikt nie będzie z tego rezygnował, to kilka dobrych lat starań twojego ojca.
- Więc co? - zapytał dobitnie.
- Ja podpiszę tę umowę.
I wtedy chłopak po raz pierwszy obrzucił mnie wrogim spojrzeniem.
- Nigdy nie miałam nawet fajerwerków - uśmiechnęła się blondynka, nie mogąc oderwać wzroku od świateł na czarnym niebie - Wygląda cudownie - skomentowała.
- Do niczego cię nie zmuszam, pamiętaj - powiedział cicho, na co niemal od razu odwróciła się z niezrozumieniem wymalowanym na opalonej twarzy.
Mężczyzna sięgnął za siebie, a ona uważnie obserwowała każdy jego ruch. Siedziała oparta bokiem, o jego klatkę piersiową, stopy chowając w ciepły piasek i poprawiając na sobie męską marynarkę, którą dostała, gdy temperatura zaczynała spadać.
Chwycił jej drobną dłoń, drugą ręką dotykając jej brody, przez co zmuszając ją, żeby spojrzała w czarne oczy. Położył coś niewielkiego, a kilka sekund później spojrzała w dół.
Otworzył złote pudełeczko, a jej oczom ukazał się srebrny, delikatny, piękny pierścionek, który po doznaniu całej euforii włożyła z lubością na serdeczny palec.
____________
Do zobaczenia w środę! :)
Mam pewien pomysł, mianowicie...
Po zakończeniu opowiadania nie chciałabym zostawiać Emmy i reszty bohaterów samym sobie. Jeszcze mi się spod kontroli wymkną :P. Myślałam nad stworzeniem nowej historii, jednak powiązanej z tą obecną, chociaż nie trzeba będzie znać tej żeby rozumieć tamtą, nadążacie? :) Jednak zmienię głównych bohaterów, paru dodam, ale... Emma, Artan i Sahib pozostaną nadal. Co o tym myślicie?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Archiwum bloga
-
▼
2013
(26)
-
▼
stycznia
(10)
- 31: Stabilizacja to coś czego najbardziej pożądam.
- 30: Sprawiasz, że staję się lepszą. To co dobre zo...
- 29: Nigdy nie jest za późno na walkę o własne szcz...
- 28: Ten ciąg chyba nigdy się nie przerwie.
- SPOZNIE SIE
- 27: Poczucie złego ruchu, jest dużo gorsze od najg...
- Trochę spóźnienia.
- 26: Mrok nadchodzi kiedy ktoś boleśnie rani.
- 25: Strach kryje się wyjątkowo głęboko.
- Wieczorem
-
▼
stycznia
(10)
Ach, za krótko! Ale przyznam, że na końcu trochę się wzruszyłam. I wiesz co? Ja czasami też tak mam, że głupio chodzę po cichu. Doskonale rozumiem Emmę i jej zachowanie. Stresująca sytuacja... Ja na jej miejscu bym zapomniała oddychać i bym się nagle udusiła. Śmieszne, nie? ^.- Co do nowego opowiadania... Jestem bardzo za. Za wszystkim, co napisałaś. :) Bo uwierz mi, ja również nie chcę się żegnać z Twoimi postaciami.
OdpowiedzUsuńCóż, nie bardzo zrozumiałam ten rozdział, zwłaszcza końcówkę, ale jedno wiem na pewno.
OdpowiedzUsuńMASZ NAPISAĆ KOLEEEJNEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!1
Tak, tak. To już koniec rozdziału. Ale, ale... Przed Tobą jeszcze całe opowiadanie. Mam nadzieję, że reszta spodoba Ci się tak samo. Może to tylko ja widzę zawsze jakieś błędy. Ale jako autorka, zawsze tak mam. ^-^''
OdpowiedzUsuń