Wiedziałam kto przyszedł, nawet nie musiałam się domyślać. Martha uśmiechnęła się gdzieś nad moim ramieniem i wyszła z powrotem do ogrodu. Zacisnęłam powieki i czekałam na jakąś jego reakcję. Wiedziałam, że nie powinnam się tak krępować, ale nie potrafiłam nad tym zapanować. Stałam tyłem do niego i liczyłam, że kobieta za moment do mnie wróci, zajmując go rozmową. Chciałam to wykorzystać i wpaść do swojego pokoju.
- Emma - powiedział spokojnie, a ja słyszałam jak podchodzi w moją stronę.
Obracałam się powoli, ze sztucznym uśmiechem przyklejonym do twarzy. Na pewno zauważył moje zmieszanie, bo zrobił jeszcze jeden krok i teraz dzieliło nas jakieś dziesięć centymetrów, a ja czułam jak spinają mi się wszystkie mięśnie.
Położył dłoń na mojej szyi i machinalnie uniosłam głowę, a mężczyzna pochylił się całując mnie naprawdę bardzo delikatnie.
Cały stres gdzieś zniknął. Stanęłam na palcach i oddałam drugi pocałunek równie niewinny. Położył dłoń na moim biodrze, a ja swoje na męskim karku.
- Znajdziesz dla mnie chwilę? - jakbym miała inne wyjście...
- Dopiero wstałam - przyznałam cicho - Muszę najpierw...
- W takim razie zaczekam - przerwał mi i dotykając ustami mojego czoła w końcu mnie puścił.
Weszłam szybko na górę.
Spieszyłam się jak rzadko kiedy. Sama nie wiedziałam dlaczego, bo nie miałam specjalnej ochoty schodzić do niego. Nie wiedziałam czego może chcieć, a ostatnim co byłabym w stanie teraz znieść była jakaś gorąca konfrontacja. Byłam zmęczona i nie czułam się najlepiej. Głowa w skroniach mi pulsowała, byłam całkiem nie do życia i czułam się jakby ktoś wyjął mnie własnie z pralki. Jedyne czego tak naprawdę chciałam to zatopić się w mojej miękkiej pościeli i po prostu zasnąć. Na resztę roku.
Tyle że nie miałam za bardzo możliwości sprzeciwu. Trochę jeszcze się bałam buntować przeciw zasadom albo prośbom, rozkazom, czy czymkolwiek, co do mnie docierało. Kiedy tylko skończyłam upinać włosy po prawej stronie głowy, a na całą lewą układać niesforne kosmyki spojrzałam w lustro po raz ostatni i szybko wyszłam z pokoju, żebym przypadkiem nie stchórzyła, co byłoby bardzo prawdopodobne. Jeśli codziennie będę chodzić w tak wysokich butach, ciekawe jak będą wyglądać moje łydki za dziesięć lat... Nie miałam na sobie makijażu z wyjątkiem małej warstwy tuszu do rzęs, a sukienka była na mnie troszkę za luźna. Idealny worek.
Zapukałam cicho do drzwi jego gabinetu, który był na tym samym piętrze, na którym mieściła się moja sypialnia. Cisza. Nacisnęłam delikatnie na klamkę i uchylając drzwi stwierdziłam, że nikogo w środku nie ma.
Trochę się zdziwiłam, bo to zazwyczaj jedyne miejsce, gdzie można było spotkać Artana jeśli w ogóle był w domu. Schodziłam powoli po schodach, zaglądając przez poręcz do salonu, ale tam również cisza.
Niestety.
Stanęłam przed drzwiami jego sypialni, a w kolanach nagle poczułam watę. Kto wiedział jak mogłaby się skończyć moja wizyta tam, ale prędzej czy później i tak by mnie to czekało. Weszłam, nie pukając.
Mężczyzna wyraźnie czegoś szukał, przeglądając najwyższą z szuflad komody. Odwrócił się niemal od razu, zamykając ją jedną ręką i robiąc krok w moją stronę.
- Usiądziesz? - spytał, spoglądając na kanapę tuż przy drzwiach, a kiedy już do niej podchodziłam odezwał się znowu - Chociaż mam lepszy pomysł. Podejdź. - wyciągnął dłoń w moją stronę i czekał aż się ruszę - Przecież nic ci nie zrobię! - uśmiechnął się, widząc moje zmieszanie.
Sama nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Wczoraj nie czułam przy nim żadnego skrępowania, a dzisiaj robię jakieś przedstawienie. Przeszłam prędko tych kilka kroków i podałam mu dłoń. Usiadł na łóżku, ciągnąc mnie za sobą tak, że opierałam się plecami o jego klatkę piersiową i brzuch, układając głowę gdzieś na jego prawej piersi. Położyliśmy się, a on chwycił między palce kosmyk moich włosów. Swoją drogą naprawdę sporo tutaj urosły. Spływały gdzieś do okolic środka kręgosłupa.
Było mi naprawdę wygodnie i dobrze się tak czułam. Obejmował mnie, a mi robiło się coraz cieplej.
- Chciałem wiedzieć jak się tu teraz czujesz - powiedział cicho jakby do mojego ucha - Minęło już trochę czasu.
- Przywykam - przyznałam szczerze, chcąc uniknąć tego tematu, ale on dalej mówił.
- Dajesz sobie radę? - naciskał.
- Muszę - wzruszyłam ramionami, co na pewno poczuł - Odnajduję się tu chyba. Nie masz się czym martwić, naprawdę. Czasem tylko... - urwałam, gryząc się w język.
- Czasem tylko... co?
Odetchnęłam ciężko i kładąc swoją dłoń na jego postanowiłam mówić.
- Zazwyczaj staram się tego nie robić - jaka byłam zadowolona, że nie był w stanie zobaczyć mojej miny - I właściwie rzadko kiedy już teraz tak mam. Po prostu wiesz... Czasami jak już leżę w łóżku wieczorem, albo kiedy dopiero się budzę, wyobrażam sobie co by było gdyby...
- I jak to wygląda? - ton jego głosu, o dziwo się nie zmienił, choć wydawało mi się, że będzie trochę zły.
- Nie wygląda - odpowiedziałam szybko - Jakoś nie potrafię sobie już tego jakoś no nie wiem... - szukałam słowa - Umiejscowić. Nie mam pojęcia jak wyglądałoby teraz moje życie w Kanadzie. Nie widzę się tam.
Za to dużo częściej przypominam sobie jak zabrałeś mnie na tę kolację. - kontynuowałam - Jak mimo mojego wrodzonego lęku wysokości nie bałam się patrzeć w dół kilkaset metrów nad ziemią. Albo teatr i tę sztukę, która trafiła w moje serce od razu, później te kwiaty na mojej pościeli, choć wspomniałam o nich tylko raz, żeby zabić tę ciszę między nami - uśmiechnęłam się do siebie - To było cudowne. Czułam, że komuś na mnie zależało, raczej nieczęsto mi się to wcześniej zdarzało, a tutaj... Tu jest całkiem inaczej.
- Inaczej?
- Nie dziwie się czemu Ameryka jest oddzielona ogromnym oceanem - zaśmiałam się - To są dwa zupełnie inne światy! Tam byłam taka zwyczajna, szara myszka, zawsze stałam z boku. Nie wyróżniałam się z tłumu, ot taka Emma Butler, trochę pływa, a poza tym całkiem dobra uczennica, która nie sprawia większych kłopotów. A tutaj... Wszystko mnie z początku przerażało, ale teraz jest dużo łatwiej. Tu cały czas czuję się wyjątkowa, wiem, że nie jestem obojętna, jestem nawet... pożądana. - tutaj trochę się zawstydziłam więc musiałam skończyć wywód.
- Znasz sprawę Sahiba. - przypomniał, a ze mnie opadły nagle wszystkie miłe emocje - Wiesz o całej umowie i o tym dlaczego cię tu ściągnęliśmy. - ton jego głosu był przeraźliwie poważny - Jutro wraca i czeka nas wszystkich poważna rozmowa - ostrzegł - Musimy skończyć te podchody. Wiem o wszystkich waszych wspólnych... - zamilkł na sekundę - momentach. Dlatego oczekuję jasnej odpowiedzi.
Podniosłam się, z uchylonymi ustami, siadając i odwracając się w końcu w jego stronę i lustrując jego kamienny wyraz twarzy.
- Ty chyba nie myślisz, że udaję? Że to wszystko jest grą? - zapytałam głośniej, ale odpowiedziała mi cisza.
_____________
Z góry was przepraszam za ten rozdział, ale nie jestem teraz w stanie napisać czegoś lepszego. Kolejny jakoś przed końcem tygodnia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Archiwum bloga
-
▼
2013
(26)
-
▼
stycznia
(10)
- 31: Stabilizacja to coś czego najbardziej pożądam.
- 30: Sprawiasz, że staję się lepszą. To co dobre zo...
- 29: Nigdy nie jest za późno na walkę o własne szcz...
- 28: Ten ciąg chyba nigdy się nie przerwie.
- SPOZNIE SIE
- 27: Poczucie złego ruchu, jest dużo gorsze od najg...
- Trochę spóźnienia.
- 26: Mrok nadchodzi kiedy ktoś boleśnie rani.
- 25: Strach kryje się wyjątkowo głęboko.
- Wieczorem
-
▼
stycznia
(10)
Hm... Szkoda, że tak krótko. Rano weszłam szybko na gadu, by coś sprawdzić, ale zobaczyłam nowy rozdział. ;) Więc zamiast uczyć się fizyki, wzięłam się za czytanie. Pytanie, które padło na końcu wzbudziło moją ciekawość. I coś mi się wydaje, że miejsce, w którym leżała Emma jest dużo wygodniejsze od kanapy. ^.- Rozdział fajny, tylko szkoda, że krótko. >.<
OdpowiedzUsuńPozdrawiam~!
Trochę byłam zacofana z rozdziałami, ale już to nadrobiłam :D
OdpowiedzUsuńFabuła mnie do przodu, na szczęście nie tracąc przy tym na tempie akcji ^-^
Czekam na coś dłuższego!
Przepraszam, że tak z opóźnieniem odpisuję, ale miałam mnóstwo na głowie. I nie mówię tu o spinkach ;)
OdpowiedzUsuńTak, Izaya to zdecydowanie osoba, którą można lubić. Szczególnie, że ma mnóstwo, durnych pomysłów. A niektóre nie są takie durne.