środa, 23 stycznia 2013

30: Sprawiasz, że staję się lepszą. To co dobre zostaje w moim wnętrzu.

Czekałam na niego prawie godzinę. Gdyby nie stres, który ciągle mi towarzyszył chyba bym się zanudziła, a tak przynajmniej do głowy co sekundę przychodziły mi nowe wizje tej rozmowy. Zdążyło się ściemnić. Kiedy w końcu otworzył drzwi wyraźnie zdziwiony moją wizytą, odłożył torbę na podłogę i ostrożnie zamknął za sobą. Siedziałam za biurkiem na jego wygodnym, skórzanym fotelu i założyłam nogę na nogę. Ostatnie, co mogłam zrobić to tworzyć nowe komplikacje.
Milczał i tylko się we mnie wpatrywał, więc wstałam w końcu z miejsca i stając obok splotłam ręce na brzuchu.
- Przyszłam ci powiedzieć, że nie spałam z tobą w celu osiągnięcia jakiś chorych planów. - powiedziałam spokojnie, zdążyłam już wszystko przećwiczyć w myślach - Nawet mi do głowy nie przyszło, żeby to jakoś wykorzystać.
- Rozumiem - odparł też spokojnie, podchodząc bliżej.
- Także w razie jakiś wątpliwości zamiast oskarżać mnie i psuć jeden z najlepszych dni w życiu lepiej zapytać. - nie wiedziałam skąd we mnie ta pewność siebie, ale postanowiłam jej użyć.
- W porządku - odpowiedział, uśmiechając się delikatnie, a ja zmarszczyłam czoło.
Nie ukrywałam, że przygotowałam się na awanturę, albo chociaż ostrą dyskusję, a nie takie proste przyznanie się do błędu. Patrzyłam uważnie, jak podchodzi pewnie do mnie i jak chwyta moją dłoń. Uniosłam wzrok, żeby spojrzeć w jego twarz, ale był teraz tak blisko, że nijak mi to nie wychodziło.
- Musisz gdzieś ze mną pojechać - szepnął, a ja miałam wrażenie jak moja szyja pokrywa się gęsią skórką.
Boże, pierwszy raz ktoś tak na mnie działał.
Położył drugą rękę w okolicach mojej talii, a ja oparłam się tyłkiem o biurko.
- Teraz? - zapytałam równie cicho - To chyba nie jest...
- Chodź - w sekundę odsunął się ciągnąc mnie za sobą w stronę wyjścia.
- Poczekaj! - poprosiłam trochę wystraszona - Naprawdę teraz? Dzisiaj? Już późno... - nie ukrywałam zdenerwowania - Poważnie wolałabym najpierw przejrzeć się chociaż w lustrze, poprawić makijaż albo się przebrać...
- Emma. - zatrzymał się i odwrócił, przyciągając mnie do siebie i delikatnie obejmując - Jest ciemno - zaśmiał się cicho wprost do mojego ucha.










Miałam jakieś kiepskie przeczucia. Siedziałam z nim w tym samochodzie i denerwowałam się za dwoje. Swoją drogą ten samochód to jakiś żart. Nawet bałam się w nim usiąść, żeby niczego nie pognieść ani nie pobrudzić. I chociaż Artan całą drogę coś mówił ja myślałam tylko dokąd w końcu jedziemy. Przyszedł nagle, przeprosił, a raczej przyznał się do złego i wywoził mnie Bóg wie gdzie.
Niby mu ufałam, niby się nie bałam, ale jednak kiedy zatrzymał wóz i otworzył przede mną drzwi czułam się jak pierwszego dnia. Starałam się to nieporadnie ukryć - chyba na marne.
Objął mnie i rozejrzałam się wkoło. Plaża.
Małe fale rozmywały brzeg. Zdjęłam wysokie buty i poczułam na stopach bardzo drobny piasek, delikatny i miękki i jakby od razu się rozluźniłam. Raczej perspektywa Artana topiącego mnie w morzu zupełnie do mnie nie przemawiała. Słońce już zaszło. Z daleka widziałam jakiś ogień i... Boże, to chyba nie było to, o czym myślałam...
Plaża była pusta, a im dalej szliśmy tym kształt ognia robił się wyraźniejszy. Dojrzałam stąd duży koc, coś jakby koszyk i wiaderko pełne lodu.
- Jak przepraszasz to z klasą - zaśmiałam się zajmując swoje miejsce - Jestem pod wrażeniem. Tylko... Gdzie są ludzie? - spytałam opierając się plecami o niego.
- Powiedzmy, że wybrali inną plażę - podał mi kieliszek.
Też wybrałabym inną, gdybyś mi za to płacił.
Upiłam łyk napoju.
- Sok?! - zaśmiałam się przyglądając kieliszkowi.
W takiej ciemności nie mogłam dojrzeć czy faktycznie nie widać bąbelków, ale naprawdę nastawiłam się na smak szampana.
- Za dużo ostatnio pijesz - stwierdził, a ja postanowiłam szybko zmienić temat.
Dotknęłam jego dłoni, która leżała na moim brzuchu i wpatrywałam się w nią kilka chwil, dopóki nie wziął głębszego oddechu, a ja nie mogłam dłużej bezczynnie patrzeć na morze.
- Martha mi opowiedziała, co dla niej zrobiłeś - powiedziałam cicho, wygodniej się na nim kładąc - Zaimponowało mi to.
- Każdy na moim miejscu zrobiłby to samo. Martha to dobra kobieta, to co zrobił mój brat nie było jej winą. Uznałem, że nie powinna za to płacić.
- Bardzo szlachetne - pochwaliłam - Nie wiem czy mnie byłoby na coś takiego stać. Chodzi mi o Sahiba, traktujesz go jak syna.
Chwilę milczał, a ja naprawdę chciałam poznać jego odpowiedź, co o tym myśli. Wziął głębszy oddech i w końcu się odezwał.
- To nie kwestia szlachetności. W takich chwilach nawet o sobie nie myślisz. Kiedy tam przyszedłem siedział skulony na podłodze i płakał, wołając matkę. Sahiba widziałem wtedy chyba czwarty czy piąty raz w życiu, ale nie wyobrażałem sobie, że mógłbym go tam zostawić. Z Marthą, która na pewno nie dałaby rady zapewnić mu dobrego życia.
- Właśnie o tym mówię - kontynuowałam - Dopiero co sam zacząłeś dorosłe życie, a tu... pełno komplikacji. Nie każdy by sobie z tym poradził.
- To zależy od podejścia. - wyjawił - Też nie miałem najlepszego dzieciństwa razem z bratem, dlatego tak bardzo wtedy odczuwałem sytuację tego gówniarza - tutaj się uśmiechnęłam - Do tej pory nie rozumiem jak mógł to zrobić. Fahad chyba sam nie zdawał sobie z tego sprawy.
- Mogłabym cię o coś poprosić? - spontanicznie przyszło mi coś do głowy i postanowiłam o tym powiedzieć. Nie odpowiadał - Chciałabym zobaczyć ojca. Nie chce się z nim spotykać w żadnym razie - od razu zastrzegłam - chcę po prostu zobaczyć jak wygląda. Nigdy nie miałam okazji...
- Nie wiem czy to dobry pomysł.
- Proszę - odwróciłam się do niego bokiem, a kiedy miałam zbliżyć twarz coś jakby huknęło od strony morza.
Od razu spojrzałam w tamtą stronę.
Na czarnym niebie pojawiły się jakby dziesiątki spadających gwiazd. Oczywiście widać było od razu, że były sztuczne, ale aż otworzyłam usta ze zdziwienia.
Mężczyzna objął mnie mocniej i szepnął.
- Wszystkiego najlepszego, Emmo.

4 komentarze:

  1. Dobra, nie mam słów (jak zawsze) żeby opisać ten rozdział, dlatego to piszę, żebyś wiedziała, że masz swoich wiernych czytelników.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo, na plaży tak romantycznie ^-^
    Nie będę mówić głośno, ale tak sobie myślę, że krótki ten rozdział ^-^""

    OdpowiedzUsuń
  3. Muh, skarbie, nie mogę napisać niczego nowego szybko. A jak już, sprawię, że Twoja ciekawość tylko się pogłębi. Poczekaj spokojnie, bo mam trochę roboty na następny tydzień. O.o Wspomniałam, że nienawidzę szkoły? >D
    To, co zrobił Artan było takie... Słodkie. Jejku, jejku. >.< A ty tak strasznie marudziłaś, że nie wyjdzie. Jak dla mnie, było super. Emmę zdążyłam już polubić, dlatego nie chcę żeby to był koniec opowiadania. A jak już, masz się szybko wziąć za coś nowego~!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń