to tylko taka proba, chce wiedziec czy ktos nadal jest zainteresowany
____
- Matko, co on robi po tej stronie ogrodu?! - przestraszyłam się, od razu zabierając z ramion Sahiba grubego, szarego persa.
Przytulając do siebie zwierzę, obrzuciłam chłopaka zaintrygowanym spojrzeniem. Wyraźnie rano mówił, że znika aż do wieczora...
- Trzeba coś z tym zrobić, a co jeśli kiedyś potrąci go któryś z was?! Albo ktokolwiek?! Zgubi się, łażąc po chodniku albo...
- Spokojnie! - podniósł głos, trochę się ze mnie śmiejąc - Żyje już tyle lat i jakoś przetrwał. Swoją drogą wierzysz, żeby to leniwe bydle odeszło od miski dalej niż na odległość kilkunastu metrów?
Odwróciłam się gwałtownie i poprawiając kota w swoich ramionach wróciłam na swoje miejsce. Położyłam się na boku, przyciągając go do siebie, a on rozciągnął się i przymknął oczy, pozwalając mi głaskać się po brzuchu i cicho przy tym mrucząc. Okryłam się kocem i sięgnęłam po lekturę, którą chwilę wcześniej musiałam porzucić. Sahib kręcił się gdzieś za mną, w kuchni i byłam pewna, że za moment sobie pójdzie. Jak zawsze. Zwierze zaczęło już spokojnie, miarowo oddychać.
- Czytasz? - spytał nagle.
I choć nie widziałam jego twarzy, wyraźnie wyczułam zaskoczenie. Nasze stosunki się ochłodziły w ciągu ostatnich kilku tygodni, a nasze rozmowy sprowadzały się do zwykłego "Cześć, co słychać?", krótkiej odpowiedzi i pożegnaniach. Nie byłam w stanie jednak zapomnieć tych wszystkich kłótni i awantur, tego jak mówił za dużo i nie przepraszał za błędy. A teraz? Jakby nic się nie stało?
- Bystry jesteś. - odburknęłam, nie odrywając wzroku od książki.
- Słaby dzień? - zaśmiał się, znów próbując utrzymać rozmowę, a kiedy nie odpowiedziałam dodał szybko - O co ci chodzi, hm?
- Dasz mi w końcu spokój? Miło, że masz ochotę na pogawędkę, ale jak widać jestem zajęta. - uniosłam książkę, ostentacyjnie mu ją pokazując, a dopiero chwilę później karcąc się w myślach, że gdyby tylko zobaczył jej tytuł...
- Uspokój się! - podniósł odrobinę głos - Staram się zakopać topór wojenny, a ty na mnie naskakujesz. Coś się stało? Kim jesteś i gdzie jest prawdziwa Emma?!
- Poważnie... - mruknęłam, bo zrobiło mi się głupio.
- Zjadłaś ją?! - przerwał mi, udając przerażonego i unosząc dłoń do otwartych ust.
- Sahib!
Mimo starań nie mogłam powstrzymać śmiechu. Trochę go to rozluźniło i sam uśmiechnął się szeroko, gapiąc się bezczelnie prosto na mnie. Nie przeszkadzało mi to, tylko zaciekawiło, co ma na celu, skoro tak się stara?
- Słuchaj... - zaczął niepewnie, wprowadzając sukcesywnie z każdym słowem coraz to większe napięcie - Mam do ciebie prośbę. Drobiazg. - zapewnił. - Chodzi o Galiję... Przyjechała wczoraj, w południe. Pogadała ze mną chwilę i zmyła się do siebie, nie wychodząc już z pokoju. Rano się minęliśmy i zdążyłem zauważyć, że chyba nie jest jej tu najlepiej. Nie wiem, może to początki, ale... Co? - zmarszczył brwi, widząc moją minę.
Starałam się nieporadnie ukryć, wkradający się na moje usta uśmiech.
- Ty się o nią martwisz?! - otworzyłam szerzej oczy, cicho się śmiejąc - No coś ty! Kto jeszcze niedawno mówił "jest prawie dorosła, da sobie radę", "co to ma być? Przytułek dla bezdomnych?" - próbowałam naśladować jego głos.
- Staram się zachowywać dorośle! Ty i Artan powinniście wstać i zacząć bić brawo.
Zrzuciłam prędko koc z pleców, na co kot zareagował pomrukiem niezadowolenia i zeskokiem z kanapy i stanęłam tuż obok, leniwie klaskając.
- Dobry początek. - pochwaliłam - Więc co wymyśliłeś?
Przytulając do siebie zwierzę, obrzuciłam chłopaka zaintrygowanym spojrzeniem. Wyraźnie rano mówił, że znika aż do wieczora...
- Trzeba coś z tym zrobić, a co jeśli kiedyś potrąci go któryś z was?! Albo ktokolwiek?! Zgubi się, łażąc po chodniku albo...
- Spokojnie! - podniósł głos, trochę się ze mnie śmiejąc - Żyje już tyle lat i jakoś przetrwał. Swoją drogą wierzysz, żeby to leniwe bydle odeszło od miski dalej niż na odległość kilkunastu metrów?
Odwróciłam się gwałtownie i poprawiając kota w swoich ramionach wróciłam na swoje miejsce. Położyłam się na boku, przyciągając go do siebie, a on rozciągnął się i przymknął oczy, pozwalając mi głaskać się po brzuchu i cicho przy tym mrucząc. Okryłam się kocem i sięgnęłam po lekturę, którą chwilę wcześniej musiałam porzucić. Sahib kręcił się gdzieś za mną, w kuchni i byłam pewna, że za moment sobie pójdzie. Jak zawsze. Zwierze zaczęło już spokojnie, miarowo oddychać.
- Czytasz? - spytał nagle.
I choć nie widziałam jego twarzy, wyraźnie wyczułam zaskoczenie. Nasze stosunki się ochłodziły w ciągu ostatnich kilku tygodni, a nasze rozmowy sprowadzały się do zwykłego "Cześć, co słychać?", krótkiej odpowiedzi i pożegnaniach. Nie byłam w stanie jednak zapomnieć tych wszystkich kłótni i awantur, tego jak mówił za dużo i nie przepraszał za błędy. A teraz? Jakby nic się nie stało?
- Bystry jesteś. - odburknęłam, nie odrywając wzroku od książki.
- Słaby dzień? - zaśmiał się, znów próbując utrzymać rozmowę, a kiedy nie odpowiedziałam dodał szybko - O co ci chodzi, hm?
- Dasz mi w końcu spokój? Miło, że masz ochotę na pogawędkę, ale jak widać jestem zajęta. - uniosłam książkę, ostentacyjnie mu ją pokazując, a dopiero chwilę później karcąc się w myślach, że gdyby tylko zobaczył jej tytuł...
- Uspokój się! - podniósł odrobinę głos - Staram się zakopać topór wojenny, a ty na mnie naskakujesz. Coś się stało? Kim jesteś i gdzie jest prawdziwa Emma?!
- Poważnie... - mruknęłam, bo zrobiło mi się głupio.
- Zjadłaś ją?! - przerwał mi, udając przerażonego i unosząc dłoń do otwartych ust.
- Sahib!
Mimo starań nie mogłam powstrzymać śmiechu. Trochę go to rozluźniło i sam uśmiechnął się szeroko, gapiąc się bezczelnie prosto na mnie. Nie przeszkadzało mi to, tylko zaciekawiło, co ma na celu, skoro tak się stara?
- Słuchaj... - zaczął niepewnie, wprowadzając sukcesywnie z każdym słowem coraz to większe napięcie - Mam do ciebie prośbę. Drobiazg. - zapewnił. - Chodzi o Galiję... Przyjechała wczoraj, w południe. Pogadała ze mną chwilę i zmyła się do siebie, nie wychodząc już z pokoju. Rano się minęliśmy i zdążyłem zauważyć, że chyba nie jest jej tu najlepiej. Nie wiem, może to początki, ale... Co? - zmarszczył brwi, widząc moją minę.
Starałam się nieporadnie ukryć, wkradający się na moje usta uśmiech.
- Ty się o nią martwisz?! - otworzyłam szerzej oczy, cicho się śmiejąc - No coś ty! Kto jeszcze niedawno mówił "jest prawie dorosła, da sobie radę", "co to ma być? Przytułek dla bezdomnych?" - próbowałam naśladować jego głos.
- Staram się zachowywać dorośle! Ty i Artan powinniście wstać i zacząć bić brawo.
Zrzuciłam prędko koc z pleców, na co kot zareagował pomrukiem niezadowolenia i zeskokiem z kanapy i stanęłam tuż obok, leniwie klaskając.
- Dobry początek. - pochwaliłam - Więc co wymyśliłeś?
- Nic konkretnego, ale... - wstał z miejsca, widząc podręcznik, który teraz spoczywał otwarty na podłodze i podnosząc go, omiótł go wzrokiem. Mina powoli mu rzedła.
Przygryzłam wargę z nerwów i obserwowałam z przerażeniem jego reakcję. Boże, Boże... Nie tak miał się o wszystkim dowiedzieć! Przeczesałam prędko dłonią włosy, kiedy znów spojrzał na przedmiot trzymany teraz w rękach.
Uniósł niemal czterystustronnicowy plik kartek i otwierając usta, chwycił łapczywie powietrze.
- Kiedy miałem się dowiedzieć? - zapytał ostro, a mi momentalnie pojawiła się wata w kolanach.
- Sahib... - zaczęłam łagodnie.
- Pytam KIEDY?! Jutro? Za miesiąc? Aż sam zauważę?!
- Nie krzycz... - poprosiłam, a on zaśmiał się cicho i ironicznie.
- Jadę po Galiję - burknął, rzucając "Poradnik przyszłych rodziców" tuż przed moje stopy.
Przygryzłam wargę z nerwów i obserwowałam z przerażeniem jego reakcję. Boże, Boże... Nie tak miał się o wszystkim dowiedzieć! Przeczesałam prędko dłonią włosy, kiedy znów spojrzał na przedmiot trzymany teraz w rękach.
Uniósł niemal czterystustronnicowy plik kartek i otwierając usta, chwycił łapczywie powietrze.
- Kiedy miałem się dowiedzieć? - zapytał ostro, a mi momentalnie pojawiła się wata w kolanach.
- Sahib... - zaczęłam łagodnie.
- Pytam KIEDY?! Jutro? Za miesiąc? Aż sam zauważę?!
- Nie krzycz... - poprosiłam, a on zaśmiał się cicho i ironicznie.
- Jadę po Galiję - burknął, rzucając "Poradnik przyszłych rodziców" tuż przed moje stopy.
Ojej~! Jak fajnie, że coś napisałaś. Szczerze Ci powiem, że stęskniłam się za Emmą. Coś zmieniłaś w swoim stylu pisania. Jest lepszy. To dobrze, że się doskonalisz. Pisałaś coś na boku, jak Cię nie było przez tak długo? Tak czy inaczej, nie spodziewałam się, że Sahib dowie się w taki sposób. Jestem zaskoczona. Myślałam, że usiądą na spokojnie i wszystko mu opowiedzą we dwójkę. A tu coś takiego. To tylko próba, ale bardzo mi się podobało. ^^''
OdpowiedzUsuńCóż, tym razem tu nie chodzi o przyjaciółkę. Powiem to tak: narobiłam sobie troszkę kłopotów, a mój były chłopak mi pomógł ich zrobić jeszcze więcej. Żeby nie było, to nic poważnego. Drobne potknięcia w życiu, ale jakoś mi przeszkadzają. Co prawda, większa część nieszczęść za mną. Chociaż wydaje mi się, że to nie będzie miało końca, jeżeli tego nie powstrzymam. Nie chcę żeby potem coś głupio wyszło przez drobny błąd. I to nie tak, że lubię, gdy wszystko jest perfekcyjnie. Może i lubię, ale tak nie będzie nigdy. ^.-
Jak już wspomniałam, to nic poważnego. Jednak, jeżeli chcesz. ^^'' Od razu mówię, że one są naprawdę drobne. Niektórzy pewnie zrobiliby z tego aferę, ale ja jakoś nie za bardzo lubię publiczne pranie brudów. Więc zacznę od tego, że chciałam go nieźle opierniczyć. Udało mi się, ale nie odniosło to żadnego skutku. Chociaż... Negatywny miało. Przyczepił się do mnie jeszcze bardziej i znowu jest nachalny. Znowu traktuje mnie tak, jakbym nic nie umiała. Czasami fajnie być traktowaną jak księżniczka, ale... Nie chcę przez niego i nie AŻ tak. Wydaje mi się, że on chce zrobić wszystko, żeby naprawić nasze kontakty. I właśnie przez coś takiego cały czas podstawiamy sobie nogi. On, bo chce mi potem pomóc, a ja, bo chcę żeby się odczepił. I chyba nic nam z tego nie wyjdzie dobrego... Przez niego nie układa mi się dobrze z ludźmi, bo chodzę poddenerwowana i potrafię powiedzieć coś, po czym nawet największy koks się wycofuje. Innymi słowy: denerwuje mnie. Przez niego większość rzeczy mi nie wychodzi i muszę odejść. Jak wszystko naprawię, wrócę. ^^''
OdpowiedzUsuńCóż, wydaje się, że nie ma nic prostszego. Bzdura. Jeżeli powiem mu coś takiego (wiem, bo już próbowałam), on się nie odwali. Ba! Przyczepi się do mnie jeszcze bardziej. Nie wiem już co mam robić. O.e
OdpowiedzUsuńPlanuję zrobić coś, po czym odechce mu się mnie nadal lubić. Mam nadzieję, że to podziała. Nie będę Ci mówić o co mi chodzi, bo może nie wyjść. Nie obraź się na mnie. ^^'' Mam już go po prostu dość i szukam dobrego sposobu. Ale każdy, o którym komuś powiem, przestaje działać. Wydaje mi się, że to właśnie przez to. A co u Ciebie?
OdpowiedzUsuńWięc Vega nadal czeka i wierzy w Ciebie i tak, nadal umiesz ;)
OdpowiedzUsuńKiedy jedziesz do Niemiec? Mam nadzieję, że i tak będziesz dla nas pisała czy coś. ^-^
OdpowiedzUsuńJa będę za Ciebie trzymać kciuki, żeby się wszystko udało. ^-^ A pisać jeszcze będziesz?
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że niedługo pojawi się to nowe 'coś'. Ja bardzo chętnie je przeczytam. Sama próbuję na boku wymyślić coś, z czym powrócę. Ale to naprawdę rzadko do tego wracam, bo narobiło mi się jeszcze więcej problemów. Tym razem z powodu przyjaciółki. W szkole idzie mi jakoś dobrze i bardzo się z tego cieszę. Uff, chociaż szkoła nie robi sobie ze mnie żartów.
OdpowiedzUsuńA o czym będziesz teraz pisać?
Tak. Tylko, że poukładałyśmy już wszystko, co rozwaliłyśmy wtedy. Dogadujemy się, ale nie mamy za bardzo czasu się spotykać. Jest tyle rzeczy, o których chciałabym jej powiedzieć. Nie bardzo mogę do niej zadzwonić, bo obie nie mamy na razie pieniędzy na koncie. Zresztą, to nie jest rozmowa na telefon/gadu/smsy. To jest coś, co chciałabym jej powiedzieć wprost. Chciałabym żeby mnie przytuliła wspierała tak, jak zawsze. Wiem, że ona mnie zrozumie. Nie chcę rozmawiać o tym z mamą, bo nie chcę jej za bardzo martwić. Normalnie mówię mamie o (prawie) wszystkim, ale teraz nie chcę jej martwić. Też ma trochę problemów i nie chcę jej dowalać swoich. A od czego ma się przyjaciół?
OdpowiedzUsuńA mi pisanie przestało sprawiać przyjemność... Ale! Trzymam za Ciebie kciuki.
Nie stało się nic poważnego. Chciałabym po prostu z nią porozmawiać. Opowiedzieć jej o tym, co mnie wkurza. Przy niej mogę spokojnie przeklinać, jeżeli jestem bardzo zła, a przy mamie to nie koniecznie. Nie przeklinam zawsze, ale jak się mocno wkurzę to mi się zdarza. Dużo bardziej wolę poprzeklinać niż mieć wrażenie, że się zaraz na kogoś rzucę. Tak czy inaczej... Potrzebuję jej. Ale teraz są święta i nie mamy się jak spotkać. Może we wtorek nam się uda, skoro to dzień wolny i nie ma żadnych świąt. Mam nadzieję, że będzie mogła. Rozumiesz mniej więcej co mam na myśli, no nie?
OdpowiedzUsuńWiem, że boli. Już kiedyś straciłam przyjaciółkę. Ale to nie było z mojej winy. Zdałam sobie z tego sprawę niedawno. Zawsze żałowałam, czułam się beznadziejnie, jak potwór. Teraz wiem, że nie mam czego żałować. Byłam dla niej za dobra, a ona po prostu nie umiała tego docenić.
OdpowiedzUsuńNie ma czego, tak w sumie. ^-^''
OdpowiedzUsuńHeh, to może trochę potrwać. Nie bardzo wiem z czym wrócę. Albo z czymś tragicznym (mam nawet pomysł dopracowany), albo z czymś smutnym (i tu też jest pomysł). Poza tym, jeszcze nie ogarnęłam wszystkich spraw. ^-^''
OdpowiedzUsuń