czwartek, 1 listopada 2012

5: Dlaczego mieszasz mi w głowie?


- Oh, Emmo tu jesteś... - odwróciłam się na dźwięk mojego imienia.
Właściwie to odwracam się za każdym razem, kiedy słyszę język angielski. To okropne. Miałam nadzieję, że to wszystko jest snem, niezwykle realnym, ale jednak snem. Że mam szansę obudzić się z tego nieszczęścia i wrócić do swojej bajki.
Artan przysiadł się do mnie. Ławka nawet nie zadrżała pod jego ciężarem, a był wysoki i dobrze zbudowany. Nie był gruby, taki typowy model w pisemkach dla czterdziestolatek.
- Chyba już czas, żebym wytłumaczył ci parę rzeczy – spojrzał uważnie na mnie i nie odrywał wzroku – Nie miałem wcześniej czasu, musiałem pozałatwiać kilka spraw. I przepraszam Cię za wczorajsze spotkanie. Nie uprzedziłem cię wcześniej, ale uważałem, że tak będzie lepiej. Spisałaś się, dziękuję.
Tutaj chwila ciszy, w której nijak nie mogłam nic wyczytać z jego twarzy, jakby zastygniętej w skupieniu.
- Twoja ciotka, Dianah Butler, z którą mieszkałaś utrzymywała cały czas kontakt z Twoim ojcem. Po śmierci twojej matki Dianah miała problemy finansowe i stąd... Powiedzmy to wszystko. – westchnął ciężko – Twoje życie w Kanadzie z dniem wyjazdu się zakończyło. Niedługo zaczniesz... - urwał nagle – W każdym razie, Emmo pora na duże zmiany. Od jutra zaczynasz naukę języka.
Patrzył na mnie jeszcze kilka sekund, a ja z otwartymi ustami nie mogłam nic powiedzieć. Zamurowało mnie...
Kiedy tylko odszedł wybuchłam płaczem. Nie mogłam się uspokoić. Szlochałam, łzy spływały po całej mojej twarzy, choć ciągle ścierałam je ręką. Było głośno. Choć siedziałam w głębi ogrodu byłam prawie pewna, że ktoś w domu na pewno mnie słyszy.
Moja ciotka zdradziła moją matkę. Jedyne osoby, jakie w życiu kochałam mnie zraniły. Mama skazała mnie na życie z Dianah, a ona sprzedała mnie razem w ojcem. A przecież...
- Emma?! - usłyszałam za sobą mimo płaczu.
Chciałam się uspokoić, ale to tylko pogłębiło moją rozpacz. Dalej łkałam przeraźliwie, jakbym wpadła w trans. Moja ciotka sprzedała własną chrześniaczkę!
- Emma! - zasłoniłam dłońmi twarz i pochyliłam się do przodu tak, że włosy spłynęły w dół.
Sekundę później poczułam czyjąś dłoń na moim udzie. - Emma, co się dzieje?! - ktoś ledwo dotykając mojej brody podniósł moją głowę.
Tylko nie to.- Zostaw mnie! - poprosiłam cicho, ale stanowczo.
Nie chciałam, żeby mnie dotykał, po tym co zaszło dwie noce temu. Czułam do niego wstręt, gdybym go wtedy nie odepchnęła Bóg jeden wie jak by się to skończyło! Jego intencje wtedy były jednoznaczne, gdybym wtedy straciła zimną krew dzisiaj byłabym już...
Zrzuciłam jego dłoń z kolana, ale on znów ją tam położył.
- Uspokój się. - szepnął klękając przede mną.
A kiedy zaczęłam płakać jeszcze bardziej momentalnie rozchylił moje nogi i przyciągnął do siebie tak mocno, że uderzyłam nosem w jego ramię. Ścisnął mnie zdecydowanie, ale z pewną delikatnością, co ogromnie mnie zdziwiło.
Nie odwzajemniłam tego. Po prostu płakałam dalej już z bezsilności.
Minęło chyba dobre dziesięć minut zanim z moich oczu przestały cieknąć słone łzy. Wtedy Sahib znów na mnie spojrzał i omiótł moją zaczerwienioną twarz jakimś dziwnym spojrzeniem. Odgarnął mi włosy z twarzy i dotknął ciepłymi wargami moich rozgrzanych płaczem ust.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz