czwartek, 1 listopada 2012

1: Łzy to dopiero marny początek.


Przebudziłam się. Było mi jakoś niewiarygodnie ciepło i przyjemnie. Miękki materac był idealny, aksamitne poduszki gładziły mój policzek.Mogłabym tak trwać w tej błogości jak w najpiękniejszym śnie.Przeciągnęłam się niechętnie i miałam już wrócić do snu kiedy poczułam, że coś jest nie tak. Moje łóżko nigdy nie było tak dopasowane do moich oczekiwań, poszwę miałam zawsze okropnie szorstką i… Gdzie ja właściwie byłam?Otworzyłam natychmiast oczy i rozejrzałam się wokół sennym nadal spojrzeniem i niemal od razu przeszedł mi po plecach dreszcz przerażenia. Co jest..?Wnętrze było rozmiarów naprawdę sporego salonu,tyle że była to właściwie sypialnia. Ogromne okna, przestrzeń,jasność… Morelowe ściany i ciemne, potężne meble. Pośrodku włochaty dywan i wielkie, wysokie łoże, na którym z niewiadomych przyczyn leżałam.Zeskoczyłam i podbiegłam do jednego z trzech monstrualnych okien. Właściwie to cała ściana była szklana nie licząc niewielkich odcinków zatynkowanych i idealnie pomalowanych wokół drzwi balkonowych.Słońce oświetliło ogromną posiadłość. Zielony ogród pełen… Moment… Wczoraj jeszcze stałam z Mike’em w stercie śniegu!Złapałam się bezwiednie za głowę i kiedy już miałam zabierać się stąd jak najszybciej usłyszałam czyjeś kroki zza mahoniowych drzwi, które dostrzegłam tuż za szafą.Oparłam się wystraszona o regał z toną książek.-Emmo – usłyszałam szept, kiedy tylko drzwi uchyliły się delikatnie i pojawił się w nich wysoki mężczyzna.Miałam tylko pół sekundy, by się mu przyjrzeć, bo chwilę później ruszył w moją stronę wolnym, pewnym krokiem. Zarejestrowałam krzaczaste, czarne brwi, zarost i ciemną karnację, którą podkreślał idealnie uszyty czarny garnitur z bordowym krawatem.Jego głos był paraliżujący, niezwykle męski i głęboki,doskonale wpasujący się w jego aurę. Był arabem.Zrobił kilka kolejnych kroków w moją stronę. Cofnęłam się automatycznie w tył. Nic nie czułam, to wszystko wydawało mi się tak strasznie irracjonalne, chciałam jedynie uciec. Przywarłam mocniej do ściany.
- Musisz mnie posłuchać – rzekł już dużo głośniej, wpatrując się we mnie bardzo intensywnie – Musisz zrozumieć pewne rzeczy. Jesteś teraz w zupełnie innym miejscu.I… – zamyślił się – I tutaj już pozostaniesz. Ten pokój to twoje miejsce. Nikt nie będzie wchodził tutaj bez twojego pozwolenia. Martha nawet w nim nie posprząta jeśli zażyczysz sobie całkowitej prywatności. Jestem tu po raz pierwszy i ostatni. Reszta domu jest do twojej dyspozycji z wyjątkiem dwóch pokoi, do których nie wchodzisz bez wyraźnego rozkazu, jasne? Robisz to co do ciebie należy i nie wychodzisz nigdzie poza te mury i ogród. Będziesz zresztą dopilnowana, żeby twoja noga nie przekroczyła granicy, czy wszystko jest dla ciebie zrozumiałe? – spojrzał na mnie wzrokiem,który nakazał mi potwierdzić.Poczułam jak nogi się pode mną uginają i jak mocniej chwytam się półek regału, żeby nie upaść. Stał teraz pół kroku przede mną…Wysoki, silny i zdecydowany. Wyraz jego twarzy nie zmieniał się,był jak z zimnego kamienia. Otworzyłam szerzej oczy i musiałam wziąć kilka głębszych oddechów. To był szok. Nie miałam pojęcia gdzie jestem, za wszelką cenę chciałam dowiedzieć się czegokolwiek! Gdzie jestem?! Jak się tu znalazłam?! Dlaczego ja?!Skąd to wszystko? Kim był ten mężczyzna, dlaczego byłam w jego domu, czemu do jasnej cholery nie mogłam się obudzić się z tego poronionego snu?!Nie,nie, nie, nie, nie, nie. To nie mogło być prawdą. Ja nie mogłam stać tutaj i patrzeć na niego. Nie, to było nierealne, takie rzeczy się nie zdarzają. Po co to byłam?! Nie, to na pewno jakaś pomyłka. Ktoś za chwilę mnie stąd zabierze, to będzie tylko głupi, bezmyślny żart. Za chwilę zza rogu wyjadą kamerzyści i…-Emmo? – znów usłyszałam ten ciężki akcent – Zejdziesz teraz zemną na dół? – wyciągnął dłoń w moją stronę, ale udawałam,że jej nie zauważyłam.Spojrzałam w bok i zatrzymałam tam wzrok na kilka sekund. Łzy dopiero teraz napłynęły mi do oczu i poczułam się strasznie zmęczona, ale bałam się ruszyć z miejsca. Nie mogłam pojąć co się tutaj działo! To wszystko mnie przerastało, o niczym nie wiedziałam, a on widocznie nie zamierzał wytłumaczyć mi o co w tym wszystkim chodzi. Boże…- Czekam na ciebie na parterze – powiedział i nagle odwrócił się, chwilę później zostawiając mnie całkiem samą.Drżącym krokiem podeszłam do łóżka i usiadłam na nim podkurczając kolana pod brodę. Kiwałam się powoli zanosząc już płaczem… Nie wycierałam policzków, nie chciałam się uspokajać. Musiałam stąd uciec.
Gdzieś za tym całym szkłem, gdzieś na zewnątrz pewne dźwięki mnie zainteresowały, ponownie wyrywając ze snu. Nawet nie zauważyłam kiedy po prostu zasnęłam. W rękach dalej kurczowo zaciskałam pościel, a twarz miałam ciężką, pewnie opuchniętą od ciągłego szlochania…
Wstałam.Podeszłam do okna i zobaczyłam młodą dziewczynę. Jej ciemnobrązowe włosy skakały wokół jej twarzy kiedy biegła,śmiejąc się przy tym tak głośno, że wszystko słyszałam. Coś wesoło krzyczała, ale nie zrozumiałam ani słowa, wydawało mi się, a raczej byłam pewna, że nie mówiła po angielsku…
Cofała się małymi kroczkami w stronę czegoś na kształt oczka wodnego, całkiem sporego, a okrążały je duże, szare kamienie idealnie poustawiane na odpowiednich miejscach. Tu w ogóle wydawało mi się jakoś zbyt doskonale. Pokój, w którym byłam wyglądał jak wyjęty z katalogu, ten mężczyzna, z którym rozmawiałam jak z jakiegoś tureckiego serialu, a ogród… Był ogromny, byłam pewna,że to co widzę to chyba nie jest całość… Całkiem z tyłu był basen, średni, ale za to z ciekawym kształtem półkola. Kolorowo od kwiatów, zielona, zdrowa trawa i… czy tam nie chadzał sobie kot?
Wróciłam wzrokiem do ciemnoskórej dziewczyny. Była na oko tylko trochę starsza ode mnie, może rok, może dwa…Uśmiechała się do chłopaka, który powoli do niej podchodził.Nie widziałam jego twarzy, tylko burzę czarnych włosów. Nie słyszałam też jego głosu, tylko coś co chwilę wykrzykującą roześmianym głosem szatynkę. Kiedy ją objął odwróciłam się i ruszyłam w stronę jednych z drzwi.
Jak się domyśliłam, te obok szafy prowadziły do łazienki, to stamtąd wyszedł ten facet na samym początku, później przeszedł przez te obok… Pociągnęłam za klamkę i… Zgadłam. Duża, biało-błękitna łazienka z ogromną wanną wolno stojącą na samym środku. Podeszłam do wielkiego lustra i przyjrzałam się swojemu odbiciu. Aż dziwne, że włosy nie były potargane, jedynie makijaż całkiem już zszedł i zostawił mały ślad pod lewym okiem. Pochyliłam się nad umywalką i opłukałam twarz zimną wodą, która przyjemnie orzeźwiała mi twarz…
Kiedy wyglądałam względnie normalnie wyszłam z powrotem do pokoju. Zobaczyłam na stoliku obok kanapy tacę pełną owoców, obok był mały stosik naleśników, miseczka dżemu, miód,pokrojone banany… Podeszłam do tego ostrożnie, chwilę zastanawiając się czy było to tutaj wcześniej. Kiedy doszłam do wniosku, że raczej nie, wzięłam szklankę soku pomarańczowego i wypiłam prawię całą za jednym razem. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak jestem głodna, ale wzięłam tylko kilka winogron i pokrojoną brzoskwinię.
- Emma? – usłyszałam głos jakiejś kobiety razem z pukaniem do drzwi – Emma, mogę ciebie prosić? -mówiła, ale tak naprawdę ledwo to zrozumiałam.
Coś kazało mi ruszyć się i otworzyć. Nie odezwałam się przy tym.
Była chwilę przed pięćdziesiątką – przynajmniej tak mi się wydawało. Miała proste, rude do ramion włosy, delikatnie pomalowane oczy i przyjemny wyraz twarzy.
- Emma, czy wszystko w porządku z tobą? – zapytała przejętym tonem, mierząc mnie uważnie wzrokiem, wzruszyłam ramionami – Chodź, kochanie –złapała mnie za rękę i wolno gdzieś poprowadziła.
Korytarz był szeroki, ciemny, oświetlony kilkoma lampkami, które poustawiane gdzieniegdzie dawały trochę światła. Nie było tu okien, z wyjątkiem jedynego, na samym tyle zaraz obok moich drzwi.
Zatrzymałyśmy się przed wejściem tuż obok schodów.Kobieta zapukała ostrożnie, ktoś coś odpowiedział i weszłyśmy.
Rozejrzałam się dokładnie po pomieszczeniu. Jego jasność tak bardzo kontrastowała z tym ponurym holem… Nie wiedziałam jaki kolor miały te ściany, bo jedna cała była ze szkła, a reszta zakryta wysokimi, zapełnionymi książkami regałami… A nade mną wisiał wielki telewizor. Czarne biurko przed ścianą okienną było tak potężne, że wyglądało jakby stało na tej podłodze na słowo honoru. Wydawało się tak ciężkie…
Siedział przy nim ten sam mężczyzna, który już ze mną rozmawiał. Wstał z miejsca gdy tylko weszłam i pokazał miejsce przed sobą. Usiadłam niepewnie.
Powiedział coś do tej kobiety, z którą przyszłam,a ona wyszła zatrzaskując za sobą cicho drzwi…
- Należą ci się wyjaśnienia – zaczął, ponownie siadając. Splótł dłonie opierając je na ladzie biurka i uważnie mi się przyglądał –Twój ojciec sam wybrał ten termin.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz