niedziela, 25 listopada 2012

15: Koniec z tajemnicami, przede mną prosta droga do nikąd.


- Co to jest? - spytałam Chrisa, patrząc wymownie na moją szklankę.
- Mojito. Powinno ci smakować. Limonka, mięta, trochę rumu. Słabe - zaśmiał się widząc moją zdziwioną minę.
Tak, zdarzało mi się pić wcześniej, ale były to bardzo małe ilości i zawsze piwo. Jakoś nigdy mnie specjalnie do tego nie ciągnęło, po prostu robiłam to dla towarzystwa. Wydawać się może też śmiesznym fakt, że nigdy nie miałam w ustach papierosa.
Tutaj w mojej obecnej sytuacji nawet lepiej, że dostałam coś mocniejszego. Byłam bardzo spięta i pociły mi się dłonie. Może faktycznie, jak trochę wypije minie mi ten wieczór szybciej. I szybciej znowu spotkam się z Artanem...
To nie było zakochanie, zdawałam sobie z tego sprawę, ale on był osobą przy której paradoksalnie czułam się bezpiecznie. Jeśli chodzi o Sahiba to wciąż pamiętałam jak się zachował na samym początku, kiedy spotkał mnie w nocy na dole. Wtedy bałam się najbardziej... Drżące ręce i przyspieszony oddech przy zamykaniu drzwi teraz wydawały się czasami odległymi, ale nie na tyle by o nich całkowicie zapomnieć. By o nich kiedykolwiek zapomnieć.
Co też zastanawiające... Teraz wcale nie myślałam o tym, że znów uderzy mu do głowy alkohol i mogę przeżyć powtórkę z tamtej sytuacji. Po prostu musiałam pić, żeby się wyluzować.
Wzięłam bardzo zimną szklankę w ręce i upiłam pierwszy łyk.
Musiała minąć sekunda, żebym poczuła smak, bo z początku zmroziło mi język. Wódki nie czułam tu wcale, bardziej jakbym piła gazowaną wodę cytrynową. Wzięłam kolejny łyk.
- Nasza księżniczka dzwoniła – odezwał się blondyn bardziej zwracając się do Sahiba – Będzie za godzinę. Podobno dopiero co skończyła pracę.
- Pracę? - zdziwiłam się.
- Summitha od pewnego czasu zaczęła bawić się w pozowanie. - mówił dalej obojętnie.
- Jest modelką? - nie wiedziałam dlaczego, ale poczułam lekkie uczucie zazdrości.
- Początkującą – uściślił arab, upijając trochę piwa ze swojego kufla – Za rok zaczyna studia.
- Znasz ją? - Chris znowu zwrócił się do mnie.
Przegryzłam dolną wargę, żeby stłumić uśmiech, który wchodził mi na usta. Od razu na myśl przyszedł mi ten moment, kiedy przechodziła sobie w ręczniku przez salon, a ja właśnie wracałam z kolacji z Artanem. Pamiętałam widok zdziwienia ich obojga i tej niezręcznej ciszy.
- Widziałam ją ze dwa razy – odparłam nie prawie nie odsuwając słomki w drinku od siebie.
- Nie masz czego żałować – w sekundę znalazł się tuż obok mojego ucha i śmiejąc się szepnął.
Odwzajemniłam uśmiech i ciągnęłam dalej ten trunek. Jak na razie nic się z moją głową nie działo, może dlatego, że za szybko piłam? Chciałam jak najprędzej się zrelaksować, bo w końcu po to Sahib mnie tutaj zabrał.
I nagle mnie olśniło...
Czy Artan wspominał mu coś o wczorajszym wieczorze? Wiedział co się wydarzyło? A może chciał to ukryć? Ten pocałunek... Sama nie wiedziałam dlaczego to zrobiłam i skąd ten nagły przypływ odwagi. Może to miało coś wspólnego z tym, że najzwyczajniej w świecie potrzebowałam teraz takiej bliskości. Coś cicho mi mówiło, że na tym jednym się nie skończy... Ale było mi dobrze. Czułam przez chwilę, że komuś na mnie naprawdę zależało. Poza tym mężczyzna cały czas dawał mi to do zrozumienia, umyślnie czy nie, ale właśnie dlatego coś do niego miałam.
To wszystko zwaliło mi się na głowę. Nagły wyjazd, osamotnienie, niewiedza... To była miła odmiana poczuć wokół siebie kogoś takiego, kto przytulał mnie wczoraj z pewnością siebie, ale też delikatnością. Nie mógł mnie w żaden sposób wtedy skrzywdzić...
- Emma? - usłyszałam z prawej – Jeszcze jednego?
Obróciłam się w stronę jasnowłosego i pokiwałam niepewnie głową. Nawet nie zauważyłam, że opróżniłam już całą szklankę, a na dnie pozostały resztki lodu i kilka listków mięty.
Wstał od razu z miejsca z szerokim uśmiechem i zaczepił kelnerkę, która akurat przechodziła. Spojrzałam na nich ukradkiem.
Chris miał coś w sobie.
Nie wiedziałam co to było, ale od razu go polubiłam. Był wesoły, miły i jak widziałam na obrazku przede mną potrafił rozmawiać z kobietami. Choć ta kelnerka nie była ode mnie dużo starsza bo jakieś dwa, trzy lata to patrzyła w niego jak w obrazek. Nie, to nie chodziło o wygląd, choć wyglądał całkiem nieźle. To to w jaki sposób mówił...
Wrócił do nas, a ja natychmiast wlepiłam wzrok w pusty kufel jednego z chłopaków i dopiero teraz zauważyłam, że musiałam pić najwolniej, chociaż dla mnie to tempo było zawrotne. No ale skoro jeszcze nic nie czułam, to mogłam zacząć się bawić... Tak na dobre. W końcu byłam w miejscu, a nawet w kraju, gdzie wcześniej jeszcze nikt mnie nie widział...
Uśmiechnęłam się do siebie na tę myśl.
Dziewczyna położyła na stoliku tacę. Podała nam na środek trzy niewielkie kieliszki z czymś niebieskim, zbierając puste naczynia. Chris coś jeszcze jej powiedział, a ona pokiwała twierdząco głową na znak, że zrozumiała.
Chłopak zabrał jeden kieliszek i położył specjalnie głośno przed Sahibem.
- Ogarnij się – nakazał mu – Psujesz nam imprezę.
Nic nie odpowiedział, tylko poprawił się na swoim miejscu i pochylił w naszą stronę.
- O co chodzi? - spytał ponownie widząc jak przyjaciel się zachowuje.
Mnie samą zaciekawiło o co może chodzić. Wpadł mi do głowy tylko jeden pomysł - mógł wiedzieć o moich stosunkach z jego wujem. Ale czy faktycznie przejąłby się tym aż tak bardzo? Nie... To chyba nie mogło być to.
- Pijemy? - odezwał się w końcu lekko zachrypniętym głosem.
Wzruszyłam ramionami i zrobiłam to co reszta. Wzięłam do ręki mój napój i wąchając go od razu cofnęłam głowę. No tutaj to czułam już wódkę... Dużo wódki.
- Nie oszukuj! - zaśmiał się Chris mierząc mnie wzrokiem jak krzywię się na ten widok.
Jakoś tak straciłam ochotę...
Spojrzałam na Sahiba, znów oparł się plecami o oparcie fotela i bez celu gapił się przed siebie, ale przed nim kieliszek stał pusty. Chris poganiał mnie wzrokiem więc w końcu biorąc głębszy oddech wzięłam to do ust.
Z trudem połknęłam to ohydztwo! Aż zacisnęłam powieki, bo dalej czułam wódkę w buzi i jej okropnie gorzki smak. Potupałam chwilę nogami odruchowo.
- Aż tak? - pytał blondyn – No nie przesadzaj...
- To okropne! Co to jest?! - uniosłam naczynie w górę, żeby się przyjrzeć kolorowej resztce na dnie.
- Tego nikt nie wie – usłyszałam szczery śmiech i sama nie mogłam się powstrzymać.



Czas leciał mi bardzo szybko. Kelnerka doniosła nam jeszcze ze trzy razy niebieskie coś o nazwie „Kamikaze”, a potem oznajmiłam, że potrzebuję przerwy. Teraz właściwie nie pił już nikt, ale obiecaliśmy sobie, że to dopiero początek. Summitha nadal się nie pojawiła, ale tak naprawdę nie miałam pojęcia, która jest godzina.
Chłopcy gadali sobie trochę przeze mnie. Tzn każdy był po mojej innej stronie i musieli się co chwilę nachylać, ale postanowiłam im to ułatwić i oparłam się plecami o kanapę robiąc im przy tym wystarczającą ilość miejsca nad moimi nogami.
Miałam ochotę tańczyć. Ta muzyka mnie do tego zachęcała, nawet jeśli była to zwyczajna, klubowa kupa. Obejrzałam się w prawo i zobaczyłam tę srebrną barierkę, postanowiłam do niej podejść, bo odkąd tu przyszliśmy siedziałam tylko na tyłku i trochę się nudziłam.
Musiałam naprawdę wysoko podnieść nogi, bo Sahib nie miał ochoty zrobić mi miejsca, a mało brakowało, żeby dostał ode mnie kopa w kolano. W sumie nie byłby to taki zły pomysł...
Podeszłam.
Wyjrzałam za nią i... Nie no, ja musiałam tam iść!
Widziałam z niej parkiet, ze trzy, a może nawet cztery razy więcej ludzi niż kiedy tutaj weszliśmy. Parkiet był prawie cały zapełniony, przy stolikach został tak naprawdę mało kto. Była tutaj spokojnie z setka ludzi.
Obróciłam się w stronę moich znajomych i zrobiłam kilka kroków. Chris robił mi miejsce, żebym wróciła na kanapę, ale zamiast tego stanęłam przed nimi, splatając ręce na brzuchu.
Spojrzeli na mnie i oboje unieśli brew do góry.
- Idziemy tańczyć? - uśmiechnęłam się, żeby jakoś ich zachęcić, ale byli raczej średnio tym zainteresowani.
- Emma... - zaczął Sahib.
- Ja pójdę – zaoferował się blondyn, kiedy na sekundę mina mi zrzedła, że nie chcą się ze mną bawić.
- Zostawimy go? - spytałam patrząc z wyrzutem na araba, a on już chyba nie wytrzymał i cicho się zaśmiał.
- Jak będę tęsknił to po was pójdę – obiecał.
Chris wstał i podając mi rękę poprowadził w stronę schodów. Musiałam trzymać się poręczy bo wcale by mnie nie zdziwiło jeśli sturlałabym się po nich i leżała na dole jak długa, bo trochę działo się w mojej głowie.
Przetańczyliśmy razem kilka piosenek, a ja nie przestawałam się śmiać. Nie wiedziałam czy spowodowane to było głupawką po kilku drinkach czy chłopakiem. Poczułam się przez chwilę jakby nic się nie wydarzyło, jakbym dalej była w Kanadzie i jakbym teraz tańczyła z najlepszym przyjacielem...
W międzyczasie trochę pogadaliśmy o wszystkim i niczym, głównie o Sahibie, bo innych tematów do rozmów raczej nie byliśmy w stanie znaleźć. Niczego konkretnego się nie dowiedziałam, jedynie zdążyłam wywnioskować, że blondyn nie za bardzo lubił Summithę. Podobno była okropnie zarozumiała i trochę się wywyższała, tego właśnie się spodziewałam...
Wróciliśmy w końcu, bo dopiero co zorientowaliśmy się, że nie było nas prawie godzinę i zapomnieliśmy, że nie przyszliśmy tu sami. Na górze czekała nas niespodzianka...
Sahib wcale nie siedział sam, jak się spodziewaliśmy. Na poręczy jakiego fotela opierała się tyłem do nas bardzo szczupła brunetka z długimi, kręconymi naturalnie włosami. Miała na sobie czarną, krótką sukienkę i wysokie buty.
Chris chrząknął znacząco i oboje obrócili się w naszą stronę, od razu wstając z miejsc.
Nagle poczułam się jak robak. Naprawdę.
Dziewczyna miała spokojnie ponad metr osiemdziesiąt w tych wysokich szpilkach, ale wciąż była odrobinę niższa od araba. Uśmiechnęła się jakoś sztucznie, a ja w sekundę wyobraziłam sobie jak muszę przy niej wyglądać. Zgrzana, czerwona na twarzy od tańca, grubsza choć zawsze uznawałam się za dość szczupłą i mała w tych płaskich butach, ale przewidywałam, że byłyśmy mniej więcej tego samego wzrostu.
- Emma, tak? To ty musisz być przyszłą... - urwała, bo Sahib mocniej ją do siebie przyciągnął, a ona momentalnie zaniemówiła.
Zmarszczyłam czoło.
- Przyszłą... co? - zapytałam podając jej nieobecnie dłoń.
Cała trójka spoważniała i... zamilkła.
- No słucham – powiedziałam jeszcze raz się po nich rozglądając.
Chris zasłonił usta kuflem czyjegoś piwa, Summitha głupio się na mnie patrzyła, a Sahib w ogóle mnie olał...
No nie... Teraz, w tej chwili musiałam dowiedzieć się wszystkiego! To wszystko zaszło za daleko, a ja miałam tą przewagę, że nie byłam do końca sobą. Mogłam więc zażądać odpowiedzi.
- Sahib – podeszłam do niego.
- Pogadajmy – odpowiedział, odchodząc od grupy.
Przeszliśmy przez ten drugi bar, i pociągnął mnie gdzieś całkiem na bok, gdzie muzyka trochę ucichła.
- Chyba najwyższy czas... - wymamrotał.
- Jak się tu znalazłam? - zapytałam ostro stając przed nim, splatając ręce na brzuchu i nie spuszczając z niego władczego spojrzenia.
- Artan dogadał się z twoim ojcem, przecież wiesz.
- Jak go znalazł?
- Sam się zgłosił – mówił całkiem normalnie, nie owijał w bawełnę, za co mu w duchu dziękowałam.
Typowy układ pytanie-odpowiedź. I tego się trzymaliśmy.
- Jak?
- Widział jak ze sobą rozmawialiście.
- KTO?! - wykrzyczałam z niedowierzania.
JA ROZMAWIAŁAM Z WŁASNYM OJCEM?!
- Nie pytaj mnie o to, nie znam szczegółów, ale z tego co wiem później się spotkali, jakieś trzy lata temu...
- Po co tutaj jestem? - postanowiłam nie pytać o resztę, teraz chciałam dowiedzieć się najważniejszego – Wrócę?
Odetchnął ciężko, ale odpowiedział.
- Małżeństwo cię do tego nie uprawni.





_________________

Rozdział wyszedł długi ;) Nawet się nie spodziewałam, ale bardzo fajnie mi się go pisało ;). Następny jakoś w środę, może nawet w czwartek. Trochę jestem zabiegana w tym tygodniu.
Miłego wieczoru.
(ale jestem ciekawa waszej reakcji!) haha
+ Widzicie zakładkę "Poznaj bohaterów" chciałabym coś w niej dać, ale nie mam pomysłu! Wymyśliłam jedynie, że co jakiś czas będę tam wstawiać jakąś scenę (nie związaną z opowiadaniem), ale taką, gdzie możecie trochę poznać daną postać. Co wy na to?

5 komentarzy:

  1. Super <3
    Nie do końca rozumiem, o co Ci chodzi z tymi scenami i postaciami xd Nie lepiej po prostu opisać w kilku zdaniach postacie, które się jak dotąd pojawiły i dodać ich zdjęcia? :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem za pomysłem dodawania krótkich scenek o postaciach! To tak na wstęp. :) A teraz co do rozdziału: jestem jak Emma, nigdy nie paliłam. I nie palę się do palenia ^-^. Uzgodniłam z moim kolegą, że to jest bez sensu i nigdy nie będziemy palić. Mam nadzieję, że oboje dotrzymamy tej obietnicy. Dalej: modelka, modelka... Zawód, o którym marzyła każda, mała dziewczynka, nie? Znaczy... Ja wolałam być wtedy policjantką xD. Rozdział długi, ale to nawet lepiej. Będę miała za czym tęsknić. Dopiero w środę albo czwartek? Wykończysz mnie tym czekaniem. xdd
    No, planuję dodać coś w poniedziałek po lekcjach. A jak mi się nie uda, we wtorek. Chyba, że zrobiłabym to przed lekcjami, a potem miała z głowy. ^-^''
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za wytłumaczenie :DDDDDD A to poznaj bohaterów super ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. I jak obiecałam, nowy rozdział u mnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak: mnie również naszła ochota na taki wyjazd. Jak słyszę słowo 'wycieczka', przypomina mi się moja wakacyjna wycieczka ze szkołą do Świdnicy. Przyznaję, że było to super świetne. ^-^
    Tutaj będzie bez pieniędzy i bez czekolady. Są za to wiśniowe cukierki i totalny brak kasy, który dokucza każdemu. ;)
    Przyznaje, że nie opierałam się na niczym, a skojarzeń co do Kevina nie miałam. Dopiero ty mi je uświadomiłaś i aż się uśmiechnęłam. ^-^''
    Pozdrawiam~!

    OdpowiedzUsuń