czwartek, 29 listopada 2012

16: Twoje słowa kosztują mnie więcej, niż najgorsza prawda.


- Moje małżeństwo? - zapytałam z nieukrywanym szokiem widocznym na twarzy – Chyba sobie żartujesz...
- Emma... - zaczął podchodząc krok bliżej.
Wystawiłam dłoń w jego stronę dając do zrozumienia, że nie powinien nic teraz mówić. Nie wiedziałam jakie słowa byłyby w stanie pocieszyć mnie w takiej sytuacji.
Muzyka nagle zaczęła mi przeszkadzać. Światła też. Przeszkadzali mi ludzie kręcący się wokół, wzrok znajomych, który nie odstępował mnie na krok. Nie mogłam do nich wrócić.
Przyłożyłam dłoń do czoła i odeszłam szybko w stronę toalety. Prawie biegłam, bo czułam już jak jedna z łez po raz kolejny spływa po moim policzku. Kiedy już powoli się przystosowywałam, kiedy stwierdziłam, że może być tylko lepiej on wychodzi z taką informacją...
Zamknęłam się w jednej z kabin i od razu wybuchnęłam płaczem. Nie głośno, ale intensywnie. Na tyle, że dłonie zaledwie po minucie miałam całkiem mokre.
- Emma?! - usłyszałam znajomy głos, ale nawet się tym nie przejęłam. Wiedziałam, że mnie znajdzie.
W końcu reszta była wolna, a drzwi w każdej były uchylone. No prawie w każdej...
Ciche pukanie.
Nic.
Znowu stuknął ręką w drzwi, mocniej.
- Emma, to nie jest do końca tak jak sobie to teraz wyobrażasz... - choć nie widziałam jego twarzy, wyobraziłam sobie jak opiera czoło o drzwi i nasłuchuje mojej odpowiedzi.
Ale milczałam.
- Chcesz wrócić do domu? - pytał znowu. - Odpowiedz.
Zaniosłam się szlochem jeszcze raz. Momentalnie zrobiło mi się zimno, choć temperatura wynosiła spokojnie koło trzydziestu. Tak bardzo teraz chciałam, żeby mnie zostawił...
Szarpnął za klamkę, ale nie dałam po sobie poznać, że mnie to ruszyło. Teraz naprawdę mało brakowało, żebym wyszła za drzwi, zwyzywała go na każdy możliwy i znany mi sposób po czym szukała rozwiązania jak stąd uciec.
Bo to był już mój koniec.
Bo choć przewidywałam, że cel mojego przyjazdu tutaj wiąże się z czymś takim, teraz kiedy już o tym wiem, uderza to we mnie ze zdwojoną siłą. Zdałam sobie sprawę, że przez cały ten czas nieświadomie się łudziłam, że może coś się zmieni, że może ktoś wsadzi mnie w samolot i odwiezie do domu po tych niezbyt udanych wakacjach...
Ale zamiast domu, czekał na mnie areszt. Do głowy natychmiast przyszły mi pierwsze słowa Artana przy rozmowie ze mną tego nieszczęsnego, pierwszego poranka... Nie wychodzisz nigdzie poza te mury i ogród. Będziesz zresztą dopilnowana, żeby twoja noga nie przekroczyła granicy.
Znowu płacz.
- Emma, wyjdź stamtąd. Wracamy... - poprosił już łagodniej, sekundę później znowu podnosząc głos.
Nie zrozumiałam co mówi, bo nie był to angielski, ale po głosach poznałam, że kłócił się z jakąś kobietą, która chwilę po tym trzasnęła drzwiami. Zmarszczyłam brwi nasłuchując co mówił, ale nie zrozumiałam nic poza wypowiadanym przez niego imieniem... Summitha.
To nie była zwykła wymiana zdań. Oni naprawdę się o coś spierali! Czy powinnam czuć się winna?
Kolejny męski głos. Naprawdę zaczęłam się zastanawiać, czy nie robię tutaj jako rozrywka. Byłam zdruzgotana, a tam za drzwiami moi znajomi żarli się jak kot z psem, prawdopodobnie o mnie...
I cisza.
Podniosłam głowę i wstałam z miejsca, opierając się plecami o zamknięte drzwi. Schowałam twarz w dłoniach.
- Emma... - tym razem nie słyszałam Sahiba... - Emma, otwórz drzwi, chcę cię zobaczyć... - poprosił stanowczo Chris.
- Ty też o wszystkim wiedziałeś?! - wykrzyknęłam z wyrzutem, odchodząc jednak i otwierając zamknięte wcześniej drzwi.
- Rano spojrzysz na to inaczej – powiedział czekając aż szarpnę za klamkę i otworzę przed nim drzwi.
- TY SIĘ SŁYSZYSZ?!
Ale nie zdążyłam nic więcej wydusić a i on przez moment milczał. Po prostu podszedł do mnie i przyciągnął do siebie mocno, jakby starał się mnie uspokoić. Bo robił to... Trochę nieudolnie, ale jednak.
Wcale mi to nie pomogło. Poczułam się jeszcze gorzej, jak ofiara. Jak po raz kolejny wykorzystana i jeszcze wzbudzałam litość...













- Czy ty sobie zdajesz sprawę, co by było gdybyś to wszystko wykrzyczała po angielsku?! - zdenerwował się arab, przeczesując nerwowo dłonią włosy i czekając na odpowiedź.
- Dowiedziałaby się prawdy! Całej prawdy! Po co to tak ukrywasz, co?!
- Nie chcę, żeby skończyła tak jak ty.

_____________________

Niedziela - następny. WYbaczcie, ale szkoła nie daje mi żyć!! :(((((((((((
Ale inaczej... Wolicie, żebym dodawała rzadko, ale dłuższe rozdziały, czy zostawiamy jak jest?

7 komentarzy:

  1. Jest świetnie tak jak jest... lubię ten dreszczyk oczekiwania, no wiesz... ;DD I serio, piszesz superowo... po prostu... nwm co powiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś mi się zrobiło z czcionką, ale to nie sprawiło, że przestałam czytać. Heh, czytałabym nawet gdyby to było białe tło i czarny tekst. Przyznaję szczerze, że ten rozdział wywołał we mnie różne emocje. Zrobiło mi się szkoda Emmy, gdy zaczęła płakać. Tak nie lubię czasami, gdy ktoś płacze... Ale też bym się zdziwiła, gdyby ktoś powiedział mi o moim małżeństwie. Zabawne, prawda? Niby tak wszyscy tego chcą, ale ja chyba jakoś nie. ;) A jakie masz problemy w szkole? Chodzi o naukę?
    Jak dla mnie, możesz często dodawać rozdziały, ale krótkie. Trzymasz nas wtedy w napięciu i przyznaję, że ja uwielbiam oczekiwać na nowy rozdział. A jeszcze lepiej jest, gdy wchodzę na bloga, a tam nowy rozdział. ;) Czekam na niedzielę, kochana~!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ohh, ja chcę już następny! <3
    ;c

    OdpowiedzUsuń
  4. Oo, a nie da się ogarnąć tej nauki? Ja mam straszny nawał na środę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rzadziej, ale długie, taaak! Jestem za!
    Świetny rozdział. Wydaje mi się, że jeszcze ci tego nie pisałam, ale naprawdę podoba mi się twój styl pisania ^-^ Naprawdę rzadko czytam opowiadania w pierwszej osobie, ale to mi się nad wyraz podoba :D
    I u nas nowy ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszam na nowy rozdział. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Naprawdę dużo rzeczy jeszcze się porobi. A całe to zamieszanie będzie wywołane przez jedną, nieznośną osobę. Zabawne jak wiele ktoś może narobić szkód, prawda? ;)
    Weny nigdy dość, z chęcią ją przyjmuję. I mogę Tobie też trochę dać. Ale Tobie potrzebny czas, nie? ^.-

    O, a skąd zmiana nicku?

    OdpowiedzUsuń