sobota, 10 listopada 2012

11: Wszystko wydaje się być trudniejsze, kiedy posiadasz uczucia. (część druga)

 Nie pozwoliłam znowu namieszać sobie w głowie. Już wystarczająco byłam zagubiona, a teraz kiedy już znalazłam rozwiązanie całej tej chorej sytuacji on chce mi ją skomplikować.
Odciągnęłam jego rękę od swojej twarzy i odwróciłam na chwilę wzrok. Chłopak tylko westchnął ciężko i też milczał.
 Oglądałam swoje paznokcie z udawaną ogromną uwagą, żeby tylko nie czuć się teraz głupio. Nie ruszał się z miejsca choć w myślach prosiłam go żeby już sobie poszedł. Podniosłam wzrok i powiedziałam, że powinnam wracać na górę. Jakoś mnie nie zdziwiło, że mi nie uwierzył...
 Kiedy tylko przekroczyłam próg usłyszałam głośne trzaśnięcie drzwiami i ktoś szybko wbiegł po schodach na górę. Odwróciłam się za siebie, ale Sahib dalej siedział na swoim miejscu, a Martha coś robiła w ogrodzie. Poczułam nagły przypływ odwagi i ruszyłam powoli na górę.
 Im wyżej wchodziłam tym bardziej się wahałam. Trochę się bałam wejść tak po prostu do gabinetu Artana i sprawdzać co się dzieje, ale coś w duchu podpowiadało mi, że MUSZĘ to zrobić, jeśli mój plan ma wyjść tak jak sobie to wymyśliłam. Kiedy już stanęłam przed odpowiednimi drzwiami wzięłam głębszy oddech. Dotknęłam klamki i szarpnęłam wchodząc niepewnie do środka.
 Mężczyzna siedział na kanapie z twarzą schowaną w dłoniach. Oczywiście podniósł się kiedy tylko usłyszał, że ktoś wszedł, ale chyba nie spodziewał się mnie tutaj. Miał minę zaskoczonego tylko na dosłownie kilka sekund, bo potem ruszył do biurka i udawał, że czegoś szuka.
- Emmo, nie mam teraz czasu - mówił zdenerwowany - Jestem zajęty, zaraz ktoś się tu pojawi.
- Coś się stało? - zapytałam cicho podziwiając się w myślach za odwagę, bo w końcu, delikatnie bo delikatnie, ale wyrzucił mnie z pokoju.
- Nic - odpowiedział szybko włączając komputer - Mam dużo pracy.
- Może uda mi się pomóc... - przerwałam, bo opadł ciężko na fotel.
Odwrócił się na nim bokiem do mnie i nie odezwał się już więcej. Pewnie czekał, aż sobie pójdę, ale ja zamiast tego zrobiłam kilka małych kroków opierając się bokiem o blat biurka. Spojrzał na mnie zmęczonym spojrzeniem, jakby wcale się nie zdziwił, że robię coś zupełnie innego niż mi każe, ale ja sama sobie ogromnie się dziwiłam, ale byłam wyjątkowo zdeterminowana. Rozejrzałam się wokół i przykuła mój wzrok rzucona na ziemię, czarna marynarka, a Artan właśnie szarpał jedną ręką supeł krawata poluźniając go w ten sposób i odpiął najwyższy guzik białej koszuli.
- Zmarł mój brat - powiedział o dziwo bardzo naturalnie - Ojciec Sahiba - dodał po chwili krępującej dla mnie ciszy.
- Przykro mi - nie wiedziałam, co miałam powiedzieć, dlatego postawiłam, na tekst, który był najbardziej powszechny. Teraz dzielił nas jakiś metr.
- Jak widzisz nie dasz rady mi pomóc, więc może lepiej jeśli sobie... - urwał, jak tylko pokonałam tę dzielącą nas odległość i położyłam dłoń na jego ramieniu.
Nie wiedziałam dlaczego wszystkie moje obawy tak najzwyczajniej w świecie na ten moment zniknęły. Nie bałam się, że zaraz zaciągnie mnie w jakieś krzaki, albo pod biurko, że zamknie mnie w pokoju i zabroni wychodzić, że wykorzysta niszcząc mnie zewnętrznie jak i duchowo. Zaufałam mu, choć intuicja nakazywała mi cały czas zachowywać dystans. Nie miałam pojęcia czemu się tak zaangażowałam. Naprawdę było mi go szkoda, tak samo jak trudno było mi dzisiaj odtrącać Sahiba, ja po prostu za bardzo w to wszystko weszłam - i dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę. I nie miałam pojęcia dlaczego. To mnie przerażało.
Dotknął swoją dłonią mojej i uspokajał oddech. Dobrze wiedziałam jak się czuł, ja też straciłam kogoś bardzo bliskiego, teraz wydawał mi się jakiś bliższy... Za nic w świecie nie powinnam tak myśleć!
- Jak to się stało? - dociekałam.
Chciałam mu pomóc, więc jako pierwsze co przyszło mi na myśl było to, żeby mi o wszystkim powiedział z doświadczenia wiedziałam, że to bardzo pomaga, kiedy ktoś dzieli się swoimi problemami.
- Nieważne - zbył mnie.
- Chciałabym wiedzieć... - powiedziałam cicho spoglądając na niego wymownie, a on w końcu podniósł wzrok.
Sparaliżowało mnie. Popatrzył na mnie z politowaniem, ale jakoś zrobiło mi się słabo. Nie wiem co miał w swoim spojrzeniu, ale... aż mnie zmroziło i doszłam do wniosku, że może faktycznie lepiej byłoby...
- Miał złośliwego raka wątroby - mówił spokojnie - Za późno go wykryto. Osierocił trójkę dzieci, a jego żona... - ucichł, bo zorientował się w końcu, że za dużo powiedział.
- Trójkę? - zmarszczyłam czoło, a on chyba spanikował, bo od razu przyjął bardziej przejęty wyraz twarzy i obrócił się całkiem w moją stronę, a ja oparłam się tyłkiem o blat biurka.
- Ta rozmowa musi zostać między nami, jasne? - pytał mierząc mnie wzrokiem - Nie chciałbym, żeby Sahib kiedykolwiek się o tym dowiedział. Ma swoją prawdę i będzie najlepiej jeśli tak już pozostanie.
Pokiwałam głową na znak, że się zgadzam.
Ze zmęczeniem podjechał do mnie na fotelu te trzydzieści centymetrów, które były między nami i opuścił na chwilę głowę, żebym pewnie dojrzała w nim jak najmniej emocji. Zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę to dopiero teraz, pierwszy raz widzę jak zachowuje się naturalnie. Fakt, że sytuacja temu nie sprzyjała, ale ta aura doskonałości i świadomość, że nic nie mogło go zaskoczyć - znikła na ten czas. Dopiero teraz zauważyłam, że był bardzo zamknięty w sobie, starał się stać z boku, patrzeć na wszystko biernie. Był podobny do mnie...
Gdy podniósł w końcu twarz i obrzucił mnie wzrokiem tylko na sekundę, zrozumiałam, że już nic więcej mi nie powie. Za to znów niezwykle delikatnie dotknął mojej prawej dłoni, która zwisała luźno wzdłuż mojego ciała i sunąc palcami do góry zatrzymał się na moim brzuchu chwilę później opierając o niego czoło.
To mnie zdziwiło i nie wiedziałam jak się zachować. Czułam na po bokach ud jego nogi i byłam pewna, że gdyby był troszeczkę bliżej czułabym też coś więcej. Skrępowała mnie ta bliskość, ale uniosłam rękę i pogładziłam go ostrożnie po włosach. Miałam wrażenie, że tylko czekał na jakiś mój ruch, bo dotknął moich kolan, minutę później będąc już prawie na biodrach. Już spodziewałam się jak może zakończyć się to spotkanie, ale przeszkodziło nam natarczywe pukanie do drzwi.
Niechętnie podniósł się z miejsca i zdejmując szybko całkiem krawat i podnosząc z podłogi marynarkę otworzył drzwi, szybko więc odsunęłam się pod okno.
Kolejny... - pomyślałam sobie.
Sahib wszedł w wyjątkowo złym humorze do środka i od razu zaczął się rzucać po tym swoim języku, chyba mnie nie zauważył. Artan coś mu odpowiedział i chłopak w końcu odwrócił się w moją stronę.
- Emma, wyjdziesz? Chcemy pogadać - powiedział podniesionym głosem.
- Może grzeczniej? - upomniał go mężczyzna - Nie zwracasz się do byle kogo.
- W porządku - wtrąciłam się już ich wymijając - Będę u siebie... - zadeklarowałam i wyszłam z tego pokoju.
- Możesz mi w końcu powiedzieć o co w tym wszystkim chodzi?!

______________________
Sprawy rodzinne, wybaczcie. Ale prawdopodobnie wszystko już się uspokoiło, więc problemu z notkami być już nie powinno. W każdym razie znowu przepraszam, za to, że tak krótko, ale wiem już dokładnie co zawrzeć w następnym, a nie chciałam tu tego wciskać bo by mi nie pasowało do całości ;)
Następny dodam we wtorek.
Miłego weekendu ;D

6 komentarzy:

  1. świetne ! :D czekam na wtorek <3


    vivet

    OdpowiedzUsuń
  2. Oo, jak miło. Wpadłam i nowy rozdział. ;) Powiem szczerze, że zrobiło mi się szkoda Emmy. Została źle potraktowana mimo, że chciała pomóc. Jestem ciekawa sytuacji na końcu. Też chciałabym dowiedzieć się o co chodzi. ^-^'' Mam nadzieję, że uda mi się doczekać do wtorku bez żadnych nerwów. Pozdrawiam gorąco~! Chyba, że wolisz chłodno, bo u Ciebie jest ciepło. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uuuuch, robi się coraz ciekawiej z każdym rozdziałem :D
    U nas nowa notka miała być dziś, ale, ech, lenistwo mnie dopadło ^-^" Pewnie będzie jutro, mam taką nadzieję ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ugh, miło mi słyszeć, że zawsze znajdziesz coś ciekawego ^-^'' A jak Ci idzie pisanie dalszego rozdziału?

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialne <3
    Ahh... Jak wyobrażam sobie Arthana, to... mm ^^
    Podoba mi się :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Początki są najgorsze, jak to mówią, nie?
    Em, tak całkiem... Dobrze. Pozostało mi poprawienie go i do opublikowania ^^ Do soboty powinnam się wyrobić. Zwłaszcza, że mam sporo nauki. A tak w świecie ogólnym, jak u Ciebie?

    OdpowiedzUsuń