- Nie musisz wchodzić ze mną na górę - oznajmiłam stając przed nim i wlepiając w niego zmęczony wzrok.
Było coś około pierwszej, może drugiej w nocy. Trochę się ochłodziło, choć miałam pewność, że nie zmarzłabym wcale, gdybym nawet musiała wracać z miasta na piechotę. Choć Sahib momentami pocierał ramiona mi było ciepło, pewnie dlatego, że Kanada nie słynie z najwyższych temperatur.
Byłam przeciwna temu, żeby prowadził Chris. Pił wcześniej, nie do końca wytrzeźwiał i musiałam się przyznać, że tylko czekałam aż złapie nas coś na kształt arabskiej policji.
Mi samej alkohol w głowie jeszcze szumiał. Nie kręciło mi się w głowie, ale bardzo lekko mi się szło, potrafiłam wyłączyć myślenie. Tak... Był dobrą ucieczką od problemów, kiedy jest się zamkniętym w złotej klatce, jak ja.
- Emma...
- Dobranoc - uniosłam kącik ust w jakimś nikłym uśmiechu, ale wcale go to nie usatysfakcjonowało.
Wbiegłam po schodach na górę, licząc na to, że nie odbije mu nic i nie zechce jednak ze mną porozmawiać. Zamknęłam za sobą cicho drzwi, bo nie miałam pewności czy Artan jest w domu, w gabinecie na moim piętrze czy w swojej sypialni na dole.
Podeszłam niewiele myśląc do szafy i otworzyłam jedną z szuflad na dole w celu wyszukania jakiejś sensownej piżamy, która jest piżamą, a nie strojem do domowego striptizu.
Ale otworzyłam nie tę szufladę...
Moim oczom ukazały się kostiumy kąpielowe. Mnóstwo. I te typowo sportowe i bikini. Uśmiechnęłam się do siebie, bo od razu na myśl przyszły mi te wszystkie treningi, na które uczęszczałam nieprzerwanie od sześciu lat...
Byłam tu miesiąc i codziennie z utęsknieniem patrzyłam na ten basen w ogrodzie, ale zawsze bałam się wejść do środka w biały dzień. Pokazywanie mojego ciała w domu dwóch, łasych na mnie facetów bynajmniej mnie nie zachęcało...
Było coś około pierwszej, może drugiej w nocy. Trochę się ochłodziło, choć miałam pewność, że nie zmarzłabym wcale, gdybym nawet musiała wracać z miasta na piechotę. Choć Sahib momentami pocierał ramiona mi było ciepło, pewnie dlatego, że Kanada nie słynie z najwyższych temperatur.
Byłam przeciwna temu, żeby prowadził Chris. Pił wcześniej, nie do końca wytrzeźwiał i musiałam się przyznać, że tylko czekałam aż złapie nas coś na kształt arabskiej policji.
Mi samej alkohol w głowie jeszcze szumiał. Nie kręciło mi się w głowie, ale bardzo lekko mi się szło, potrafiłam wyłączyć myślenie. Tak... Był dobrą ucieczką od problemów, kiedy jest się zamkniętym w złotej klatce, jak ja.
- Emma...
- Dobranoc - uniosłam kącik ust w jakimś nikłym uśmiechu, ale wcale go to nie usatysfakcjonowało.
Wbiegłam po schodach na górę, licząc na to, że nie odbije mu nic i nie zechce jednak ze mną porozmawiać. Zamknęłam za sobą cicho drzwi, bo nie miałam pewności czy Artan jest w domu, w gabinecie na moim piętrze czy w swojej sypialni na dole.
Podeszłam niewiele myśląc do szafy i otworzyłam jedną z szuflad na dole w celu wyszukania jakiejś sensownej piżamy, która jest piżamą, a nie strojem do domowego striptizu.
Ale otworzyłam nie tę szufladę...
Moim oczom ukazały się kostiumy kąpielowe. Mnóstwo. I te typowo sportowe i bikini. Uśmiechnęłam się do siebie, bo od razu na myśl przyszły mi te wszystkie treningi, na które uczęszczałam nieprzerwanie od sześciu lat...
Byłam tu miesiąc i codziennie z utęsknieniem patrzyłam na ten basen w ogrodzie, ale zawsze bałam się wejść do środka w biały dzień. Pokazywanie mojego ciała w domu dwóch, łasych na mnie facetów bynajmniej mnie nie zachęcało...
Tyle że... Była noc. Sam jej środek. Żadne z pomieszczeń, w których mógłby być Artan nie miało okien na tę stronę ogrodu, a Sahib pewnie spał jak zabity po imprezowaniu i takich emocjach. Martha jest w swoim domu...
Uśmiechnęłam się szerzej i szybko wzięłam pierwsze-lepsze bikini i prędko je włożyłam.
Zbiegłam boso po schodach, żeby nie narobić hałasu i żeby uniknąć jakichś niespodziewanych wizyt, zabrałam wielki ręcznik z komody obok bocznego wyjścia i sekundę później stałam tuż przy drabince.
Jak cudownie było znowu poczuć się sobą. Zmoczyć włosy i płynąc bez żadnych przeszkód tak po prostu przed siebie. Czuć jak ciało idealnie zgrywa się z wodą, jak jeden mój ruch wprawiał te maleńkie cząsteczki w ruch, którego oczekiwałam. Przerywanie tego oporu i gładkość na twarzy... To najlepiej zapamiętałam...
Chociaż trenowałam niemal bez przerwy, momentami pod ogromną presją, nigdy tego nie znienawidziłam. Zawsze denerwowałam się tylko do momentu zeskoku z podestu. Nigdy pod taflą...
Nie wiem ile czasu w nim spędziłam. Może dziesięć minut, może trzydzieści, może godzinę. Nie przerywałam, to było jak powrót do domu, do prawdziwego domu, gdzie czekała na mnie mama z rozwartymi ramionami, a wokół roztaczał się zapach świeżo upieczonego sernika. W rondlu gotowała się polewa czekoladowa, którą robiłyśmy na specjalne okazje. Mój pierwszy wygrany konkurs i moja pierwsza, wyczytana na głos książeczka...
Wynurzyłam się w końcu, żeby złapać oddech. odgarnęłam włosy do tyłu, tak by żaden nie przykleił się do mojej twarzy. Przesunęłam dłońmi po głowie, kładąc je na karku i odchylając głowę do tyłu. Zamknęłam oczy i uspokajałam bicie serca.
- Nie wypadłaś z wprawy, hm? - odwróciłam się od razu na dźwięk czyjegoś głosu.
Artan siedział jakieś dwa metry ode mnie, na trawie, ale nie wyglądał normalnie...
To zabawne, ale gdybym teraz zobaczyła go po raz pierwszy dałabym mu jakieś dwadzieścia dwa lata... Zawsze wyglądał na młodszego niż w rzeczywistości był, ale teraz aż musiałam się zastanowić czy rozmawiam z nim czy z Sahibem.
Dopiero teraz widziałam, że byli do siebie dosyć podobni. Pewnie miał wiele cech wspólnych z bratem, stąd to wszystko...
- Nie mogłam zasnąć - wytłumaczyłam się od razu stojąc nadal w miejscu, bo nie wiedziałam czy bezpieczniejszą opcją będzie stanie w wodzie dopóki sobie nie pójdzie, czy wyjście i błyskawiczne owinięcie się ręcznikiem, który leżał obok niego.
Miał na sobie coś w rodzaju dresowych spodni. I tylko to. Skłamałabym, jeśli powiedziałabym, że nie podobało mi się to co widzę... Był wysportowany, miał ładnie zaznaczone mięśnie na brzuchu i klatce piersiowej, choć nie do przesady. Musiałam go obudzić, bo jego włosy były potargane jak nigdy, a spojrzenie trochę zaspane, ale mimo tego uśmiechał się do mnie bez skrępowania.
- Nie przerywaj sobie - odezwał się, kiedy widział jak podchodzę do drabinki.
- Wystarczy mi na dzisiaj - oznajmiłam, chcąc jak najprędzej owinąć się ciasno ręcznikiem.
Przeszłam tych kilka kroków i schyliłam się po niego, zawiązując jego końce w okolicach piersi.
Teraz mógł na mnie patrzeć. Miałam odkryte jedynie ramiona i łydki, przeczesałam dłonią włosy.
- Porozmawiamy? - zaczął widząc chyba, że chce wrócić do siebie.
- W porządku... - odparłam niechętnie i usiadłam na miejsce tuż obok niego, które mi wskazywał.
- Jak minął wieczór?
- Intensywnie... - przyznałam, spuszczając na chwilę wzrok, nie chciałam zagłębiać się w ten temat, bo od razu na myśl przyszedł mi ten cały natłok nowych informacji - Dziękuje za kwiaty - przypomniał mi się ten malutki bukiecik, który czekał rano na mojej pościeli... - Zupełnie się nie spodziewałam, to było miłe - uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Nie masz za co mi dziękować - zaśmiał się cicho, nie opuszczając spojrzenia - Ale cieszę się, że tak to na ciebie podziałało.
Nic nie odpowiedziałam, tylko głupio się uśmiechałam, jak to miałam ostatnio w zwyczaju podczas niezręcznych sytuacji.
Wcale nie bałam się Artana. Nie myślałam o tym. Po prostu z nim rozmawiałam, a po tym pójdę na górę spać, żeby zapomnieć o całym tym wieczorze.
- Emma? Denerwujesz się? - poczułam jego palce na swoim lewym policzku.
Nie, proszę nie...
Znowu to robił. Wykorzystywał, że to na mnie działało. Byłam spragniona takich gestów. Nigdy nie miałam kogoś takiego, kto mógłby mnie traktować tak jak On...
Położyłam dłoń na jego, chcąc ją delikatnie odsunąć od swojej twarzy, ale nie pozwolił mi na to. Zbliżył usta do mojego czoła i muskając je delikatnie przysunął mnie bliżej siebie. Objął mnie drugą ręką, a ja w sekundę poczułam jego gorący oddech gdzieś obok ucha i od razu dostałam gęsiej skórki. Uderzyłam przypadkiem kolanem o jego udo, ale jakby w ogóle tego nie poczuł. Dotknęłam jego karku, a kiedy mnie pocałował, jego ręka zsunęła się na mój tyłek.
Podciągnął mnie tak, że usiadłam na jego nogach. Wciąż nie odrywając ode mnie ust złapał za związane ze sobą końce ręcznika, który moment później zsunął się po moich plecach gdzieś w dół. Jedna z jego dłoni błądziła po moim brzuchu, druga złapała za sznurek górnej części bikini rozwiązując słaby supeł.
Kiedy dotykał brodą mojej szyi, czułam jego kilkudniowy zarost, który okropnie mnie drapał i miałam wrażenie, że moje skóra w tych miejscach na długo pozostanie czerwona. Poprawiłam się na swoim miejscu, ale kiedy zorientowałam się, że mam na sobie tylko majtki od razu się zestresowałam i próbowałam całkowicie zasłonić, z drugiej jednak strony nie chciałam się od niego teraz odsunąć. Do głowy przyszło mi, że im szybciej będę miała to za sobą, tym szybciej się z tym pogodzę.
Przysunęłam się bliżej, tak że czułam na brzuchu jego klatkę piersiową. Nie chciałam, żeby mnie oglądał, to wydawało mi się okropnie krępujące.
Im szybciej do tego dojdzie tym lepiej.
Kiedy zszedł z pocałunkami niżej, położyłam dłonie na jego plecach i zamknęłam mocno powieki.
________
HEHEHEHEHEHE :D Ciekawa jestem waszej reakcji! :)
Następny już we wtorek!
Uśmiechnęłam się szerzej i szybko wzięłam pierwsze-lepsze bikini i prędko je włożyłam.
Zbiegłam boso po schodach, żeby nie narobić hałasu i żeby uniknąć jakichś niespodziewanych wizyt, zabrałam wielki ręcznik z komody obok bocznego wyjścia i sekundę później stałam tuż przy drabince.
Jak cudownie było znowu poczuć się sobą. Zmoczyć włosy i płynąc bez żadnych przeszkód tak po prostu przed siebie. Czuć jak ciało idealnie zgrywa się z wodą, jak jeden mój ruch wprawiał te maleńkie cząsteczki w ruch, którego oczekiwałam. Przerywanie tego oporu i gładkość na twarzy... To najlepiej zapamiętałam...
Chociaż trenowałam niemal bez przerwy, momentami pod ogromną presją, nigdy tego nie znienawidziłam. Zawsze denerwowałam się tylko do momentu zeskoku z podestu. Nigdy pod taflą...
Nie wiem ile czasu w nim spędziłam. Może dziesięć minut, może trzydzieści, może godzinę. Nie przerywałam, to było jak powrót do domu, do prawdziwego domu, gdzie czekała na mnie mama z rozwartymi ramionami, a wokół roztaczał się zapach świeżo upieczonego sernika. W rondlu gotowała się polewa czekoladowa, którą robiłyśmy na specjalne okazje. Mój pierwszy wygrany konkurs i moja pierwsza, wyczytana na głos książeczka...
Wynurzyłam się w końcu, żeby złapać oddech. odgarnęłam włosy do tyłu, tak by żaden nie przykleił się do mojej twarzy. Przesunęłam dłońmi po głowie, kładąc je na karku i odchylając głowę do tyłu. Zamknęłam oczy i uspokajałam bicie serca.
- Nie wypadłaś z wprawy, hm? - odwróciłam się od razu na dźwięk czyjegoś głosu.
Artan siedział jakieś dwa metry ode mnie, na trawie, ale nie wyglądał normalnie...
To zabawne, ale gdybym teraz zobaczyła go po raz pierwszy dałabym mu jakieś dwadzieścia dwa lata... Zawsze wyglądał na młodszego niż w rzeczywistości był, ale teraz aż musiałam się zastanowić czy rozmawiam z nim czy z Sahibem.
Dopiero teraz widziałam, że byli do siebie dosyć podobni. Pewnie miał wiele cech wspólnych z bratem, stąd to wszystko...
- Nie mogłam zasnąć - wytłumaczyłam się od razu stojąc nadal w miejscu, bo nie wiedziałam czy bezpieczniejszą opcją będzie stanie w wodzie dopóki sobie nie pójdzie, czy wyjście i błyskawiczne owinięcie się ręcznikiem, który leżał obok niego.
Miał na sobie coś w rodzaju dresowych spodni. I tylko to. Skłamałabym, jeśli powiedziałabym, że nie podobało mi się to co widzę... Był wysportowany, miał ładnie zaznaczone mięśnie na brzuchu i klatce piersiowej, choć nie do przesady. Musiałam go obudzić, bo jego włosy były potargane jak nigdy, a spojrzenie trochę zaspane, ale mimo tego uśmiechał się do mnie bez skrępowania.
- Nie przerywaj sobie - odezwał się, kiedy widział jak podchodzę do drabinki.
- Wystarczy mi na dzisiaj - oznajmiłam, chcąc jak najprędzej owinąć się ciasno ręcznikiem.
Przeszłam tych kilka kroków i schyliłam się po niego, zawiązując jego końce w okolicach piersi.
Teraz mógł na mnie patrzeć. Miałam odkryte jedynie ramiona i łydki, przeczesałam dłonią włosy.
- Porozmawiamy? - zaczął widząc chyba, że chce wrócić do siebie.
- W porządku... - odparłam niechętnie i usiadłam na miejsce tuż obok niego, które mi wskazywał.
- Jak minął wieczór?
- Intensywnie... - przyznałam, spuszczając na chwilę wzrok, nie chciałam zagłębiać się w ten temat, bo od razu na myśl przyszedł mi ten cały natłok nowych informacji - Dziękuje za kwiaty - przypomniał mi się ten malutki bukiecik, który czekał rano na mojej pościeli... - Zupełnie się nie spodziewałam, to było miłe - uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Nie masz za co mi dziękować - zaśmiał się cicho, nie opuszczając spojrzenia - Ale cieszę się, że tak to na ciebie podziałało.
Nic nie odpowiedziałam, tylko głupio się uśmiechałam, jak to miałam ostatnio w zwyczaju podczas niezręcznych sytuacji.
Wcale nie bałam się Artana. Nie myślałam o tym. Po prostu z nim rozmawiałam, a po tym pójdę na górę spać, żeby zapomnieć o całym tym wieczorze.
- Emma? Denerwujesz się? - poczułam jego palce na swoim lewym policzku.
Nie, proszę nie...
Znowu to robił. Wykorzystywał, że to na mnie działało. Byłam spragniona takich gestów. Nigdy nie miałam kogoś takiego, kto mógłby mnie traktować tak jak On...
Położyłam dłoń na jego, chcąc ją delikatnie odsunąć od swojej twarzy, ale nie pozwolił mi na to. Zbliżył usta do mojego czoła i muskając je delikatnie przysunął mnie bliżej siebie. Objął mnie drugą ręką, a ja w sekundę poczułam jego gorący oddech gdzieś obok ucha i od razu dostałam gęsiej skórki. Uderzyłam przypadkiem kolanem o jego udo, ale jakby w ogóle tego nie poczuł. Dotknęłam jego karku, a kiedy mnie pocałował, jego ręka zsunęła się na mój tyłek.
Podciągnął mnie tak, że usiadłam na jego nogach. Wciąż nie odrywając ode mnie ust złapał za związane ze sobą końce ręcznika, który moment później zsunął się po moich plecach gdzieś w dół. Jedna z jego dłoni błądziła po moim brzuchu, druga złapała za sznurek górnej części bikini rozwiązując słaby supeł.
Kiedy dotykał brodą mojej szyi, czułam jego kilkudniowy zarost, który okropnie mnie drapał i miałam wrażenie, że moje skóra w tych miejscach na długo pozostanie czerwona. Poprawiłam się na swoim miejscu, ale kiedy zorientowałam się, że mam na sobie tylko majtki od razu się zestresowałam i próbowałam całkowicie zasłonić, z drugiej jednak strony nie chciałam się od niego teraz odsunąć. Do głowy przyszło mi, że im szybciej będę miała to za sobą, tym szybciej się z tym pogodzę.
Przysunęłam się bliżej, tak że czułam na brzuchu jego klatkę piersiową. Nie chciałam, żeby mnie oglądał, to wydawało mi się okropnie krępujące.
Im szybciej do tego dojdzie tym lepiej.
Kiedy zszedł z pocałunkami niżej, położyłam dłonie na jego plecach i zamknęłam mocno powieki.
________
HEHEHEHEHEHE :D Ciekawa jestem waszej reakcji! :)
Następny już we wtorek!
"Już we wtorek"?
OdpowiedzUsuńChyba DOPIERO we wtorek!!!
Kobieto, rozwaliłaś mnie! Pisz szyyybciej!! ;DD
Hahahaha, mocne ;D
OdpowiedzUsuńCzekam na nn :*
No, powiedzmy sobie szczerze, że nie spodziewałam się tego. ;) Czytam sobie, czytam, a potem... Coś takiego na koniec. ^-^ Nie mogę doczekać się już następnego rozdziału. Tylko... Dlaczego napiszesz go dopiero we wtorek? >.< No, ale poczekam sobie. Mam nadzieję, że w szkole nie będzie mi się ciężko z tego powodu skupić. Dzisiaj jeszcze zostałam w domku, ale jutro już idę. I będę czekać wieczorem na rozdział. Mam nadzieję, że się nie zawiodę. ^.-
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cię serdecznie~! Życzę mnóstwo dobrej weny. ^-^
[SPAM] Nathaniel wraca z trasy z koncertowej i niedługo po tym dowiaduje się, że jest chory na raka i zostało mu niewiele czasu. Co może zrobić przez ten czas, ktoś, kto zrobił już wszystko w swoim życiu? Będzie je wspominać. Wszystkie dobre i złe rzeczy, które zrobił w swoim życiu. A Nathaniel narozrabiał trochę w nim. Ćpanie, chlanie, problemy w małżeństwie, wielokrotne otarcia o śmierć, ale to i tak jeszcze nie wszystko co zrobił. I gdy przemyśli to wszystko, będzie mógł odpowiedzieć sobie na dręczące go pytanie, czy jest dobry, czy zły.
OdpowiedzUsuńhttp://cannibal-drake.blogspot.com
O kurde! mistrzostwo! :D
OdpowiedzUsuńTo mnie zaciekawiłaś końcówką!