poniedziałek, 10 grudnia 2012
20: Przebiłam się przez pierwszą warstwę wstydu, pora zdobywać szczyty.
Zmarszczyłam lekko czoło i spojrzałam z niezrozumieniem na Chrisa, który tylko uśmiechnął się do siebie pod nosem i zasłonił usta szklanką. Podniosłam brwi i usiadłam na jednym z trzech czarnych hokerów tuż przy ladzie.
- Milutka - skomentowałam cicho, żeby zabić ciszę.
- Summitha zawsze dużo gada - wzruszył ramionami - I na tym się kończy.
- O co tu chodzi? - zaczęłam niepewnie.
- Wyjdzie Książe to się dowiemy. Chłodno dzisiaj, nie? - zajął miejsce obok mnie i nie odrywał ode mnie wzroku.
Zaśmiałam się cicho.
- Zapraszam do Kanady. Czemu w ogóle się tutaj przeniosłeś? - czułam się w jego towarzystwie coraz swobodniej.
Nie bałam się już odezwać. Chris był moją odskocznią. I choć znałam go właściwie drugi dzień czułam, że mogłabym się z nim zaprzyjaźnić. Był podobny do mnie - tak mi się przynajmniej wydawało. Nie czułam skrępowania, może to przez nasze wspólne, a moje pierwsze wypicie ponad normę. Chciałabym z nim wyjść jeszcze raz. Podobało mi się.
- Mojego ojca tutaj przenieśli, miałem zostać w Stanach z matką, ale znalazła sobie robotę, całkiem nieźle płatną, więc właściwie byłem przegrany.
- Co robi?
- Tłumaczy książki na zlecenie. Siedzi w domu, nie ma z resztą wyjścia. Mam młodszego brata, ledwo nauczył się sikać na stojąco. Wiesz, że musimy robić mu statki z papieru i kazać zatapiać je moczem? - zaśmiał się, rozluźniając atmosferę jeszcze bardziej.
- Małe dzieci są urocze - skomentowałam.
Nagle na jego twarz wpełzło jakieś rozbawienie, podniosłam brew, wyczekując odpowiedzi.
- Nieważne - zasłonił wargi ręką i odwrócił się bokiem do mnie.
Chris wyglądał dzisiaj dużo lepiej niż poprzedniego wieczoru. Lekki, niedogolony zarost fajnie wyglądał z kształtem jego brody. Jasne włosy miał kompletnie nieułożone, każdy kosmyk sterczał w inną stronę, ale mimo wszystko wyglądał dobrze. Trochę jak Mike, który podobał mi się zanim trafiłam do tego dziwnego kraju...
Złota klatka - idealne określenie. Tutaj było naprawdę fantastycznie. Te wieżowce, które mijałam z Artanem, pustynia wszędzie wokół, od czasu do czasu gdzieniegdzie rosła palma. No i ten ogród... Mimo tak niekorzystnego położenia geograficznego tu przed domem działa się magia. Krzewy, drzewa, niskie kolorowe kwiaty, arbuzy, ananasy i jakaś ziemniaczana, jak to określił kiedyś Sahib, odmiana banana. Jakim cudem to wszystko im rosło? Przecież to niemożliwe, żeby TAKIE rośliny miały korzenie w pustynnym piasku...
Co ciekawe... Nie widać tego w ogrodzie, ale kiedy wysiadałam z samochodu z Artanem w powietrzu unosił się piaszczysty, drobniutki pył, a przez codzienny upał nawet przystanki autobusowe były ocieplane. Kraj ociekający pieniędzmi i pomysłowością. Dobrze byłoby tu zamieszkać, jako całkiem wolna, niezależna osoba.
- Co wy tu...? - Sahib wyszedł ze swojego - jak się domyśliłam - pokoju i podszedł tych kilka kroków, witając się z przyjacielem.
- Ja tam jestem głodna - przyznałam - Ma ktoś ochotę na tosty? - olali moje pytanie.
Wstałam i weszłam za ladę. Cieszyłam się, że nie musiałam opuszczać ich towarzystwa, bo chciałam dowiedzieć się o co chodzi tej dziewczynie. Zrezygnowałam z tostów. Wzięłam dżem i ciasto drożdżowe. Jak tak dalej pójdzie pożegnam się ze swoim ciałem...
- Pochwal się jak udało ci się ją tak rozjuszyć - widać było, że blondyn ma bardzo dobry humor - To było ciekawe. Następnym razem powinieneś ją związać...
- Przecież wiesz - przerwał mu chłopak, zajmując moje miejsce - Mam ochotę imprezować, idziemy wieczorem?
- Ty zawsze masz ochotę - prychnął z ironią - Nie zapraszaj mnie na randkę, jestem zajęty. Ta ostatnia noc to była jednorazowa przygoda - uniósł brew znacząco, a ja nie mogłam stłumić uśmiechu, więc oderwałam palcami kawałek ciasta i włożyłam do ust, żeby zająć czymś język.
- Jak możesz?!
- Jesteście nienormalni - odezwałam się w końcu, czując się w tym kręgu trochę zbędna.
- Idziesz z nami, Emma? - zapytał swobodnie Chris, a mnie zamurowało.
Widziałam niezadowolony wzrok Sahiba, ale nic nie mówił. Czułam, że wciąż był na mnie zły.
- Na pewno nie. Cały poranek bolała mnie głowa, to nie dla mnie - uśmiechnęłam się w jego stronę i oparłam tyłkiem o ladę, żeby móc ich obserwować.
- Czym się strułaś tym się lecz - o dziwo usłyszałam głos araba - Chyba, że masz już plany na dzisiejszą noc - podkreślił dobitnie ostatnie słowo, a ja zaniemówiłam.
- Zaraz się obrażę - ostrzegł jasnowłosy - nie rozumiem waszego slangu.
Cisza.
Brunet spuścił wzrok z ironią w oczach.
- Przyjeżdżam o dwudziestej pierwszej, "Underground"? Odkąd mam osiemnastkę czuję się jak król, gówniarze.
Chwilę przed dziewiątą wieczorem wyszłam gotowa z pokoju. Włożyłam krótką sukienkę, jednak specjalnie patrzyłam, czy podczas stanu nietrzeźwości, w który mnie zapewne wprowadzi ta dwójka, kiecka w żadnym miejscu się nie podniesie. Trochę czułam się niekomfortowo i nie wiem, czy dobrze robiłam wkładając wysokie buty...
Kiedy przystanęłam przy drzwiach gabinetu Artana wzięłam kilka głębszych wdechów i nie pukając weszłam do środka po cichu.
Nawet mnie nie zauważył. Pracował. Jak zawsze. Był tak pochłonięty jakimiś druczkami, że podniósł wzrok dopiero, kiedy usłyszał stukot obcasów.
- Za dużo pracujesz - stwierdziłam podchodząc do jego biurka - To już chyba choroba - uśmiechnęłam się zachęcająco, ale na jego twarzy pojawił się jedynie cień odwzajemnienia.
Dotknął plecami oparcia wielkiego, czarnego, obrotowego fotela i spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem.
- Trochę się tego nazbierało. Ładnie wyglądasz - wymamrotał, mierząc mnie uważnie wzrokiem, co o dziwo teraz w ogóle mi nie przeszkadzało.
Podeszłam jeszcze rok bliżej, opierając się tyłem o masywne biurko, a moje udo dotykało jego prawego kolana. Spojrzałam na okno-ścianę za postacią mężczyzny i z ulgą stwierdziłam, że Chrisa jeszcze nie ma.
- Powinienem ci życzyć dobrej zabawy - zaczął znowu, nie odrywając spojrzenia.
- Nie mam szczególnej ochoty na to dzisiejsze wyjście - przyznałam szczerze - Ale muszę się integrować, zważając na okoliczności, o których się dziś dowiedziałam, prawda?
- Emma... - westchnął ciężko - To nie jest tak, że ta umowa cię do niego przywiązuje. Zawsze możesz...
- Nie teraz - poprosiłam, wchodząc mu w pół słowa z czego nie był najwyraźniej zadowolony, więc postanowiłam mówić dalej - Nie teraz, kiedy zbiera mi się na dobry humor - posłałam mu niepewny uśmiech, ale milczał.
Kontynuacja tematu była dla mnie trochę krępująca, ale coś od środka nakazywało mi to zrobić. Coś pchało mnie w tę stronę, a ja nie potrafiłam nad tym zapanować.
- Mogę coś zrobić? - szepnęłam, spuszczając spojrzenie gdzieś w okolice jego szyi, żeby nic mnie nie rozproszyło.
- Śmiało.
Pół kroku w przód.
Pochyliłam się nad nim i dotykając dłonią jego gładkiego już dzisiaj policzka dotknęłam ustami twardych, chłodnych warg mężczyzny...
+30 do samooceny, kiedy zobaczyłam zdziwiony wzrok chłopaków, kiedy schodziłam po schodach. Nigdy nie czułam się w takich sytuacjach komfortowo, ale tutaj przybierałam na pewności siebie i czułam się wyjątkowa. Może dlatego, a raczej na pewno dlatego, że mój wygląd był tutaj niespotykany.
Nie widziałam ani jednej bladej blondynki. Jasnowłosych było całkiem sporo, jednak każda miała idealnie opaloną skórę, ciekawe czy mnie też to wkrótce będzie czekać. Zawsze byłam niezadowolona z trupio białej twarzy, ale tutaj nabrałam trochę koloru.
Zatrzymaliśmy się. Interesowało mnie kto poprowadzi to cudowne porsche w drodze powrotnej. Na szczęście to zmartwienie nie dotyczyło mnie. Bałam się usiąść w środku, że pobrudzę butem tapicerkę, a co dopiero kiedy miałabym w rękach kierownicę.
Usiedliśmy tym razem na dole, ten sam klub. Tu było lepiej, miałam lepszy widok na tańczących już kilka par na ogromnym parkiecie i dałabym sobie rękę uciąć, że za godzinę będzie ich dwa razy więcej.
- Mojito - odpowiedziałam, kiedy Chris pytał na co mam ochotę.
Rozejrzałam się po wszystkich stolikach, aż w końcu natrafiłam wzrokiem na gapiącą się wraz z jakimś chłopaczkiem bezczelnie w tę stronę Summithę.
______
Wybaczcie, no ale no no no... sprawdziany :(((
Ale teraz będzie już luźniej, uf!
Do zobaczenia w czwartek! :)
+Tak... Jesteśmy już po połowie opowiadania... :(
Mam zamiar zrobić jeszcze jedną, ważną dość rzecz w tej historii, ale jeszcze sie poważnie zastanawiam, czy moi bohaterowie są gotowi na TAKĄ rewolucję :)
Miłego wtorku środy i czwartku, kochani :*
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Archiwum bloga
-
▼
2012
(32)
-
▼
grudnia
(12)
- 24: Już wiem kim naprawdę jesteś. I wcale mnie to ...
- 24: Już wiem kim naprawdę jesteś. I wcale mnie to ...
- 24: Już wiem kim naprawdę jesteś. I wcale mnie to ...
- 23: Nie zawsze musi być spektakularnie, zły czas m...
- 22: Konsekwencje własnej nieodpowiedzialności to d...
- 21: Zemsta jest dobrą oznaką tego, że ci zależy.
- Wtoreczek!
- Opóźnienie
- 20: Przebiłam się przez pierwszą warstwę wstydu, p...
- 19: Twój sen własnie dobiegł końca, bądź gotowa na...
- 18: Kiedy leniwe słońce zachodzi bez cienia nadziei.
- 17: Zabierz mnie do tego nieba, pokaż mi to uczuci...
-
▼
grudnia
(12)
Myślałam, że nie znajdę rzeczy, która poprawi mi dzisiaj humor... Z trudem rozglądałam się po internecie, szukając czegoś ciekawego. Patrzę i... Nowy rozdział u Ciebie. ^-^'' Dobrze, że do czwartku niedaleko. Uf, nie wytrzymałabym. Jestem ciekawa jakąż to chcesz przeprowadzić rewolucję. I, będziesz pisać coś jeszcze?
OdpowiedzUsuńZapraszam na nowy. ;)
OdpowiedzUsuńFajnie by było gdybyś coś jeszcze pisała. Ja z wielką chęcią będę to czytać, uwierz mi. Hmm... Ja zastanawiam się nad porzuceniem bloga. Wróciłabym pewnie po świętach z czymś nowym... Albo dopiero na feriach. Nie wiem, naprawdę. A ty masz jakiś pomysł na opowiadanie?
OdpowiedzUsuń