wtorek, 18 grudnia 2012

21: Zemsta jest dobrą oznaką tego, że ci zależy.

ZAKŁADKA "POZNAJ BOHATERÓW" ZAKTUALIZOWANA! CHOĆ NIE DO KOŃCA ;)



Stałam przy barze, bo żaden z moich towarzyszy nie raczył ruszyć tyłka z wygodnej skórzanej kanapy. Chris uświadomił mnie, że kupiłam alkohol tylko dlatego, że barmanka to jego koleżanka ze szkoły. Podobno problemy po zdemaskowaniu są dużo gorsze od tych amerykańskich, a zwłaszcza dla przedstawicieli rasy innej niż arabska, a jeśli do tego było się kobietą, to człowiek był skazany z góry na porażkę.
Ktoś usiadł koło mnie i gapiąc się na mój lewy profil jakąś dobrą minutę w końcu odezwał się niezrozumiale.
Ogarnęłam go kątem oka. Był sporo starszy ode mnie, spokojnie po dwudziestce, ale ja o dziwo nie czułam skrępowania. Zdecydowanie za długo mieszkam z Artanem...
- Cześć - odpowiedziałam podkreślając w jakim języku mówię.
I kiedy już miałam się odwracać, żeby wrócić do znajomych, chłopak znowu podniósł głos.
- Usiądziesz?
- Raczej nie - uniosłam obie ręce w górę, trzymając drinki.
- Twoi przyjaciele nie powinni się obrazić - uśmiechnął się łagodnie.
Przyjrzałam mu się. Już mnie nie dziwił widok lekkiego zarostu, gęstych i ciemnych brwi jak i włosów oraz psychicznego spojrzenia znanego wszystkim głównie ze stereotypów, ale byłam pewna, że w tym przypadku działał wyłącznie alkohol, w pobliżu nikt nie był w stanie wyczuć trzeźwego człowieka.
Chociaż...
Właściwie... Czemu nie? Zawsze lepsze to od siedzenia na dupie i błagania o uwagę, którą teraz poświęcali jakimś laskom, które postanowiły się dosiąść mimo mojego niemego sprzeciwu.
- Znajdę cię później - obiecałam, obracając się na pięcie i mijając nadal zadowolonego z siebie mężczyznę.
Opadłam gdzieś miedzy chłopakami, ale zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć telefon po mojej prawej głośno się rozdzwonił. Podniosłam brew i korzystając z faktu, że Sahib tylko obrzucił urządzenie krótkim spojrzeniem, spojrzałam zaciekawiona na ekran.
- Kim jest Jenna? - spytałam uderzając go lekko łokciem, żeby odczepił się od ciemnoskórej dziewczyny chociaż na chwilę.
Denerwowali mnie trochę. Zabrali mnie tutaj, a przez większość czasu tylko się nudziłam. Czasami łaskawie, któryś z nich o coś zapytał, czy próbował zacząć bezsensowną rozmowę, ale ja już byłam wystarczająco zdenerwowana, że dawałam im jasno do zrozumienia, że nie mam ochoty na gadki. To nie był najlepszy pomysł, żeby dziś tutaj przychodził. Szczególnie, że teraz byłam już pewna, że Sahib widział mnie tamtej nocy ze swoim wujem.
- Co znowu? - warknął do telefonu.
Uniosłam brew i zaśmiałam się pod nosem dochodząc do wniosku, że ta dziewczyna musiała być świetnym przyjacielem. Pewnie jakaś jego była, albo... siostra?
- Cześć, malutka! - ton jego głosu od razu zrobił się milszy i odszedł od nas mówiąc coś czule do słuchawki.
- Co to za Jenna, że taki miły się nagle zrobił? - szepnęłam w stronę araba, a on niechętnie włączył się do rozmowy.
- Gdyby to naprawdę była Jenna brzmiałby mniej więcej tak - naśladował jego zdenerwowanie - Czego znowu, kurwa, chcesz?! Ostatnio ciągle zasypuje go jakimiś rewelacjami i ciągnie jego kasę jak tylko może - uśmiechnął się nieszczerze.
- Z jakiej racji?! - naprawdę się zainteresowałam całą tą sytuacją.
- Chodzi o Amy - wypalił i chwilę później ugryzł się w język - Daj mi to piwo... - chwycił duży kufel do tej pory leżący tuż przede mną i upił z niego kilka sporych łyków.
Ale ja byłam cierpliwa, w końcu kiedyś musiał się odessać od tej szklanki, a wtedy...
Krzyk i śmiech ze strony, gdzie siedział do tej pory blondyn.
Boże... Czy ja też się tak zachowywałam? Te dwie panienki tam właśnie cieszyły się, że którejś z nich na nogi wylało się trochę drinka, prawie że nie mogły się uspokoić. Przewróciłam oczami i pociągnęłam bruneta za rękaw.
- Jaka Amy? - spojrzał na mnie ze zmęczeniem, a ja wymusiłam odpowiedź.
- Chris ma córkę, trzyletnią... - wymamrotał.
Szczerze mówiąc, nie słuchałam go dalej, a ta wiadomość nawet mnie nie ruszyła. Na razie, bo właśnie napotkałam spojrzeniem na uśmiechniętego mężczyznę, który jednoznacznie dawał mi do zrozumienia, że czeka aż do niego podejdę.
Wstałam z miejsca, ale ktoś szarpnął mnie za rękę.
- Emma - upomniał mnie chłopak.
- Przecież nie uciekam! - rzuciłam przez ramię i podeszłam do nieznajomego.
Przeszliśmy przez parkiet. Kamal - bo tak miał na imię, zaproponował mi drinka. Zgodziłam się z racji tego, że własnego nie zdążyłam nawet dotknąć.
Miał dwadzieścia jeden lat. Był na półmetku studiów ekonomicznych i niedawno rozszedł się z dziewczyną. Mieszkał jakiś czas w Portugalii i cały czas zasypywał mnie zwrotami tego języka. To było całkiem fajne, rozluźniało atmosferę, bo trochę byłam skrępowana mimo alkoholu, który już dawno powinien szaleć w mojej krwi.
- Znasz faceta przy wejściu, ciągle się tu gapi - zagadnął, a ja odwróciłam się na kilka chwil wyszukując w tłumie Chrisa.
- Nie... - odpowiedziałam niepewnie znów na niego spoglądając.
Przysunął szklankę w moją stronę i uniósł swoją. Wypiłam od razu połowę.





Chyba trochę za dużo jednak. Wszystko kręciło mi się wokół, było jakieś żywsze. Ostatnim razem piłam znacznie więcej, ale nie czułam się tak ja teraz.
Nie miałam pojęcia ile czasu minęło, ile godzin spędziłam z Kamalem, ale uśmiech mimo takiej niewiedzy nie schodził mi z twarzy. Czułam się bardzo lekko, jakby nikogo oprócz nas nie było w barze, wstałam z wysokiego hokera i gdyby chłopak w odpowiedniej chwili mnie nie chwycił leżałabym teraz na podłodze jak długa...
Jeśli wcześniej śmiałam się z koleżanek, które się do nas dosiadły wtedy musiałam zachowywać się jakieś dwa razy gorzej. Nie mogłam uspokoić śmiechu i ciągle miałam ochotę na coś szalonego. Rozlałam czyjeś piwo, kiedy zdejmowałam buty, które zaczęły mnie już uwierać i popchnęłam przez przypadek jakąś kobietę sporo po trzydziestce.
- Nie rób takiej zadymy - mężczyzna objął mnie w talii i łapiąc w ręce moje buty, gdzieś poprowadził - zaraz nas stąd wyrzucą - zaśmiał się gdzieś do mojego ucha.
- Przecież ja to nie specjalnie! - wykłócałam się znowu potykając się o coś - Ten kufel po prostu był gdzieś pęknięty, a ta baba za dużo pije - znowu wybuch niekontrolowanego śmiechu - Masz moje buty? - spytałam, kiedy zamknął za sobą jakieś ciemnoszare drzwi, a wszędzie wokół zrobiło się przyjemnie cicho. - Daj, muszę je włożyć. Czuję się jak krasnal - odwróciłam się w stronę lustra.
O matko... Moja twarz wyglądała jak burak. Policzki miałam rozpalone, do dekoltu poprzylepiały mi się włosy, więc musiałam szybko odrzucić je w tył. Tusz z lewego oka już zszedł, dlatego przeklinałam się w myślach, że nie zabrałam ze sobą kosmetyczki.
- Muszę wracać - oznajmiłam szybko - Moi przyjaciele...
- Wytrzymają sami jeszcze kilka minut - kiedy już miałam obracać się i kłócić, chłopak obrócił mnie w swoją stronę i opierając mnie tyłkiem o ladę z umywalkami, przytulając się do mnie i chwilę później składając na ustach długi pocałunek.
I byłam całkiem pewna, że gdzieś za nim przemknęła mi Summitha.

______

Nowy czwartek/piątek :)

2 komentarze:

  1. Akcji na samym końcu totalnie się nie spodziewałam. Jestem ciekawa czy dojdzie do tego, co myślę. ;) Oczywiście, poznanie nowej osoby na samym początku nie mogło skończyć się dobrze.
    Zapomniałam już, że Twoje opowiadanie jest takie fajne. >.< Styl, którym piszesz jest taki lekki. I po co była ta długa przerwa? Żebym miała za czym tęsknić!

    OdpowiedzUsuń
  2. Końcówka seksownaaaa :D
    Ja już chcę ten czwartek (rozdział ma być w czwartek!), żeby dowiedzieć się co dalej =w= Liczę na jakieś ciekawe sceny.
    I u nas nowy ;)

    OdpowiedzUsuń