sobota, 22 grudnia 2012

23: Nie zawsze musi być spektakularnie, zły czas może przyjąć najróżniejsze formy.

- Nic się nie dzieje! - starałam się odpowiedzieć jak najnormalniejszym tonem.
Ale w rzeczywistości było tylko gorzej. Ból nie ustępował, paraliżował mnie. Usiadłam nadal naga na dnie prysznica, a jedna noga zwisała mi bezwładnie poza kabinę. Włosy przyklejały mi się do ramion i szyi, ale nie miałam siły by cokolwiek z nimi zrobić.
Parzyło mnie. Coś od środka zaczęło rwać, płonąć. Przyspieszył oddech, ledwo łapałam kolejne hausty powietrza. Zacisnęłam pięść. Boże, nigdy wcześniej nic takiego nie czułam.
Artan uderzał w drzwi, ale nie odpowiadałam. Z jednej strony ton mojego głosu na pewno by się załamał, ale z drugiej kiedy nie odpowiadałam na jego wołanie było to dużo bardziej stresujące. Dla obojga.
Kiedy oparłam głowę i pozwalałam sobie tylko na płytkie, wolne oddechy było lepiej. Chciałam tak trwać jeszcze kilka chwil, dopóki moje ciało się nie uspokoi, ale ktoś szarpnął mocno za klamkę.
Mało co do mnie docierało. Przeszywało mnie to okropne uczucie. Choć zaciskałam powieki mocno od pierwszego skurczu to nic mi nie dawało. Kiedy nareszcie je uchyliłam mężczyzna pytał co się dzieje.
 Klęknął obok mnie i chwytając mnie za rękę czekał na odpowiedź, której w końcu nie udzieliłam.
Wyciągnął telefon i zaczął jakąś rozmowę, z której nic, a nic nie rozumiałam...
Zaczęło przechodzić, naprawdę. Ból mijał i nawet zdążyłam poczuć zażenowanie całą tą sytuacją i krępację, mimo że widział mnie już taką. Patrzył tylko na moją twarz...
- Możesz wstać? - zrobił pół kroku w tył, nadal kucając.
Wyciągnął w moją stronę rękę.
- Tak, już w porządku - zapewniłam i podałam mu dłoń, wciąż jednak trzymając drugą na lewej kości biodrowej.
Natychmiast sięgnęłam po ręcznik. Nadal musiałam garbić się, żeby unikać tego kłucia, ale zdołałam bardzo szybko ciasno owinąć się materiałem. Podniosłam wzrok.
Wyglądał jak zawsze. Schludnie, elegancko i... drogo. Należał do ludzi, którzy po prostu muszą pokazywać swój stan konta za każdym razem, kiedy mają do czynienia z innym człowiekiem. Każdy musiał kojarzyć go z wyidealizowaniem, z doskonałością i profesjonalizmem. Profesjonalizm - prychnęłam w myślach - ja nawet nie wiedziałam czym się tak naprawdę zajmował.
- Dasz sobie radę? - dopytywał, przerywając mi cichą krytykę.
- Mówiłam, że już mi lepiej - przykleiłam na usta sztuczny uśmiech, który miał zadziałać jak odstraszacz.
Nie mogłam sobie pozwolić na niegrzeczne odpowiedzi. Kto wie jaka czekałaby mnie za to kara. Nikomu już nie ufałam. Wszyscy utożsamiali się w mojej głowie z chęcią wykorzystania.
- Mój przyjaciel jest bardzo dobrym lekarzem - zaczął poważnie, biorąc z podłogi butelkę szamponu, po którą się schylałam, a która musiała się tu znaleźć zaraz po tym incydencie -  Nie wyglądało to najlepiej.
- Wydaje mi się, że nie ma takiej potrzeby - zaczęłam się wybraniać.
Naprawdę nie miałam ochoty na taką akcję. To wydawało mi się nie na miejscu, Artan robił problem z powodu jednego upadku, zamiast dać mi spokój i pozwolić odpocząć. Gdybym na trochę się położyła byłoby lepiej, a cały ten problem zniknąłby razem z nadejściem kolejnego poranka.
- Ile czasu potrzebujesz? - pytał twardo, nie spuszczając ze mnie wyczekującego spojrzenia.
Przegrałam.
- Za piętnaście minut będę gotowa.





Czas leciał wolniej niż się spodziewałam. Stałam sztywno przed lustrem i gapiłam się na swoje odbicie zupełnie pustym spojrzeniem. Jasne włosy nie do końca były ułożone, chociaż nie wyglądały tragicznie. Sukienka sięgała kolan, zamek z tyłu był idealnie zapięty. Nie byłam tą samą Emmą. Zdecydowanie.
Kiedy tylko do moich uszu dotarło pukanie, otworzyłam drewniane drzwi i wszyłam z mężczyzną do holu. Naprawdę nie chciałam być w żaden sposób oschła czy nieprzyjemna, ale głupotą dla mnie była ta wizyta. Nie odzywałam się, nie licząc tych zdawkowych odpowiedzi typu "tak", "nie", "w porządku". Kiedy zatrzasnęły się za nami drzwi domu zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę będę miała okazje zobaczyć okolicę w ciągu dnia. Wyglądała całkiem inaczej tak... pusto. Choć sąsiedztwo mało co odstawało od wyglądu domu, w którym mieszkałam i mimo tej całej otoczki zieleni i bogactwa było tu... szaro, pospolicie. Gdzie ten świat, który tak podziwiałam zza szyby czarnej limuzyny?
Artan miał samochód. MIAŁ raczej powinnam powiedzieć.
Nie miałam pojęcia co to za model, marka... Był wielki, przestronny, czarny z połyskiem granatu. Terenowy jak się domyślałam. Niedbale zaparkowany przed drzwiami.
Wokół było tak idealnie. Skórzana tapicerka, czyste wnętrze, idealnie zadbane szyby i przyjemny zapach. Kiedy usiadłam w fotelu, porównałam go ze swoim łóżkiem, genialne uczucie.
Kiedy ruszyliśmy nie mogłam oderwać nosa od szyby. Te wysokie budynki i pojedyncze ogromne kaktusy posadzone gdzieniegdzie robiły na mnie naprawdę duże wrażenie. Chociaż w Edmonton też takowych nie brakowało tutaj wszystko miało swój własny, oryginalny klimat. Hermetycznie zamknięta innowacyjność.
- Jesteśmy na miejscu - poinformował, zwalniając i wjeżdżając na podjazd tuż przed wejściem do budynku.
Cztery piętra, jedna ściana budynku całkowicie przeszklona. Mężczyzna otworzył mi drzwi i mogłam przyjrzeć się temu wszystkiemu...
Nie był to szpital, zdecydowanie za mały. Wielkością był porównywalny do obszaru małej szkoły podstawowej.
Weszliśmy do środka. Artan od razu pokierował mnie w stronę recepcji. Wszędzie było zielonkawo, różne odcienie, doskonale do siebie pasujące. Białe meble, kilka kanap, jedna ogromna lampa i kilkoro ludzi pokroju mojego towarzysza.
Kobieta za ladą wzięła w dłoń telefon i z kimś rozmawiała uśmiechając się do nas sztucznie. Perfekcyjnie wyprasowana, biała koszula, która najzwyczajniej w świcie nie miała prawa nawet lekko ugiąć się w którąkolwiek stronę. Włosy związane w pozornie niedbałego koka, ale żaden kosmyk czy włosek nie odstawał w niepożądanym miejscu. Delikatny makijaż i naturalny kolor paznokci...
- Zapraszam - powiedziała stosując ku mojemu zdziwieniu angielszczyznę.
Wstała z obrotowego fotela i poprowadziła nad kilka drzwi dalej, otwierając je na całą szerokość.
- Emma, prawda? - usłyszałam od razu.
Średniego wzrostu mężczyzna podchodził właśnie do mnie i podał dłoń w geście powitania. Od razu odwzajemniłam ten gest oceniając w myślach, że musiał być w wieku Artana, ewentualnie dwa, trzy lata starszy. Jego strój mnie odrzucał. Miał na sobie jasnoniebieski fartuch, którego nie zapiął i mogłam widzieć co ma na sobie. Chyba nie musiałam mówić, że widok garnituru mnie nie zaskoczył.
- Proszę - wskazał mi miejsce naprzeciw swojego biurka.
Dopiero teraz zauważyłam, że Artana nie ma ze mną tu w środku. Trochę się spięłam, ale odpowiedziałam zajmując krzesło.
Cały ten gabinet wcale nie różnił się od tych jakie odwiedzałam w kanadzie. Był niewielki. Było tutaj tylko biurko, regał z książkami i kilka półek z medykamentami, zajrzałam na otwarte drzwi obok i już wiedziałam, że to tylko połowa jego miejsca pracy.
- Co się dzieje? - pytał z przejęciem patrząc w moją stronę, miałam wrażenie, że gapił się na moje włosy.
- Właściwie nic - skomentowałam prędko - Po prostu złapał mnie skurcz...
- Jaki skurcz? - dopytywał.
- W okolicach bioder. Rano, kiedy próbowałam podnieść się z łóżka, później jak wychodziłam spod prysznica. Za drugim razem było gorzej, nie mogłam się ruszyć, miałam też problem z oddychaniem przez kilka chwil - sama się sobie dziwiłam, że tak się tutaj otworzyłam - Uspokoiłam się i przeszło. Od tamtej pory nic.
Zmarszczył brwi kiedy skończyłam mówić i spojrzał w dokumenty.
- Operacja wyrostka... - śledził wzrokiem jakiś tekst na papierze - Nie zdarzały Ci się wcześniej takie powikłania?
Skąd on do cholery miał dokumentacje mojego lekarza w Kanadzie?!
- Nie... - odpowiedziałam niepewnie - To po drugiej stronie.
- Zapraszam do pomieszczenia obok - wstał wskazując mi drzwi, które już zdążyłam zbadać wzrokiem.
Ruszyłam za nim biorąc głęboki oddech. Kazał mi usiąść na kozetce, a sam zajął się czymś przy komputerze tuż obok.
Patrzyłam bezsensownie w sufit. Zawsze mnie to krępowało, to czekanie.
Był biały. Cały ten pokój był biało-niebieski. Całkiem sporo było tych urządzeń jak na gabinet lekarza rodzinnego lub internisty, bo kimś takim na pewno był.
Ktoś wszedł do środka.
- Pielęgniarka za chwilę pobierze ci krew, zrobimy badanie USG, a zaraz po nim otrzymamy wyniki, dobrze?
Pokiwałam tylko głową.
USG? Spojrzałam na swój ubiór. Świetnie, będę świecić gołym tyłkiem zupełnie bez potrzeby, że też o tym nie pomyślałam, wkładając dzisiaj sukienkę...






- Doobrze.... - przeciągnął wlewając mi na brzuch ten zimny żel.
Widział, że się krępowałam, więc położył mi na udach coś w rodzaju ręcznika. Od razu się rozluźniłam. Zaczął sunąć tym śmiesznym urządzeniem nisko po moim brzuchu, tuż przy kości biodrowej.
Próbowałam coś wyczytać z jego miny jednak był bardzo skupiony. Przymykał co chwilę oczy, żeby później je szeroko otworzyć i przyglądać się monitorowi z niedowierzaniem. Może źle odczytywałam te jego gesty, ale to wszystko mi się skumulowało i zaczęłam się bać, że jest tam coś czego w żadnym razie być nie powinno.
Sięgnął ręką na półkę i biorąc kilka kawałków papierowego ręcznika wytarł ze mnie pierwszą warstwę tej galarety. Później musiałam radzić sobie sama.
Wyszedł na chwilę, a ja próbowałam uspokajać oddech. Czy faktycznie było tam to, co podejrzewałam od samego rana..?
- Wciąż jesteś niepełnoletnia, dlatego muszę o tym mówić przy Artanie - ni stąd ni zowąd znów się pojawił i całą trójką przeszliśmy do części z tym masywnym biurkiem - Nie denerwujmy się na zapas, ale Twoje wyniki nie są dobre.




__________
Wtorek/Środa zależy co wymyśli moja rodzina :D Teraz już wiem co chcę zawrzeć w kolejnych rozdziałach także... :))
A z okazji Świąt, które już w poniedziałek życzę wam wszystkiego, wszystkiego najlepszego. Wiem, że to takie oklepane, więc dopowiem coś od siebie.
Życzę wam chęci. Do wszystkiego. Do nauki, do rozwijania pasji, do szukania samego siebie gdzieś w tym całym zgiełku, który nas dopada. Żebyście znaleźli własne "ja" mimo tych wszystkich przeciwności i kłód, jakie rzuca wam pod nogi los. Żeby ten dzień nie był zwykłą kolacją podczas której wasze żołądki mieszczą zapasy na trzy dni. Życzę wam też umiejętności wyciągania wniosków ze swoich błędów, żeby nie bolało was wchodzenie do tej samej rzeki, żebyście pokochali to jakimi jesteście i jacy są wasi bliscy. Żebyście doceniali to, co dostajecie, bo wcale nie tak trudno o zatracenie wszystkiego co dobre. Nie odkładajcie na boki tego, co uwielbiacie, nie możecie zniechęcać się krytyką. Nauczcie się brać z niej zawsze to co dobre, a to co złe zapamiętać i starać się być kimś lepszym. Dążcie do celu, czasem warto wybrać tę bardziej krętą drogę i przeżyć coś więcej niż się spodziewaliście. Nie bójcie się zmian.
Poza tym dużo zdrowia, szczęścia, powodzenia i dobrego nastawienia. No i żeby świąteczne żarcie poszło w cycki :*
Kocham Was. Dziękuję, że dzięki wam mogę się tu spełniać chociaż odrobinę :P

5 komentarzy:

  1. świetne <3 Dziękuję za życzenia, życzę tobie udanych,szczęśliwych świąt, spędzonych w gronie najbliższych , by ten dzień był cały idealny bez przykrości czy nerwów. Szalonego sylwestra no i oczywiście odpoczynku bo wolne od szkoły się zawsze przydaje! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest zajebiście <3
    Również życzę Ci wszystkiego najlepszego! :)
    Dużo zdrówka, szczęścia, prezentów pod choinką, miłych chwil spędzonych z rodziną, szczęśliwego Sylwestra i Nowego Roku! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dobrze, że wiesz co chcesz zawrzeć w następnych rozdziałach. Przepraszam, że nie skomentowałam 22. Wydaje mi się, że jest mi on zaległy. Przeczytałam go, by być na bieżąco. To wszystko przez kupowanie prezentów i te inne. Poza tym, nie dostałam powiadomienia, a mówiłam, że bez tego ciężko będzie mi czytać jakiekolwiek notki. Wybaczam Ci to, bo są święta ;)
    Ja również życzę Ci wszystkiego najlepszego, mam nadzieję, że będziesz się rozwijać dalej. ;) Skarbie, spełnienia marzeń oraz udanych świąt! Żebyś spędziła je z rodziną i żeby była to taka rodzinna, wspaniała atmosfera. ^.^ Żebyś była zadowolona ze wszystkiego. Wesołych Świąt! I smacznego jedzenia. ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Chcesz poznać zdanie na temat swojego bloga? Nie boisz się słów krytyki, bądź uwielbiasz pochwały?
    Jeśli nie lękasz się także poskramiania upiorów, a krytyka jest Ci dobrze znana, zapraszamy do załogi.
    Zgłoś się do Dark-Evaluation.blogspot.com, a poznasz zdanie prawdziwych egzorcystów! Twoje demony zostaną odgonione, a Ty będziesz spać w spokoju.

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział świetny i wciągający - czyli jak zwykle :D
    I ja tobie życzę wszystkiego dobrego z okazji świąt!

    OdpowiedzUsuń