środa, 20 lutego 2013

4: To naprawdę ty? Zupełnie się nie spodziewałam.

- Tak... - odpowiedziałam niepewnie, uśmiechając się delikatnie do chłopaka, który właśnie się przysiadał - Trafiłam w kiepski dzień, nie? Co się stało tej kobiecie? Jest chora? - o dziwo, dopytywałam całkiem swobodnie.
Nietrudno było mi zobaczyć w chłopaku tego samego gówniarza, z którym chowałam się po krzakach i którego pocałowałam po raz pierwszy. Mimo że sporo urósł i rano się nie ogolił naprawdę widziałam to podobieństwo. Oczy miał zupełnie takie same.
- Emma? - upewnił się, marszcząc brwi - Nie! Po prostu kilka miesięcy temu coś się... stało.- zamyślił się, trochę przy tym krzywiąc - Mały wypadek i już coś takiego miała. Artan jest po prostu przewrażliwiony. Latają za sobą jak króliki.
- Nie lubicie się? - od razu wyczułam ironię w jego głosie. - Ty i Emma? - uściśliłam, unosząc brew w geście zainteresowania.
Przydatna informacja.
- Dlaczego? - nie zrozumiał - Jest... normalnie. Dogadujemy się. - dodał prędko.
- Dogadujecie? - ugryzłam się w język, za nic nie chciałam wyjść na wścibską.
Ledwo co przyjechała już czuje się swobodnie...
- Do czego zmierzasz? - zauważył to i poprawił się na swoim miejscu, wlepiając we mnie przeszywające spojrzenie.
Wyprostowałam się i wzięłam głębszy oddech.
- Po prostu jestem ciekawa kim jest. Jej jedynej nie znam i trochę się martwię.
Mruknął coś pod nosem, zaśmiewając się bezgłośnie i powrócił do mnie spojrzeniem, milknąc zupełnie.
Bezczelny!
Zaczęłam się poważnie zastanawiać czy z kimś takim uda mi się osiągnąć to, czego chciałam. Trochę już działał mi na nerwy, chociaż rozmawialiśmy zaledwie kilka minut. Myślał, że nie widziałam jak gapił się na mnie na samym początku? Wtedy byłam pewna, że mogę wygrać nawet się przy tym nie przemęczając, teraz musiałam popracować nad swoją cierpliwością.
- Kiedyś mnie tak nie denerwowałeś. - przyznałam, udając złą.
Sięgnęłam ku stolikowi po swoją szklankę. Nawet nie spróbowałam jabłkowego napoju po prostu trzymałam naczynie, żeby zająć czymś ręce i chociaż przez chwilę - głowę.
- Bo kiedyś się ciebie bałem. - uśmiechnął się, unosząc prawą rękę - Naprawdę! Byłaś młodsza, ale większa. Zawsze groziłaś mi psem.
- Zawsze wszędzie byłam tą najwyższą, najgrubszą dziewczynką w kiepskich kiteczkach. - zaśmiałam się szczerze - Pamiętasz te moje loczki?
- Te loczki akurat zawsze mi się podobały - przyznał z dziwną miną, której nie potrafiłam zaliczyć do żadnej z grup...
- Nie wiem czy wiesz, ale ja od zawsze mam włosy proste jak druty. Patrzyłam jak mama wychodziła gdzieś z ojcem wieczorem i nawlekała kosmyki na rozgrzaną lokówkę - pokazywałam jak to wyglądało - A potem zawsze było: Mamo! Mamo! Zanim przyjdzie Sahib to ja też takie chce!
Patrzył chwile na mnie z wymuszaną powagą, a potem oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Musiałam przyznać, że pomimo tego jego denerwującego sposobu bycia całkiem nieźle nam się teraz rozmawiało. Zawsze mogłam wrócić do tematu "dzieciństwo". Obmyślałam ten sposób prawie całą drogę w to miejsce. Ćwiczyłam w myślach jak się zachowywać, jak  mówić, żeby żadnego do siebie nie zrazić. Przynajmniej na początku.
Jakoś tak jak na niego spoglądałam to nie mogłam uwierzyć, że byłam już w liceum, a on skończył szkołę...
- Pokażę ci pokój.









- Wrócę najszybciej jak będę mógł, w porządku? - spytał ostatni raz, spoglądając na zegarek. - Kilka godzin i jestem.
- Spokojnie! - zaśmiałam się, kręcąc z niedowierzaniem głową - Zaczynasz się powtarzać. - chwyciłam jego dłoń - Siedzę na tej kanapie niecałą godzinę, a jestem pewna, że Martha pytała co najmniej pięć razy czy czegoś nie potrzebuję. Możesz mi tylko podać poduszkę z fotela, jak już wstałeś, pocałować mnie i iść sobie, bo chcę wreszcie skończyć książkę. - uśmiechnęłam się, co od razu odwzajemnił.- Galija powinna niedługo wrócić ze szkoły. - powiedział, układając małego jaśka tuż za moimi plecami.- Nawet nie miałam okazji się z nią przywitać przez... to wszystko. - wzruszyłam ramionami - Źle wyszło.- Macie czas. - obiecał, pochylając się w końcu nade mną.Pocałował mnie dwa razy, przypomniał, że szybko wróci i jeszcze raz zapytał czy niczego nie chcę. Dopiero po tym zamknął za sobą drzwi i zostałam oficjalnie sama. Z Marthą na piętrze i kotem gdzieś w salonie.


Nie minęła godzina, a ktoś zapukał do drzwi. Martha była w ogrodzie, więc wstałam pewnie z miejsca, za wiele się nie zastanawiając i podchodząc do drzwi wejściowych, szarpnęłam za klamkę.- Patrz, kogo tu mamy.





_________________
Do piątku/soboty! :)

1 komentarz: