- Sahib? - zapytałam zdziwiona, zasłaniając dłonią usta. - W życiu bym cię nie poznała!
Ukryłam nikły uśmiech. Nie widzieliśmy się jakieś dziesięć lat. Teraz chłopak skończył dziewiętnaście, a ja swoją szesnastkę z utęsknieniem czekając na dorosłość. Zatrzymał się w odległości jakiś dwóch metrów, podwijając do łokcia jeden z rękawów białej, rozpiętej u góry koszuli. Był naprawdę wysoki. Ja na tych butach miałam spokojnie około stu osiemdziesięciu czterech-pięciu centymetrów, więc arab musiał sięgać niemalże dwóch metrów, choć chyba ich nie dotknął. Rozluźniłam się trochę widząc kogoś w swoim wieku i kogoś z kim mogłabym nawiązać kontakt na samym starcie.
- Też przeżyłem mały szok. - zaśmiał się, a kiedy zmarszczyłam czoło od razu dodał - To komplement! Nie patrz tak na mnie.
- Nie... - speszyłam się - Ja po prostu nie mogę się nadziwić, że spotykamy się gdzieś indziej niż w twojej piaskownicy. - uśmiechnęłam się sztucznie - I bez mojego psa.
- Raphy zawsze mnie trochę wkurzał od kiedy nasrał do mojego wiaderka. Dawno przyjechaliście? - splótł ręce na brzuchu, a kocisko przeciągnęło się między jego nogami, łasząc się do męskich łydek.
- Sekundę temu. - odparłam beznamiętnie - Chyba coś się stało - zaczęłam, spuszczając wzrok - wolałam się zmyć.
- Co? - dopytał zainteresowany, spoglądając do pustego salonu przez wielką, oszkloną ścianę.
Wzruszyłam jedynie ramionami.
Kiedy kot w końcu łaskawie zwrócił na mnie swoją uwagę mogłam go wykorzystać, żeby chociaż trochę lepiej poczuć się w tej raczej średnio komfortowej sytuacji. Z Sahibem nie rozmawiałam wieki, byłam zestresowana, choć jeszcze w samochodzie to właśnie w nim pokładałam największe nadzieje na aklimatyzację. Schyliłam się po zwierzaka i wzięłam grubasa na ręce.
Był naprawdę ciężki, ale za to miał bardzo gęstą i gładką sierść. Łapy miał naprawdę ogromne i kształtem przypominające te tygrysie i nie mogłam oderwać od nich wzroku. Sam oglądany miał mnie wyraźnie gdzieś, bo zamknął oczy i wystawił twarz w stronę słońca.
Naprawdę miałam wrażenie, że jeśli źle stanę to polecę razem z nim. Ważył spokojnie jakieś siedem kilogramów, a do tego tyłek ciągle mu zjeżdżał z mojego przedramienia. Bałam się go upuścić, a on nic sobie z tego nie robił.
Chłopak natomiast zdążył odejść. Podciągnęłam więc kicię na rękach i weszłam do salonu.
Artan właśnie wychodził, obejmując jakąś blondynkę, którą drugą ręką też podtrzymywał. Kobieta pochylała się lekko do przodu. Nie widziałam jej twarzy, ale zdążyłam się domyślić kim była.
Całą sytuacja nie wyglądała dobrze. Oboje wraz z Marthą wyszli z domu, a ja stanęłam jak wryta w ziemię. Ona na coś chorowała? Coś jej się stało? Źle się czuła?
Usiadłam na jednej z wielkich, miękkich kanap i chciałam przytulić do siebie zwierzaka, który jednak nagle jak oparzony odsunął się ode mnie i zeskoczył prędko z moich kolan. Położyłam dłoń przy czole.
- W porządku?
- Pomogę ci. - usłyszałam nad sobą, chwilę później widząc męską dłoń niedaleko mojej brody.
Podałam lekarzowi rękę, a on pomógł wstać mi z wózka dla inwalidów. Poprowadził mnie do swojego biało-miętowego fotela i kazał oprzeć się wygodnie o zagłówek.
To był dokładnie ten sam, u którego byłam na samym początku. Krępował mnie jednak trochę fakt, że znał Artana, który teraz zdenerwowany jak nigdy czekał za drzwiami. Sama już dygotałam z tego wszystkiego. Zasłabłam, a później... Później nawet nie wiedziałam co się stało, bo kiedy wstałam z łóżka mężczyzna nagle spanikował i zabrał mnie tutaj. Nic nie powiedział.
- Boże! - krzyknęłam, kiedy pielęgniarka wyjeżdżała wózkiem z gabinetu - Boże, czy to... - łzy spłynęły mi do oczu i musiałam zakryć dłonią usta, żeby nie zacząć krzyczeć.
Momentalnie zrobiło mi się słabo. Bardzo słabo. Zakręciło mi się w głowie i jedyne o czym myślałam to... moje dziecko. Ból natychmiast minął, ale to z czego zdałam sobie właśnie sprawę mnie przerosło.
- Spokojnie! - ginekolog wstał z miejsca i pogłaskał mnie po ramieniu - Nie wiem jeszcze co to było. Musisz się uspokoić i położyć. Zbadam cię i o wszystkim ci powiem, dobrze? Emma...
Nie docierało do mnie to co mówił. Ciągle przed oczami miałam krew na czarnym materiale. Moją krew, a raczej... Boże...
Zacisnęłam usta w grymasie, żeby tylko teraz się nie rozpłakać. Dlaczego Artan mi o tym nie powiedział na samym...
Na brzuchu poczułam sprzęt do badania. Ta słynna galareta zajmowała już całą jego powierzchnię, a charakterystyczna słuchawka naciskała na jego poszczególne partie.
Mężczyzna zmarszczył czoło i zatrzymał rękę. Patrzyłam tępo na niego i marzyłam tylko o tym, żeby już wrócić. Obrócił ekran komputera w moją stronę i pokazał coś na czarnym tle.
- Wiesz co to jest?
- Ono... Żyje? - podciągnęłam się na miejscu teraz wlepiając wzrok w jego niewyraźną minę.
_____________
Do czwartku :). Jak wam sie podoba nowy wystroj? :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Jezu, przejęłam się nie na żarty. >D Mam nadzieję, że dziecko Emmy będzie żyło. Ale teraz od początku: w sumie, spodziewałam się, że to będzie Sahib. I zapomniałam, że on taki wysoki jest. Jakoś mi to umknęło. Ale jego przyjaciółka z piaskownicy również wysoka jest. ^.- A Raphy to naprawdę fajne imię dla psa. Podoba mi się bardzo. Znaczy coś? Wracamy do sprawy dziecka. Przyznaję, że tego się nie spodziewałam. Mam jednak nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Heh, musi być dobrze. ^-^'' Czekam na nowy. Teraz data, na którą będę czekać to czwartek. xd
OdpowiedzUsuńRozdział pisałam, jak troszkę źle się czułam. Nie dziwne więc, że wyszło zabawnie. W ogóle nie myślałam o tym, co piszę. Ale dobrze, że się wszystkim podobało. ^.^ A to nie wyjaśnianie różnych spraw jest dla mnie ważne, bo... Kocham to robić! >D Nowy rozdział pojawi się kiedyś, gdzieś. Na wyjaśnienie wielu spraw niestety poczekasz.
Pozdrawiam!
Zapomniałam dodać, że za krótki rozdział. A wygląd jest fajny. Podoba mi się tytuł na nagłówku i kolory są fajne. Przyjazne do oka i dobrze ze sobą wyglądając. Zdjęcie na nagłówku też mi się podoba. ;) Czyli fajnie wygląda. ^-^
OdpowiedzUsuńRzeczywiście, za krótko! Jestem ciekawa, jaką rolę wniesie do opowiadania ta dziewczyna... ;) A wygląd jest świetny!
OdpowiedzUsuńUwaga!
OdpowiedzUsuńŁawa Przysięgłych od teraz działa wspólnie z Kompanią Ocenową jako Kompania Przysięgłych pod adresem www.kompania-przysieglych.blogspot.com. Uprzejmie prosimy o zmianę linku, a także zapraszamy do rozejrzenia się po nowej siedzibie niegdysiejszych dwóch ocenialni.
Pozdrawiam ciepło,