Nie potrafiłam rozgryźć co takiego było w tym mężczyźnie. Był czternaście lat ode mnie starszy, może właśnie to jest przyczyną. Wychowałam się bez ojca, zawsze brakowało mi ciepłego spojrzenia kogoś kto mógłby nim zostać. W tym przypadku jednak Artan był na to zdecydowanie za młody, ale... idealny do tej roli. Dlaczego więc szukałam w nim kogoś więcej niż członka rodziny czy przyjaciela? To było jeszcze większą zagadką, ale coś mnie do niego ciągnęło. Imponowała mi jego dojrzałość.
Pozwoliłam mu się objąć i przez chwilę zastanowiłam się, czy rozmawiał o tym z Sahibem. O całej tej sytuacji, o tym jak oboje czują się, odkąd tutaj mieszkam, jak będzie wyglądała przyszłość...
Nawet się nie zorientowałam kiedy znów jego usta dotykały moich, a jedna z męskich dłoni leżała wysoko na moim udzie. Wsunęłam swoją w jego włosy i przysunęłam się całkiem.
Tak będzie mi lepiej.
Rozpięłam sama zamek krótkiej sukienki. Chciałam mieć to jak najszybciej za sobą, miałam wrażenie, że to tak wiele ułatwi... Że w końcu coś zrozumiem.
Trochę bałam się go dotknąć w taki sposób. Czekałam więc cierpliwie aż sam zrozumie o co mi chodzi. Mężczyzna jednak miał własny plan. Powoli zsuwał ze mnie ubranie, śledząc wzrokiem prawą rękę, która wodziła wolno gdzieś po moim ciele.
Znów jakiś problem.
Coś na dole huknęło, coś jakby zleciało z lady. Odsunął mnie od siebie na dosłownie sekundę. Wytężyliśmy słuch, chcieliśmy zorientować się czy kto nie był przypadkiem kot Marthy, którym musiała się zajmować i czy są jakiekolwiek powody do zmartwień.
Później krótki, głośny, przeraźliwy krzyk.
Kobieta wołała Artana.
Spojrzał na mnie i momentalnie wybiegł z mojego pokoju. Włożyłam szybko i trochę niechlujnie leżącą na ziemi sukienkę. Wybiegłam za nim.
Prawie przewróciłam się na schodach, więc zdjęłam prędko buty i odrzuciłam je gdzieś na któryś stopień. To co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Martha coś niewyraźnie, bardzo zdenerwowana tłumaczyła do telefonu. Chodziła w kółko i żywo gestykulowała niemal krzycząc do słuchawki. Artan kucał na podłodze przy... Boże.
Sahib leżał płasko na dywanie, nieprzytomny i przeraźliwie blady. Mężczyzna coś szeptał, dotknął dłonią jego nadgarstka, wzrokiem pilnując sekundnika na swoim zegarku. Kiedy kobieta odłożyła wreszcie komórkę coś jej nakazał, ale z tego wywodu usłyszałam tylko jej imię.
Stałam jak wryta. Jedyne na co było mnie stać to zakrycie ust. Nie potrafiłam o niczym myśleć, po prostu stałam przytrzymując się poręczy schodów i patrzyłam na bezradnych domowników.
- Emma, poszukaj w tej szafce apteczki i wyjmij z niej... - poprosił i podniósł wzrok dosłownie na sekundę, a ja nie mogłam ruszyć się z miejsca - Weź głęboki oddech i zrób do jasnej cholery to co mówię! - krzyknął.
Ten wrzask mnie powalił. Od razu dostałam jakiejś siły i poleciałam do wskazanych szuflad za ladą. Nie mogłam jednak powstrzymać się od obarczania leżącego bezwładnie chłopaka przestraszonym spojrzeniem. Czy on...?
- Co z niej wyjąć?! - mówiłam spanikowana, wyrzucając z niej wszystko po kolei.
- Niebieskie opakowanie. - to już wyraził spokojniej.
Zauważyłam, że teraz jego ręka dotykała szyi Sahiba. Pospieszyłam się.
Podałam mu opakowanie i przyklęknęłam tuż obok.
Kiedy zobaczyłam z bliska wyraz jego twarzy łzy zaczęły lecieć mi po policzkach strumieniami. Wyglądał zupełnie jak mama, kiedy...
Zmierzwiłam jego włosy, to głupie, ale za wszelką cenę chciałam sprawdzić czy jego skóra nie jest chłodna. Nie była, wręcz przeciwnie. Chyba miał gorączkę, albo ja dostawałam na głowę.
Martha ciągle gdzieś biegała, ale nie podniosłam głowy. Modliłam się w duchu, żeby otworzył oczy.
Ktoś szybko szarpnął klamką i kilku ludzi w czerwonych strojach wbiegło do salonu przenosząc chłopaka na nosze.
Poczułam jak ktoś delikatnie dotyka mojego ramienia. Podniosłam zmęczony wzrok i wzięłam od Artana papierowy kubek, który mi podawał. Kawa, jakie to typowe...
Byliśmy tu siedem godzin. Siedem! No sześć i pół... Pierwsze dwie były męczarnią, oboje byliśmy tak zdenerwowani, że nawet na siebie nie patrzyliśmy, kolejne dwie "dlaczego nikt się nie odzywa?!" teraz byliśmy w fazie cierpliwości.
Upiłam pierwszy łyk.
- Odwiozę cię - powiedział chyba po raz dwudziesty tego dnia.
- Nie chcę stąd wychodzić. Muszę wiedzieć czy wszystko z nim w porządku.
- Emma... - ten zwrot był nowością.
Do tej pory każda taka nasza rozmowa kończyła się na moim sprzeciwie, teraz wyraźnie chciał mi coś powiedzieć.
- Słucham - szepnęłam nie będąc pewną, czy nie popełniam błędy przerywając mu.
- Ja nawet nie wiem co mam ci powiedzieć - położył dłonie na policzkach i oparł łokcie na kolanach - Sahib na pewno ci nie powiedział, ale oboje znamy przyczynę tej sytuacji.
- Chciałam o to zapytać - przyznałam gapiąc się w kubek - te zastrzyki w apteczce, twoje opanowanie...
Ścisnęłam w dłoniach mocniej gorący napój. Byłam pewna czerwonych śladów, kiedy tylko odsunę ręce.
- Sahib jest chory, bardzo poważnie. - popatrzył na mnie - Żadnych więcej tajemnic, prawda? Zostałaś członkiem tej rodziny.
Milczałam, więc kontynuował.
- To wada wrodzona, operacja jest bardzo niebezpieczna stąd to zwlekanie, nie chciał się zgodzić. To co właśnie się stało jest skutkiem tego czekania... To się będzie powtarzać, musimy się na to przygotować. To nie będzie prosty czas.
- Co mu jest? - starałam się zachować spokój.
- Niedomykalność zastawki, stąd migotanie przedsionków.
Czym do cholery jest migotanie przedsionków?! Niech on mówi do mnie po ludzku!
- Czym grozi to migotanie? Długo to trwa? - dopytywałam, biorąc głębszy oddech.
Chwilę zastanawiał się, co ma mi odpowiedzieć. Oparł się na krześle.
- Niewydolnością serca.
- ŚMIERCIĄ?!
______________________
Jak nowy rok? :) Widzimy się w sobotę!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Archiwum bloga
-
▼
2013
(26)
-
▼
stycznia
(10)
- 31: Stabilizacja to coś czego najbardziej pożądam.
- 30: Sprawiasz, że staję się lepszą. To co dobre zo...
- 29: Nigdy nie jest za późno na walkę o własne szcz...
- 28: Ten ciąg chyba nigdy się nie przerwie.
- SPOZNIE SIE
- 27: Poczucie złego ruchu, jest dużo gorsze od najg...
- Trochę spóźnienia.
- 26: Mrok nadchodzi kiedy ktoś boleśnie rani.
- 25: Strach kryje się wyjątkowo głęboko.
- Wieczorem
-
▼
stycznia
(10)
Super. :)
OdpowiedzUsuńAle kiedy reszta bohaterów? ;/
Awww tęskniłam *-* kocham te Twoje zwroty akcji *-*
OdpowiedzUsuńUch, znowu jakiś krótki się wydawał... Ale ze mnie maruda ^-^"
OdpowiedzUsuńA nowy rok zaczął się zdecydowanie zaskakująco pozytywnie!
U nas nowy rozdział, zapraszamy :D