Sahib podniósł z łóżka kopertę i otworzywszy ją wyraz jego twarzy pogłębił się w jeszcze większym zdenerwowaniu. Każda sekunda wydawała mi się jakąś godziną, bardzo chciałam dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi, co ich tak podburzyło.
Chłopak wstał z miejsca i kierował się do drzwi.
- Załatwię to - kiedy mijał Artana, ten popchnął go jedną ręką w stronę wnętrza.
- Najpierw mi to wytłumaczysz - zarządził, nie spuszczając z niego wyczekującego spojrzenia.
Podkuliłam jedną nogę pod tyłek i z zaciekawieniem oglądałam całą scenę, ciesząc się, że mnie to nie dotyczyło.
Żaden z nich nie ruszył się z miejsca. Oboje milczeli. Dlaczego musiałam być świadkiem całej tej sceny? Wolałabym wstać i poczekać na koniec w salonie, ale bałam się ruszyć z miejsca. Tę atmosferę, która wypełniała pokój można by spokojnie kroić nożem...
- Kto to wysłał? - zaczął, starając się zachować spokojny ton głosu.
- Daj spokój, to nic takiego...
- Nic takiego?! Zdajesz sobie sprawę na co ją naraziłeś?! - krzyknął, a ja aż cofnęłam odruchowo głowę - Jak mam cię traktować jak dorosłego, skoro robisz tak idiotyczne rzeczy?! - nie odpowiadał - Emma, spakuj się.
- Słucham? - szepnęłam i uchyliłam ze zdziwienia usta, przyglądając się jego reakcji.
- Nie rób z tego problemu! - wtrącił się Sahib.
- Komu powiedziałeś prawdę? - pytał, a ja jeszcze bardziej zesztywniałam, kiedy tylko to usłyszałam.
To ile do jasnej cholery było tych prawd?! Inna dla mnie, inna dla nich, jeszcze inna dla świata? O co tu w końcu chodziło?! Ta niewiedza wykańczała mnie najbardziej. Każdego dnia dowiadywałam się czegoś nowego, całkowicie sprzecznego z resztą informacji, liczyłam na to, że w końcu dowiedziałam się wszystkiego, a tutaj...
- Nie potrafisz trzymać gęby na kłódkę?! Ile ty masz lat? Dwanaście?! - przetarł dłonią czoło - Dobrze wiesz, że jeśli to wyjdzie...
- Nie wyjdzie, jasne? - zapewnił, wchodząc wujowi w pół słowa - Załatwię to. Nic się nie stanie, nie masz o co robić awantury.
- Przynieś walizki Emmie - powiedział siląc się na spokój i biorąc kilka głębszych wdechów.
- Powiedziałem, że...
- Nic mnie to nie obchodzi! Sprawy zaszły za daleko, rano ją stąd zabieram.
- Powinnam zabrać wszystko? - spytałam, stojąc przed otwartą szafą, kiedy tylko usłyszałam, że ktoś wszedł do pokoju.
- Ile zmieścisz - sprostował Artan, podchodząc w moją stronę.
Obróciłam się w stronę łóżka i przysuwając do siebie uchyloną walizkę, zaczęłam wkładać do niej wybrane przez siebie buty. Mężczyzna przyglądał się moim poczynaniom, ale nawet z początku się nie odzywał. Usiadł w fotelu.
Zmieściłam w niej około dwudziestu zestawów. Była naprawdę spora i zostało trochę miejsca na kosmetyki, które planowałam zgarnąć rano. Tą mniejszą, która leżała teraz pod ścianą wypchałam do końca dodatkami, swetrami, bielizną i całą, całą resztą. Starałam się ignorować jego obecność, ale nie było łatwo. Cały czas czułam na sobie ciężkie spojrzenie.
- Gryzie cię ta cała sprawa, tak? - spytał, nawet nie czekając aż się odezwę - Oczywiście, że tak... - stwierdził uśmiechając się smutno dosłownie przez sekundę - Też nie jestem zachwycony tym wszystkim.
Milczałam. Głównie dlatego, że po prostu nie miałam pojęcia co powinnam odpowiedzieć. To chyba jasne, że teraz wszystko waliło mi się w głowie i nie wiedziałam już co jest prawdą, a co wersją dla przykrywki. Nie miałam pojęcia jak powinnam reagować.
- Mogę zapytać, dokąd wyjeżdżam? - nie podniosłam wzroku z bagażu.
- Do rana zostało kilka godzin, wydaje mi się, że wytrzymasz - pokiwałam tylko głową na jego odpowiedź - Pomogę ci - wstał i przytrzymał walizkę, żeby łatwiej było mi ją zamknąć.
Niedługo miała wybić północ, a mój zegar naścienny bezlitośnie mi o tym przypominał. Kiedy tylko zdążyłam przyzwyczaić się do tych murów, każą mi je opuszczać. Znów w niewiadomą...
Gdzie miałam teraz być? Gdzie miałam się znaleźć? Na jak długo? Do czasu ślubu? Pierwszego dziecka? A może cały ten plan też był kłamstwem, które miało mnie pogrążyć w bólu? Co jest więc prawdziwym planem, na moje życie?
- Nie denerwuj się - poczułam dłoń w okolicach prawej skroni.
Znów cisza.
Nie mogłam wykrztusić z siebie słowa, bałam się, że jeśli wejdę w jakiś temat nie wytrzymam i zacznę histeryzować, albo wpadnę w panikę. Wolałam trzymać się na krótkiej smyczy.
- Nie myśl, że każę ci płacić za jego błąd - zniżył głos, robiąc jeszcze pół kroku w moją stronę - Tak będzie dla wszystkich lepiej. Przede wszystkim dla ciebie.
Wzięłam głębszy oddech i chwytając walizkę, odłożyłam ją pod okna. Musiałam się odsunąć, bo robiło się dużo bardziej niezręcznie niż zazwyczaj.
Wiedziałam, jak to mogło z boku wyglądać. Najpierw jesteśmy blisko, potem się oddalamy, znów blisko i jeszcze bliżej po czym znów dzieli nas jakaś przepaść. Miałam w głowie barierę, która tylko czasami się otwierała i pozwalała mi na trochę więcej odwagi.
- Nie chcesz wiedzieć, co mogłoby ci się stać gdybyś tu została, a o całej sytuacji dowiedziałyby się osoby niepożądane. Ja nie robię tego, żeby utrudnić ci życie.
- Rozumiem - odpowiedziałam krótko, siadając na łóżku i opuszczając troszkę głowę.
- Zaczniesz normalnie ze mną rozmawiać? Przecież ja chcę ci pomóc.
- Przepraszam... - wydukałam, spoglądając na niego wreszcie - Chciałabym, żeby już wszystko się uspokoiło.
- Niedługo wszystko wróci do normy - przysiadł się - Musisz być cierpliwa - znowu poczułam jego palce na swoim karku.
- Z natury jestem dynamicznym nerwusem - uśmiechnęłam się - po prostu dobrze się ukrywam. Tłumię w sobie wszystko, jaka jestem, czego chcę... - był teraz zdecydowanie za blisko.
- Więc pokaż mi prawdziwą Emmę.
Uniosłam głowę i trafiłam wargami w jego usta, czując gdzieś w talii jego mocny uścisk, a łagodną dłoń wysoko na udzie.
- Ja już nie pamiętam kim ona jest.
__________________________
Z długością nie wyszło niestety ;) Ale liczę na to, że was zaskoczyłam. W nocy wyjeżdżam, pora zacząć się pakować.
Co do nowego roku... Zróbcie listę postanowień! :D I życzę wam, żebyście się ich trzymały. Poza tym tradycyjnie - aby ten rok 2013 był dużo lepszy, wielu sukcesów, mało stresu, zdrowia, pogody ducha, samych szczęśliwych chwil i w ogóle czego sobie zapragniecie, żebyście realizowały ;)!
To tyle ode mnie, dodam jeszcze coś o blogu - niedługo koniec.
Pozdrawiam i do zobaczenia w nowym roku! (stawiam na środę, ale najpóźniej rozdział pojawi się w czwartek, chociaż niewykluczone, że odrobinę wcześniej, ale ja nic nie obiecuję! :P)