Nie przyszedł do mnie. Zginął
gdzieś na górze, nie spałam do rana. Zdrzemnęłam się o ósmej i
zatraciłam się na prawie cztery godziny. Za piętnaście dwunasta w
końcu zwlekłam się z materaca. Promienie słońca wpadały przez
okna cudownie grzejąc mi twarz. Od razu na myśl przyszedł mi mój
pokój. Zawsze latem przesuwałam fotel przed okno i czytałam,
wygrzewając się przy otwartym oknie. Nie myśl o tym.
Otworzyłam wszystkie drzwi szafy i postanowiłam wybrać strój po kolorze, który najbardziej do mnie przemawiał. Chciałam jak najszybciej porozmawiać z tym Artanem, dowiedzieć się o co w tym chodzi i gdzie ja właściwie byłam. Byłam strasznie podekscytowana tą rozmową, chciałam mieć wszystko za sobą. Myślałam, że nawet dobrze się stało, że wstałam dziś tak późno, miałam nadzieję, że szybciej jakoś minie mi ten czas oczekiwania.
Pomarańcz, zdecydowanie. Wyjęłam ostrożnie wieszak, bo miałam wrażenie, że jeśli coś zrobię nie tak to wszystko zleci... Wczoraj żeby nie spać obejrzałam z piętnaście gazet i mniej więcej ogarnęłam o co tutaj chodzi. Wszystko działało na zasadzie kontrastu w przyjemnych, stonowanych kolorach. Całkiem inaczej...
Wzięłam bardzo szybki prysznic i umyłam zęby. Byłam okropnie głodna przez tą akcję z bezsennością, ale bałam się znów zejść na dół, gdzie jeszcze wszyscy spali. No... prawie wszyscy.
Nie było najbardziej komfortowym pójście tam, do salonu i udawanie, że to co się zdarzyło tak naprawdę nie miało miejsca. Uspokoić mordercze spojrzenie, którego byłam pewna.
Stanęłam przed lustrem i zaczęłam wkładać sukienkę. Była zwężana w talii, akurat na mnie dopasowana, zaczęłam się zastanawiać skąd w ogóle wiedzieli jak wyglądam. Skąd wzięli wszystkie buty w moim rozmiarze, ubrania idealnie dopasowane i... Boże.
- Emma? - blondynka usłyszała krzyk z drugiego pokoju, więc posłusznie odłożyła książkę na bok i zwlekła się leniwie z łóżka. Przetarła dłonią twarz i otworzyła drzwi, gdzie czekała na nią już jej ciotka.
- Emma, podoba ci się? - podeszła bliżej do nastolatki i pokazała jej zdjęcie ślicznego kostiumu kąpielowego w telefonie.
- Ładny – wzruszyła lekko ramionami i kiedy już chciała wrócić do swojego pokoju jej opiekunka znowu się odezwała.
- Moja koleżanka zamówiła go dwa dni temu i jest na nią trochę za ciasny, ja w niego nie wejdę, nie ma opcji, dlatego pomyślałam o tobie... - zagryzła z nerwów dolną wargę i czekała na odpowiedź.
Emma wzięła komórkę do rąk i uważnie przyjrzała się ciuchowi. Czarny, skromny, sportowy krój... Idealnie na jej pierwsze zawody po ponad trzech latach przerwy. Dziwiło ją tylko, że kostium był na modelce, a zdjęcie znajdowało się na stronie internetowej załączonej w telefonie. No może, ta kobieta...
- Będę musiała tylko wziąć od ciebie wymiary, bez sensu żeby Katherine wysłała mi go i narażała się na koszty jeśli nie będzie pasował. Aha i do tego są też buty... Masz rozmiar 37?
Nie. To niedorzeczne. Takie myślenie w ogóle nie powinno mi przyjść do głowy! Przecież to siostra mojej mamy, w życiu by ani mnie ani jej tego nie zrobiła. Idiotka ze mnie... To tylko zbieg okoliczności.
Włożyłam buty na prawie płaskim obcasie. Przejrzałam się w lustrze i pochwaliłam, że całkiem nieźle tak wyglądałam. Fakt, że zupełnie inaczej niż zwykłam się ubierać, ale w takiej wersji też nie było mi najgorzej. Tylko moja mina wszystko zdradzała. Bałam się po raz kolejny spojrzeć im wszystkim w twarz...
Było już sporo po dwunastej, kiedy wzięłam większy oddech i wyszłam z pokoju. Burczało mi niekontrolowanie w brzuchu i trochę już kręciło się w głowie. Całą noc nie zmrużyłam oka, więc zgłodniałam z nerwów jak to miałam w zwyczaju.
W połowie schodów czyjeś głosy wyrwały mnie z zamyślenia. Nie mogłam się skupić i zeszłam więc trzy schody w dół, żeby podejrzeć co dzieje się na dole. Jednak zanim przyjrzałam się całej sytuacji ktoś postanowił mi przerwać.
- Emma! - zawołał mnie ktoś z dołu.
Nim jednak zdążyłam się dokładnie rozpoznać czyjaś ręka chwyciła delikatnie, ale bardzo stanowczo moją dłoń. Zbiegłam po schodach niewiele myśląc i rozpoznałam osobę, którą teraz lekko obejmowała mnie w talii.
Sahib w ogóle na mnie nie patrzył. Utkwił wzrok przed sobą i zmuszał mnie do wyrównania kroku. Miałam kilka sekund na zarejestrowanie jak wyglądał dzisiaj.
Właściwie mało co zmieniło się od wczorajszego wieczora. Chłopak nadal miał podkrążone oczy i trochę opadnięte powieki, co pewnie świadczyło o kacu-mordercy, bo jego głos był trochę zachrypnięty. Nie czułam tylko zapachu alkoholu i nie chwiał się idąc przed siebie.
Ktoś zatrzasnął drzwi od jadalni. Dziesięć sekund później chłopak otworzył je przede mną i puścił przodem bez słowa.
- W końcu – usłyszałam z prawej i od razu domyśliłam się, że to musiał być Artan.
Wszyscy mężczyźni w pomieszczeniu wstali od razu, kobiety parę chwil później. Zmarszczyłam czoło niewiarygodnie zdziwiona i obarczyłam spojrzeniem wszystkich po kolei. Nikogo nie znałam, ale wszyscy wyglądali podobnie. Wysocy, zamożni bruneci – pięciu. I siedem kobiet w tym Martha, która chyba właśnie wychodziła...
- To jest właśnie Emma – Artan podszedł w międzyczasie i położył mi dłoń na ramieniu uśmiechając się lekko, co trochę mnie zaskoczyło – Postanowiła dokończyć naukę tutaj.
Że słucham?!
- Zacznie od nowego semestru, powinna przyzwyczaić się jeszcze do naszego kraju, trochę go poznać, jest tu dopiero trzeci tydzień.
Jaki trzeci tydzień?!
- Usiądź – powiedział do mnie cicho wskazując wzrokiem puste krzesło.
Po chwili się do mnie dosiadł. Razem z Sahibem. Chłopak rozmawiał o czymś z kobietą obok. Młodą, piękną kobietą zdecydowanie przed trzydziestką. Byli naprawdę pochłonięci w tej gadce, bo brunet nawet nie zwrócił uwagi na to, że przypadkowo kopnęłam go z nerwów pod stołem. Niechcący oczywiście.
Żeby jakoś się rozluźnić wzięłam w rękę szklankę soku, którą stała tuż obok. Czułam jak pociły mi się dłonie, kiedy tylko ktoś zatrzymał swoje spojrzenie na dłużej niż dwie sekundy.
Byłam spięta. Siedziałam w towarzystwie podejrzanych arabów koło czterdziestki i ich młodziutkich partnerek. Z jednej strony słyszałam jakiś bełkot, którego za nic nie rozumiałam, z drugiej elokwencje w języku angielskim, a rano myślałam, że gorzej być nie może.
Mężczyzna przede mną coś mówił, zdecydowanie do mnie, ale nie mogłam nic zrozumieć. Patrzył na mnie trochę rozbawiony i mierzył wzrokiem unosząc na chwilę brwi.
- Przepraszam, nie rozumiem – skoro Artan przedstawiał mnie w moim rodzimym języku postanowiłam spróbować wyjaśnić to, że nie odpowiadałam.
- Ani słowa? - zaśmiał się niskim, lekko skrzeczącym głosem. - Jak więc chcesz się tu uczyć? Wykładowcy mówią po arabsku, powinnaś trochę się podszkolić.
- Idzie do Al-Ain – usłyszałam obok drugi męski głos – Prywatnie uczą także po angielsku.
- Nie sądziłem, że będziesz chciała bazować na nazwisku wujka... - skomentował i odsunął się kilka centymetrów w tył – Summitha do wszystkiego doszła sama, ciężką pracą i zahartowaniem. To się teraz ceni, samodzielność, dążenie do celu. Przykro patrzeć, jak ktoś korzysta z pozycji członka rodziny.
Otworzyłam wszystkie drzwi szafy i postanowiłam wybrać strój po kolorze, który najbardziej do mnie przemawiał. Chciałam jak najszybciej porozmawiać z tym Artanem, dowiedzieć się o co w tym chodzi i gdzie ja właściwie byłam. Byłam strasznie podekscytowana tą rozmową, chciałam mieć wszystko za sobą. Myślałam, że nawet dobrze się stało, że wstałam dziś tak późno, miałam nadzieję, że szybciej jakoś minie mi ten czas oczekiwania.
Pomarańcz, zdecydowanie. Wyjęłam ostrożnie wieszak, bo miałam wrażenie, że jeśli coś zrobię nie tak to wszystko zleci... Wczoraj żeby nie spać obejrzałam z piętnaście gazet i mniej więcej ogarnęłam o co tutaj chodzi. Wszystko działało na zasadzie kontrastu w przyjemnych, stonowanych kolorach. Całkiem inaczej...
Wzięłam bardzo szybki prysznic i umyłam zęby. Byłam okropnie głodna przez tą akcję z bezsennością, ale bałam się znów zejść na dół, gdzie jeszcze wszyscy spali. No... prawie wszyscy.
Nie było najbardziej komfortowym pójście tam, do salonu i udawanie, że to co się zdarzyło tak naprawdę nie miało miejsca. Uspokoić mordercze spojrzenie, którego byłam pewna.
Stanęłam przed lustrem i zaczęłam wkładać sukienkę. Była zwężana w talii, akurat na mnie dopasowana, zaczęłam się zastanawiać skąd w ogóle wiedzieli jak wyglądam. Skąd wzięli wszystkie buty w moim rozmiarze, ubrania idealnie dopasowane i... Boże.
- Emma? - blondynka usłyszała krzyk z drugiego pokoju, więc posłusznie odłożyła książkę na bok i zwlekła się leniwie z łóżka. Przetarła dłonią twarz i otworzyła drzwi, gdzie czekała na nią już jej ciotka.
- Emma, podoba ci się? - podeszła bliżej do nastolatki i pokazała jej zdjęcie ślicznego kostiumu kąpielowego w telefonie.
- Ładny – wzruszyła lekko ramionami i kiedy już chciała wrócić do swojego pokoju jej opiekunka znowu się odezwała.
- Moja koleżanka zamówiła go dwa dni temu i jest na nią trochę za ciasny, ja w niego nie wejdę, nie ma opcji, dlatego pomyślałam o tobie... - zagryzła z nerwów dolną wargę i czekała na odpowiedź.
Emma wzięła komórkę do rąk i uważnie przyjrzała się ciuchowi. Czarny, skromny, sportowy krój... Idealnie na jej pierwsze zawody po ponad trzech latach przerwy. Dziwiło ją tylko, że kostium był na modelce, a zdjęcie znajdowało się na stronie internetowej załączonej w telefonie. No może, ta kobieta...
- Będę musiała tylko wziąć od ciebie wymiary, bez sensu żeby Katherine wysłała mi go i narażała się na koszty jeśli nie będzie pasował. Aha i do tego są też buty... Masz rozmiar 37?
Nie. To niedorzeczne. Takie myślenie w ogóle nie powinno mi przyjść do głowy! Przecież to siostra mojej mamy, w życiu by ani mnie ani jej tego nie zrobiła. Idiotka ze mnie... To tylko zbieg okoliczności.
Włożyłam buty na prawie płaskim obcasie. Przejrzałam się w lustrze i pochwaliłam, że całkiem nieźle tak wyglądałam. Fakt, że zupełnie inaczej niż zwykłam się ubierać, ale w takiej wersji też nie było mi najgorzej. Tylko moja mina wszystko zdradzała. Bałam się po raz kolejny spojrzeć im wszystkim w twarz...
Było już sporo po dwunastej, kiedy wzięłam większy oddech i wyszłam z pokoju. Burczało mi niekontrolowanie w brzuchu i trochę już kręciło się w głowie. Całą noc nie zmrużyłam oka, więc zgłodniałam z nerwów jak to miałam w zwyczaju.
W połowie schodów czyjeś głosy wyrwały mnie z zamyślenia. Nie mogłam się skupić i zeszłam więc trzy schody w dół, żeby podejrzeć co dzieje się na dole. Jednak zanim przyjrzałam się całej sytuacji ktoś postanowił mi przerwać.
- Emma! - zawołał mnie ktoś z dołu.
Nim jednak zdążyłam się dokładnie rozpoznać czyjaś ręka chwyciła delikatnie, ale bardzo stanowczo moją dłoń. Zbiegłam po schodach niewiele myśląc i rozpoznałam osobę, którą teraz lekko obejmowała mnie w talii.
Sahib w ogóle na mnie nie patrzył. Utkwił wzrok przed sobą i zmuszał mnie do wyrównania kroku. Miałam kilka sekund na zarejestrowanie jak wyglądał dzisiaj.
Właściwie mało co zmieniło się od wczorajszego wieczora. Chłopak nadal miał podkrążone oczy i trochę opadnięte powieki, co pewnie świadczyło o kacu-mordercy, bo jego głos był trochę zachrypnięty. Nie czułam tylko zapachu alkoholu i nie chwiał się idąc przed siebie.
Ktoś zatrzasnął drzwi od jadalni. Dziesięć sekund później chłopak otworzył je przede mną i puścił przodem bez słowa.
- W końcu – usłyszałam z prawej i od razu domyśliłam się, że to musiał być Artan.
Wszyscy mężczyźni w pomieszczeniu wstali od razu, kobiety parę chwil później. Zmarszczyłam czoło niewiarygodnie zdziwiona i obarczyłam spojrzeniem wszystkich po kolei. Nikogo nie znałam, ale wszyscy wyglądali podobnie. Wysocy, zamożni bruneci – pięciu. I siedem kobiet w tym Martha, która chyba właśnie wychodziła...
- To jest właśnie Emma – Artan podszedł w międzyczasie i położył mi dłoń na ramieniu uśmiechając się lekko, co trochę mnie zaskoczyło – Postanowiła dokończyć naukę tutaj.
Że słucham?!
- Zacznie od nowego semestru, powinna przyzwyczaić się jeszcze do naszego kraju, trochę go poznać, jest tu dopiero trzeci tydzień.
Jaki trzeci tydzień?!
- Usiądź – powiedział do mnie cicho wskazując wzrokiem puste krzesło.
Po chwili się do mnie dosiadł. Razem z Sahibem. Chłopak rozmawiał o czymś z kobietą obok. Młodą, piękną kobietą zdecydowanie przed trzydziestką. Byli naprawdę pochłonięci w tej gadce, bo brunet nawet nie zwrócił uwagi na to, że przypadkowo kopnęłam go z nerwów pod stołem. Niechcący oczywiście.
Żeby jakoś się rozluźnić wzięłam w rękę szklankę soku, którą stała tuż obok. Czułam jak pociły mi się dłonie, kiedy tylko ktoś zatrzymał swoje spojrzenie na dłużej niż dwie sekundy.
Byłam spięta. Siedziałam w towarzystwie podejrzanych arabów koło czterdziestki i ich młodziutkich partnerek. Z jednej strony słyszałam jakiś bełkot, którego za nic nie rozumiałam, z drugiej elokwencje w języku angielskim, a rano myślałam, że gorzej być nie może.
Mężczyzna przede mną coś mówił, zdecydowanie do mnie, ale nie mogłam nic zrozumieć. Patrzył na mnie trochę rozbawiony i mierzył wzrokiem unosząc na chwilę brwi.
- Przepraszam, nie rozumiem – skoro Artan przedstawiał mnie w moim rodzimym języku postanowiłam spróbować wyjaśnić to, że nie odpowiadałam.
- Ani słowa? - zaśmiał się niskim, lekko skrzeczącym głosem. - Jak więc chcesz się tu uczyć? Wykładowcy mówią po arabsku, powinnaś trochę się podszkolić.
- Idzie do Al-Ain – usłyszałam obok drugi męski głos – Prywatnie uczą także po angielsku.
- Nie sądziłem, że będziesz chciała bazować na nazwisku wujka... - skomentował i odsunął się kilka centymetrów w tył – Summitha do wszystkiego doszła sama, ciężką pracą i zahartowaniem. To się teraz ceni, samodzielność, dążenie do celu. Przykro patrzeć, jak ktoś korzysta z pozycji członka rodziny.